Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Heh.....ale, coby nie powiedzieć to i tak plakat wymiata :D
Podoba mi się ta interpretacja. A swoją drogą Władek wygląda niemalże jak Sokrates, choć jest zbyt szczupły na niego:-)
Drzewo Wiadomości Dobra i Zła ,korzenie jak klawisze fortepianu-Różnorodność poglądów,spojrzeń na świat?
Konary bez liści i owoców-Jałowość i pustota słów?
Groźne spojrzenie-Ostrzeżenie przed nadmierną pewnością siebie?
Aaaaaaaaaaale odjechany ten plakat nowy! Najlepszy chyba ze wszystkich dotychczasowych..........Wielkie pozdro dla twórcy :>
Ze mną jak z dzieckiem-Niech będzie kuuul.:)
Zabrzmiało jak odezwa...
teraz mówić będzie się kuuuuul (żeby nie być passe z aktualnością;)
A Krzyżacy są cool,(tak to się teraz mówi?) podobnie jak Trylogia,Qwo Vadis etc.
Może nie w równym stopniu. Ale nie są to na pewno źle napisane książki.
Paulina.Musze powiedzieć, że chociaż nie chciałaś powiedzieć, to jednak powiedziałaś.Za co jestem Ci wdzięczny.:)
teraz nic nie napiszę - ale byłam, zobaczyłam:D zresztą może pozostawię bez komentarza, o ile ziścic ma się poselstwo...;)
a za Nietzschego - punkt dla Ciebie:)
Paulinko,
podobnie jak z ocenami etycznymi, także te estetyczne nie są relatywne. Ale to problem zbyt rozległy. Rozbolałyby mnie ręce od pisania.
"Krzyżacy" to najdoskonalsza, moim zdaniem, powieść Sienkieiwcza. Czytałem ją około 13 razy. Pierwszy raz we wczesnych klasach szkoły podstawoej.
O gustach, Paulinko, nie tylko że się dyskutuje, ale się o nie walczy. I warto o nie walczyć. Jak mówi "Twój" Nietzsche: "Wszelkie zycie jest walką o gusta".
"Krzyżaków" przyniosę. Przez delikatność nie podam natomiast mojej definicji poezji śpiewanej, ale znasz ją na pewno.
Możwe, że ja czytałam "Krzyżaków" w tzw szczenięcym okresie niezrozumienia dla wielkiej literatury (podobnie jak "W pustyni i w puszczy"); jeśli tak fatycznie jest, to lektur tych nie powinno podawać się w podstawówce i gimnazjum - bo swojego czasu nikt z rówieśników się nie zachwycał.
Z drugiej strony znam też kilku fanów trylogii (tutaj wykluczam zjazd, jako że Potop czytało się już całkiem inaczej i w całości). Nie wiem teraz, czy to kwestia wieku, a może Sienkiewicz zmieniał sie stylistycznie? - chciałam napisać o ewolucji twórzej, ale było chyba odwrotnie, bo "Potop", który cenie wydał w 1886, "Krzyżaków" w 1900, a "W pustyni i w puszczy" w 1912. Z pełną odpowiedzialnościa moge napisać, że wg mojego gustu, kunszt pisarski Sienkiewicza maleje proporcjonalnie do czasu.
Cóż na to poradzić - Mickiewicz przestał pisać, gdy "bania z poezją nie chciała się ponownie rozbic na jego głową" - Sienkiewicz pisac nie przestał - hmm - ocena to już indywidualna sprawa każdego człowieka)
Gaju - terminu zjazd nie mogę ci wytłumaczyc przez wzgląd na Andrzeja, który nie chce wiedzieć jakiej "profanacji" dokonałam na "Krzyżakach" tym słowem:P Jeśli jesteś zainteresowany terminologia, to przeczytaj cos z zakresu literatury poświeconej narkomanii, albo wejdz na chat 13 latków, to Ci na pewno wytłumaczą;)
Andrzejku, widzę że po raz kolejny szykuje się dyskusja - tylko o gustach chyba się nie dyskutuje - przynieś "Krzyżaków" a ja wezmę poezję śpiewana i będzie ciekawie;P
pozdrawiam
Cieszę się, Małysz, bo chieliśmy, żeby nasze spotkania pomogły też, choć trochę przy maturze.
