Reklama

Wiara szukająca zrozumienia - warsztaty filozoficzne (VI)

05/12/2005 22:20
Kartezjusz odsłania przed nami problem: „ … jakkolwiek niewątpliwie jest prawdą, że należy wierzyć w istnienie Boga ponieważ uczy tego Pismo św., i na odwrót należy wierzyć Pismu świętemu, ponieważ mamy je od Boga … nie można jednak przedkładać tego niewierzącym, gdyż sądziliby, że to jest błędne koło”. To żart oczywiście, bo dowody, które przedstawia na istnienie Boga, tak naprawdę przedstawia sobie i chrześcijanom. Żart, który ma go uchronić przed zdenerwowaniem dziekana i doktorów fakultetu paryskiej teologii, którym przedstawia swoje „Medytacje o pierwszej filozofii”. Bo tak przecież sądzić muszą nie tylko niewierzący i sam Kartezjusz, ale też każda rozważna osoba.

Ale to nie od niego zaczynają się dowodowy na istnienie Boga. Wiara szukająca zrozumienia – powie św. Anzelm z Canterbury (1033-1109) i sformułuje swój równie urzekający, co fałszywy dowód nazwany potem przez Immanuela Kanta ontologicznym (1724-1804). Na różne sposoby próbowano tego już przed nim.

To był główny temat naszego szóstego już spotkania – dowody na istnienie Boga i dowody na jego nie istnienie. Czy jedne i drugie mają rację bytu. Czy należy je zanegować w całości i jak Tertulian (ok. 160 r. - 220) powiedzieć: „Syn Boży został zrodzony; ponieważ jest to zawstydzające, nie jestem zawstydzony. I Syn Boży umarł; właśnie dlatego, że jest to niedorzeczne, jest do uwierzenia. I został złożony do grobu, i powstał z martwych; to jest pewne, bo jest niemożliwie.” Bo mamy do wyboru także tę drogę, drogę irracjonalizmu.

Przy okazji pojawiły się kwestie cudów, Boskiej wszechmocy i zagadnienia zła, a nawet tak banalne jak „samorealizacja” i „pozytywne myślenie”.

Jak zwykle jednak wypada nam oddać głos Paulinie Daneckiej – koordynatorce projektu. Oto on, dzisiaj subiektywny ponad zwykłą miarę:

Z pamiętnika koordynatorki projektu, cz. V

A Ty uwierz w moje słowa... Tematem naszego dzisiejszego spotkania była wiara, a raczej jej argumentacja. Co mi to przypominało (bo dziś założyłam być subiektywna)? Rozmowę dwojga osób, (bo przez większość czasu był to raczej dialog, czasem tylko zmieniała się obsada) z których żadna nie może, nie powinna i nie chce słuchać, startujących w dodatku z innej, przeciwstawnej pozycji. Tego, co naprawdę ważne nie sposób wyrazić słowami, bo pojęcia są łatwo weryfikowalne. Czyżby po raz kolejny : „O czym nie można mówić...?” Raczej nie, bo mówiliśmy. Prędzej: o czy nie można powiedzieć (o ile się nie mylę, to w jednej z religii imię Boga brzmiało „ten, którego imienia nie można wymówić”).
Teraz trochę faktów – Andrzej zaprezentował typowe i znane w filozofii dowody na istnienie Boga (pochodzące min. od Anzelma, Kartezjusza, Tomasza z Akwinu oraz stosowną do nich polemikę Kanta). Okazało się jednak, że na drodze logiki argumenty te nie są trudne do złamania. Wystarczy odwołać się do paradoksu kamienia (jeśli Bóg jest wszechmogący, to niech stworzy kamień, którego nie zdoła unieść...) Tutaj uczestnicy mieli gotową odpowiedź – Bóg nie czyni rzeczy nielogicznych. Więc (zakładamy) jest logika, a skoro jest logika i Bóg według niej działa, to ta logika jest niejako ponad Bogiem (to jedna z metod wnioskowania). Wysunęło się ostrze logiki, ale czy wiara musi być logiczna, a może powinna być i jest irracjonalna? Tutaj mamy Tyrtuliona (możliwy błąd w pisowni, ale to może i lepiej – zwłaszcza w kontekście który za chwilę przedstawię).
Czym był koniec naszego spotkania? – bojem na miecze, krzyże i berety...(i przeciw moherom również). Andrzej był jak ten Tiritulion (celowe zniekształcenie nazwy) – cóż nam wadzi irracjonalność? Mnie się z lekka nasunął Gombrowicz i metody Bladaczki (jak nie jest, jak jest, a jeśli nie jest, to Panu być może coś dolega – z całą troską o przyszłość Pana Pylaszczkiewicza). Miecze nie poszły w ruch, bo koniec końców wybawił nas czas.
Filozofia nie może się obyć bez emocji – człowiek jest sprzężony ze swoim poglądem na życie, pogląd wyrabia się na drodze konkretnych doświadczeń, bywa, że klaruje się z wiekiem. Zaprzeczając mu, musielibyśmy często zaprzeczyć samemu sobie. Dlatego wytrwale broniliśmy (każdy siebie). Nie musimy się zgadzać, ale tolerujmy się drodzy bracia! Miało być subiektywnie a wyszła całkiem uniwersalna odezwa. Teraz pozostaje mi już tylko wezwać Was na kolejne warsztaty, by w muzyce jednać się i dzielić.


Paulina Danecka

Projekt „O czym nie można mówić” realizowany jest w ramach programu „Młodzi menedżerowie kultury” Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” finansowanego ze środków Ministerstwa Kultury, Fundacji J&S Pro Bono Poloniae oraz Stowarzyszenia Upowszechniania Nowych Technologii i Rozwoju Społeczności lokalnych e-Sochaczew.pl.


Akademia e-Sochaczew.pl

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Kołcz 2005-12-11 00:00:00

    Heh.....ale, coby nie powiedzieć to i tak plakat wymiata :D

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gąsior 2005-12-11 00:00:00

    Podoba mi się ta interpretacja. A swoją drogą Władek wygląda niemalże jak Sokrates, choć jest zbyt szczupły na niego:-)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gaj 2005-12-11 00:00:00

    Drzewo Wiadomości Dobra i Zła ,korzenie jak klawisze fortepianu-Różnorodność poglądów,spojrzeń na świat?
    Konary bez liści i owoców-Jałowość i pustota słów?
    Groźne spojrzenie-Ostrzeżenie przed nadmierną pewnością siebie?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama