Reklama

Wiele kobiet w tej jednej

24/08/2005 20:34
Najprzyjemniejsze dla Akademii chwile, to te, kiedy otrzymujemy maile z zawartością twórczą. Szczególnie od tych osób, których nie dane nam było poznać wcześniej. Tak stało się w przypadku Martyny Franczuk. Choć nie należy do twórców chętnie pokazujących swoją twórczość, to nie trzyma jej także zamkniętej w szufladzie. Kilka wierszy możemy przeczytać na stronie www.poezja-polska.pl/. Tu znajdą Państwo jej wiersze pod pseudonimem „Lorelei”. Franczuk zdobyła również wyróżnienie w ogólnopolskim konkursie poetyckim „Chleba Smak” organizowanym w Ostrowie Wielkopolskim. Nasza bohaterka ma 17 lat. Uczy się w Liceum Ogólnokształcącym im. Fryderyka Chopina. Przygodę z pisaniem zaczęła od fascynacji baśniami Jana Christiana Andersena. W gimnazjum spotkała na swojej drodze dobrą polonistkę”, która podtrzymywała zainteresowanie poezją i jej tworzeniem. Wiersze, z którymi czytelnik już za chwile będzie się mógł zapoznać już na pierwszy rzut oka mienią się niezwykle bogatym, wyszukanym słownictwem. Wyszukanym niebanalnie i erudycyjnie. Wszystko razem daje efekt iście barokowy. Młoda twórczyni nie ukrywa, że interesuje się słowem jako takim, zmianami znaczenia wyrazów, słowotwórstwem. – Słowo jest dla mnie narzędziem, którego znaczenie lubię sobie dowolnie modelować – mówi. Ciągle poszukuje tej formy, w której będzie czuć się najlepiej, ale przede wszystkim nie stroni od rymów. Dlaczego? – Chciałabym uniknąć pisania w stylu pop, warto podtrzymywać te tradycję – odpowiada. Ulubieni poeci? Zbigniew Herbert, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Cyprian Kamil-Norwid. Duch tego ostatniego chyba najpewniej prowadzi Franczuk po jej poetyckiej ścieżce. Bohaterkami wielu utworów są kobiety. Pytana, jak udaje się jej tak głęboko i skutecznie wniknąć w dusze jej fikcyjnych bohaterek, Franczuk mówi, że wynika to z uważnej obserwacji innych kobiet. - W części jestem nimi wszystkimi, ale na pewno nie można traktować tego dosłownie – dodaje. Kiedyś sięgała także po paletę malarską, ale teraz robi to już tylko rekreacyjnie. Nie stroni od filozofii i choć mówi, że jej ulubieńcem jest Seneka, to jej wiedza nie ogranicza się do tegoż myśliciela. Widać to już choćby w portalowych dyskusjach. Życiowe plany wiąże z medycyną, czy może raczej kierunkami pokrewnymi. Dzisiaj prezentujemy jedynie część wierszy poetki. Już niebawem następne. Martyna wyraziła chęć zasilenia szeregów Akademii i już niebawem nastąpi to oficjalnie. Akademia e-Sochaczew.pl *** admirał rusałka odurzony skrycie w niewdzięcznej pannie fedruje mizoginizm gdy liczący na abakusie atomy marzyciel dopiero nabiera apetytu na życie żyrandol pali się wizerunkiem mentora zboczyłam z bambusowych zasad rycerzy kendo zamiast kija w ręku trzymam potwora on nosi iście ludzkie imię Obojętność DEJA VU staram się nazwać siebie obiektywnie homo sapiens sapiens homo błąd: błędu nie znaleziono szkielety gołębich strzałek na porannych szybach stoczono bitwę o przeżycie ją tylko raz się przegrywa w oczach zbijają się czasem rzęsiste próchna krzyży czytając jak kryteria świętości niebieskawe chmury Braille’a ciszę da się przesiać przez uszu nieposłuszną spiralę dopóki naciska klamki wypracowanym ruchem ręki staram się nazwać siebie obiektywnie homo sapiens sapiens homo błąd: błąd znaleziono kondensacja zbędnych informacji rozprasza pewność sprawia że przychodzą słowa których wcześniej nie było wydarzenie: czy już się kiedyś zdarzyło LORELEI nie będę mieć już swojego weselnego trenu chyba, że go siostry najady uwiją z bieluśkich pian Renu idę!