Co do "Krzyżaków", ich interpretacji i interpretacji w ogóle.
Myślę, że taka interpretacja jest pewnym polem możliwych wariantów. Dopóki się w nim poruszamy wszystko jest OK. Ale wychodzac poza jej granice narażamy na śmieszność dzieło, a przede wszystkim samych siebie. Tym niemniej dawanie jakiejś jednej urzędowej interpretacji też jest kompletną bzdurą. Prawdopodobie też owo pole jest bardzo duże. Nie znaczy jednak, że .bez granic.
Paulinko, "Krzyżacy" są jedną z moich ulubionych ksiązek.
Osobiście uważam, że to najlepsza książka Sienkiewicza.
Na razie nie chcę rozumieć tego passusu "ze zjazdem". Przy ich pisaniu. Ale jeśli to ma być przytyk pod względem Sienkiewicza, to bodaj wszyscy pisarze mieli takie "zjazdy". Obawiam się, że będę się do tego musiał odnieść na zajęciach, bo milczeć nie można.
Paulina.Masz na myśli to że Sienkiewicz jeździł na nartach?Tylko co do tego mają krzyżacy?Oni jeździli na koniach, nie na nartach.Ale zażywać zażywali-mieli na to dyspense.:)
co do "Krzyżaków" to bym polemizowała - może i nie zażywał, ale samo przez sie wskazuje, że chyba mial tzw zjazd:P (o ile stosoewnie stosuje fachową terminologie)
Bardzo ucieszyło mnie to że ostatnie spotkanie było na temat Boga i religii, gdyż moja matura jest niejako związana z tym wątkiem. A co do tego co powiedział gąsior że Sienkiewicz nic nie brał, ale jak patrze na niektóre interpretacje to mam wrażenie jakby ktoś miał niezły skład porządnego towaru, niektóre próby interpretowania są do tego stopnia zagmatwane że po czasie zaczynają same sobie przeczyć.. Koniec nie męcze nikogo już.
Dorgi gaju, oczywiście Wilde pisze o treści książki. Zgadzam się. Przytoczyłem to, ponieważ Wilde na pewno rozciągnąłby to na życie twórcy. Dlatego nadal uważam, że mieszasz.
Twoej pytanie o narkotyki zawiera już odpowiedź (niemalże), stąd trudno na nie odpowiedzieć.
Ale Twoja wola. Czytaj "Krzyżaków" (wspaniałe dzieło nawiasem mówiąc). Sienkiewicz nic nie zażywał.
O jakim artyście rozmawiamy? O każdym moim zdaniem.
Droga twórcy, to samotna droga, więc, już na zakończenie mówiąc, nie wiem na co się zżymasz?
Myślę że Wide mówił nie tyle o sposobie pisania, co o treści książki.Dlatego zarzut że mieszam etykę z estetyką jest niesłuszny.
Czy zatem rozmawiamy o artyście idealiście który w imię sztuki jest gotów na każde poświęcenie?
Czy może o tym że narkotyki to droga w świat indywidualnych złudzeń,która może skończyć się tragicznie?
A mnie zastanawia, czy warto, czy należy, czy powinno się oceniać twórczośc artysty z perspektywy jego życia prywatnego - to oczywiśćie wielka pokusa, bo raptem się okazuje, że wiemy, że rozumiemy więcej niż wszyscy - w tym jednak kontekście: nadal jesteśmy kontemplatorami sztuki, czy może już łowcami skandalu i niepowodzeń?
pozdrawiam:)
Bo też ani ja, ani tym bardziej Ken Kessey (jak sądzę), nie jesteśmy pragmatystami.
Nie wiem, czy by napisał, czy nie napisał. Musiałbym być takim prorokiem wstecz. Wątpię natomiast, czy napisał by zankomity "Lot..." Przesunięcie świadomości, jakie dają narkotyki czy choroba psychiczna jest jedyne w swoim rodzaju.
Nie rozumiem, dlaczego do ocen z zakrsu estetyki musimy dorzucac te morlane. Jest w tym coś z tego, co pisał Oscar Wilde: Nie ma moralnych czy nie morlanych książek, są tylko książki dobrze napisane i źle napisane.
Podobnie nie można oceniać samych twórców.
Mogę sobie powiedzieć, że Majakowski błądził morlanie bo wspierał komunizm, ale jego wiersze są znakomite.
Czytałm kilka książek, które powstały wskutek "romansowania" z narkotykami, obejrzałem kilka filmów, a już niewspomnę o ogromnej ilości muzyki, jaką wysluchałem. Znamiennym przykładem są dwie płyty The Beatles ("Revolver" i "Sergeant Pepper Lonely Hearts Club Band"). Zespół publicznie przyznawał się, że nagrał je pod wpływem narkotyków.
A zatem, już ściśle odpowiadając na pytanie. Nie wiem czy Ken Kessey napisałby czy nie napisał coś mającego wartość, gdyby nie zażywał narkotyków, wiem natomiast, że na pewno nie napisałby "Lotu..." Podobnie z Beatlesami. Każde nasze doświadczenie ma wpływ na naszą twórczość, a tym bardziej tak ekstremalne, jak zażywanie narkotyków.
A to przecież nie zmienia faktu oceny nałogu. Jednak, tak jak mówię, swoiście przemieszałeś ocenę estetyczną z etyczną. Możesz oczywiście to robić, ale z kolei ja nie mogę się z tym zgodzić. Jest to szkodliwie i dla sztuki i dla morlaności.
Nie wiem, dla czego warto się zabijać. Mam natomiast kilka swoich typów i chciałbym mieć odwagę dla nich umrzeć.
Jak rozumie Ken Kessey nie napisałby nic co miało by wartość, gdyby nie zażywał narkotyków?
Pewnie świat delirium jest pełen szalonych wizji, ale czy dla nich warto się zabijać.
Pozatym nie jest to w duchu pragmatyzmu-Nie sądzę aby Ken Kessey uważał że prowadzi zadawalający tryb życia, skoro aby coś napisać sięgał po środki halucynogenne.
Hm..., ja nie oceniałem, czy to dobra droga. Stwierdzałem jedynie to, że są tacy, którzy twierdzą coś podobnego. Swoją drogą coś pewnie jest na rzeczy, choć skutki w miażdżącej liczbie przypadków są fatalne. Nie można jednak zapomnieć o takich ludziahc, jak choćby Ken Kessey ("Lot nad kukułczym gniazdem"), którzy przez to przeszli i coś nam o świecie opowiedzieli. Polecam w tym miejscu inną książkę - "Eden Express" Marka Vonegutta. No ale jest ich oczywiście więcej. Problemu nie da się ugryźć tylko w ten sposób, że powie się, że to zgubne dla życia i zdrowia (co oczywiście jest prawdą).
Ileż tych dróg na dotarcie do prawdy.Niektóre z nich prowadzą do...niezadawalającej śmierci.
Ta droga prowadzi donikąd.
Lepiej poszukać innego sposobu.
Nie możemy zapomnieć o tych, którzy twierdzą, że po zażyciu narkotyków poznają Prawdę.
Może w duchu pragmatyzmu?
Ci którzy szukają Boga.Lub prawdy prowadzą bardziej zadawalający tryb życia ?
Ci którzy nie widzą w tym sensu biorą narkotyki?
To są bardzo dobre pytania. A postawić dobre pytanie to jest już bardzo bardzo dużo. Szczególnie ostatnie mi się podoba. W tej chwili nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi, która przede wszystkim mnie by zadowoliła. Pierwsze jednak, co chciałoby się powiedzieć to, że jednak ma problemy:-)
Ale czy da się to pogodzić z tematem warsztatów?
Boska pedagogika...
Czy Bóg może mieć problemy z wychowaniem młodzieży?:)
W takim razie szkoda że jest to forum filozoficzne .Moglibyśmy o tym porozmawiać.Temat jak zawsze-aktualny.
Chyba że filozofia zajmuje się i tym problemem?:)
A szkoda, że nie zawiera, bo niektórym by się przydało...;-)
No cuż.Moja uwaga tyczyła się li tylko mistrza zen i jego podejścia do odmiennych niż jego poglądów innych ludzi.
Ale przyznaję racje Gąsiorowi.-Zanim nowi adepci osągneli wyższy stopień wtajemniczenia mieli naprawdę przechlapane.Nie tylko mogli dostać lanie ale też wyznaczano ich do najcięższych prac po to by ćwiczyli swą pokorę.
Ps.
To co napisałem nie zawiera żadnych wskazówek pedagogicznych:)
Jak tu jednym postem odpowiedzieć wszystkim (tym zatroskanym, milczącym nad pewnymi sprawami, tym, którym pustki uczyniłam...;)
Po pierwsze, nie jak po kaczce (!), a czy spłynęło?, jeśli już używamy tego pojęcia to w odniesieniu do wzajemnych relacji (oczywiście tylko niektórych), a tak na poważnie, to argumentacja Władka Komendarka trafiła również do mnie.
Co do mistrza zen, to mogłoby być niebezpieczne, bo to Ty Andrzej zapoznałeś mnie wstępnie z zen, więc w jakimś stopniu jesteś moim mistrzem w tej kwestii:P
Gaj - Andrzej dobrze napisał - sytuacja przeze mnie przedstawiona jest silnie wyimaginowana i nijak sie ma do rzeczywistości, zresztą sam o tym wiesz.
Wels - młode panny (że pohamuję sie w reszcie epitetów), faktycznie poszukują...Czego??? O tym nie śniło się nawet filozofom:P
Pozdrawiam
Nie wiem:(Może szuka św.grala albo łapie narzeczonego;)))
Co u kobiet chyba na jedno wychodzi:>
Znam tę opowieść. Jest niezła. Jednak obawiam się, że filozofię reprezentuje jednak krowa. A swoją drogą, gdzie jest Paulina???
A propo trittuliona vel Tertuliona.Opowiem dowcip:
przebiega sobie króliczek koło krowy,która wchodzi na drzewo .-Krowa,po co ty tam wchodzisz-pyta.-Żeby sobie podjeśc gruszek.-Aha,pomyślał królik i zadowolony z otrzymanej odpowiedzi biegnie dalej.Lecz nagle zatrzymuje się zdumiony i wali łapą w głowę.wraca do krowy,która jest już wysoko na drzewie.-Ej ty,krowa-mówi-przecież to jest wierzba,to skąd ty gruszki na wierzbie weźmniesz?-Krowa na to odpowiada,wcale tym pytaniem nie zbita z tropu:-Gruszki to ja mam tu,w torebce.-I pokazuje królikowi papierową torebkę pełną śliwek.
I tak jakoś ten króliczek mi filozofów przypomina,a krowa rzeczywistość:p
"Tym zniknieniem swoim wielkie pustki (...) uczyniłaś"Paulinko-Gąsior się martwił i nie tylko.
Pozdrawiam;)
Szanowni Warsztatowicze!
Przypominam o esejach. Ponieważ wiele osób podchodi do tej sprawy tak, jak do pisania rozprawki z polskiego, która ma uratować ich przed jedynką na koniec roku, to spieszę rozwiać Wasze wątpliwości. Przede wszystkim 5 stron to jest górna granica. Jeżeli ktoś jest zwięzły i zaprezentuje ciekawe tezy, a zmieści mu to się w mniejszej objętości, to proszę się nie wahać. Liczy się jakość argumentów, a nie ich objętość i prywatny pisarski styl. Proszę też nie bać sięi stawiać śmiało własne tezy. Oczywiście możecie się komś podeprzeć, ale to nie ma kluczowego znaczenia. Krótko mówiąc, odwagi!
Proszę zajrzeć, kto jeszcze tego nie zrobił. Jeżeli kotś ma inne propozycje prosze pisac na miala do mnie i Pauliny, skonsultujemy się. Gdyby ktoś chciał pracować z tekstem filzoficznym, także go udostępnimy.
www.esochaczew.pl/news/ewiadomo.php?id_news=5110
Jak wnoszę Paulin apostawiła się w wyimaginowanej sytuacji bycia adeptem/uczniem zen. ale jeżeli weźmie się sprawę na poważnie, to oczywiście własnego ucznia mistrz ma prawo uderzyć 30 razy. Należą się one jednak Paulinie nie za potencjalne noszenie beretu, tylko za całą tę historię z beretem oraz drugą, którą przemilczam.
Ostatecznie, czy to będzie na gruncie zen, czy na gruncie upojęciowienia wlaściwego Zachodowi, 30 kijów się należy.
Przyznaję, Paulina, że potrafisz śmiało i odważnie bronić własnych poglądów, ale muszę też przyznać to, że moja argumentacja spływa po Tobie jak po kaczce. Mówię to w odniesieniu do tego, co na ostatnim spotkaniu usiłowałem jakoś wyrazić, ale co o wiwle lepiej zrobił Władek Komendarek mówiąc skąd się wzięło pojęcie "moherowego beretu".
Rozumiem jednak, że pewien swoisty światopogląd, jest Ci daleki. Mnie także. Nie zwalaczałbym go jednak religijnymi i fanatycznymi środkami, których przypowieść z beretem, w Twojej wersji, jest wyrazem.
Mistrz zen nigdy nie "zadziała" kijem wtedy gdy ktoś ma odmienne poglądy.Uważa że są one złudzeniem.Co najwyżej powie że są "szkodliwe".
Jak większość złudzeń.;)
zniknęłam, jak to sie cudownie dzieje, że czasami się da... - gdyby był taki temat eseju i gdybym mogła pisać, to bym to opisała
za to, że jednak zniknęłam, to dziękuje:) i
dla sprostowania to wcale nie jest beret, tylko czapka i wcale nie moherowa:P zreszta można mnie w niej zobaczyc na co dzień, jeśli ktoś potrzebuje naocznej weryfikacji:P
i jeszcze jedno, jak ktos mnie kiedyś zobaczy w moherowym berecie, to proszę podejsc, strącić beret z głowy, podeptać i... zadziełać jak mistrz zen (ten od kija)
pozdrawiam wszystkich piszących uczestników, niepiszących oraz nieuczestników
Cieszę się, Rudy, naprawdę się cieszę.
Wszystkim proponuję zerknąc na nowy plakat wspierającego nas anonimowego twórcy. Bardzo mi się podoba. Dziękujemy! Acha, koncepcja jak widac nieco się zmieniła, ale jest interesująco.
Dla jasności. Prawdziwy myśliciel nazywał się Tertulian. Ale Paulina na jakiś gombrowiczowski sposób to przekręciła i nazywała mnie "Tiritulionem". Przyznam szczerze, że ta wersja najbardziej mi się podobała. Bo, jak możecie przeczytać - są też inne.
No i oczywiście sama Paulina w moherowym berecie była cool, ale gdzie jest teraz, tego nie wie nikt...
Żałuje, że mnie nie było bo tematy które były poruszane są mi bliskie. Jednak niestet rozchorowało mnie się :/ Gwarantuje, że na nastepnych warsztatch już będe :D
heh.Nie myślałem że kopnie mnie ten zaszczyt aby być pierwszym.A jednak.Dziwne ale ciekawe uczucie.
Na wczorajszych zajęciach już zaczełem kumać o co chodzi.Heheh.Z czego się niezmiernie ciesze.
Narqa
Heh.....ale, coby nie powiedzieć to i tak plakat wymiata :D
Podoba mi się ta interpretacja. A swoją drogą Władek wygląda niemalże jak Sokrates, choć jest zbyt szczupły na niego:-)
Drzewo Wiadomości Dobra i Zła ,korzenie jak klawisze fortepianu-Różnorodność poglądów,spojrzeń na świat?
Konary bez liści i owoców-Jałowość i pustota słów?
Groźne spojrzenie-Ostrzeżenie przed nadmierną pewnością siebie?