… *** kamień poszedł w wodę chlup! chlup! chlup!… nie! – krzyczą ludzie – to nie kamień lecz zbyt wcześnie zdrapany po nim trup ekshumacje BEZSENNOŚĆ wypatruję przez stopiony krzem mistyki burzy obniżonej pod kamienne niebo aż zawala się na ulice miast dzwoneczkowymi świątyniami deszczu nie obłuskam więcej kropel pod zielonością wiary przepasaną na wszelki wypadek krokodylą łuską oprócz płynnych gwiazd wieczorowej sukni nocy bo ona nadjeżdża właśnie wierzchem na mamuciej chmurze wrzawa ruchu świetlnego odsłania klaustrofobiczny wszechświat nad monotonią ludzkiego imperium co wydobywa się łuną zza otchłani jak zza topolowych czupryn czarne koła gwiaździstych wozów i we mnie też tkwi grafitowa krzta ich krwi więc nadarzają się późne podnie kiedy myśli złotych runo wyplata palce i wiatr spóźniony na jesień zamiata oczy EPISTOŁA dzień się ze wspomnieniami brata bledniejącymi jak upadły sufit z pamiątkami utrata autentyzmu i melancholii aż papeteria przeskakuje po blacie w uczucia opatrzona o ptasiej naturze ciemne słońce w zakazanej komnacie może i sercu się przysłuży jako jaskółka co z wersów spada w obłok gdzie schowana jej alkowa żeby zwilżonymi opuszkami mogła złożyć list cesarzowa KRYNICA huczy źródło sykiem swego ogniska głusząc trzaski trawionych kamieni a jeszcze iskrą piany w pałki ciska jeszcze żarzącym mirażem pomieni prócz jednego nic mnie z nim nie łączy prócz serca, które jego rytmem biło o ile duch jest jak ten strumień rączy tak ciało ponorową dlań mogiłą ELIZEJSKIE CIENIE to ludzie powłóczyści siedzący na oszronionej głowie aż nadto w cebulkach włosów natrętni jak przyłapany na niechcianym uczuciu – – – pamiętnik oddycha się nimi wieczorową porą aż serce wydaje się cięższe o tyle i jedna fotografia tnie mocniej niż sztylet smętne i niespokojne tulenie się do konarów genealogicznych drzew wrosłych w ziemię, która nie wykarmi w niebo, które nie osłoni wypuszcza z piąstki wnuczka balonik życie nie płacz, ostatni raz proszę tyś nie same jest rozkosze i ja – człowiek – nie samym byłem poetą ledwie wczoraj nazywali mnie kometą? – – – LEKCJA GEOGRAFII LUNARNEJ już wieczór ktoś niebo farbuje sokiem z borówek czernic i przekłuwa przez jego satynę igły z muliną ciał astralnych tworzą się coraz to nowsze kinematograficzne błony nocy kręci się na nich drogocenny lunus i zaczarowuje nas magnetyzmem deseni lustrzących się zachwytem w moich grynszpanowych oczach muszę aż od kołtunów światłości księżycowej osłaniać twoje serce by nie zostało na srebrzystym deptaku północnych wiatrów wreszcie możemy upamiętnić na płótnie wspomnienia Góry Koliste Maxwella których z Ziemi nie widać ciekawe czy i tam są szczyty takie jak Makalu patrz jakiś nocek spadł z Antaresa czas na twoje życzenie KOBIETA LIRYCZNA trudno widzi się przez przymknięte współczucie ona potrafi przenikać i badać każdą cząstkę elementarną metafizycznych kryształów osobowości jej portrety wiszą na skraju widnokręgu w chwilę po deszczu usta ma niewypowiedziane jak rzadki obcy zwrot którego sam językoznawca nie rozumie zarzuca na wiatr wibrujące między liśćmi włókna jedwabiu całe powleczone w słoneczny puch pachnie czystą nutą wiosennej kropli z efemerycznego dna fiołkowych kielichów powyklejana fragmentami ideałów piękna uśmiecha się odgarniając z tęczówek puszysty pióropusz rzęs zmarznięta od różowej wełny siedzi przy płatku szyby by móc badać i dociekać żyje bo kocha choć nigdy tego nie mówi MISIEK Uwielbiam te twoje czupurne ślepki i skrzydeł łopoczących baleyage biało-rudy. Kto cię wymalował pocałunkiem obłudy, gdy jesteś tak wdzięczny i krzepki? Przyjdź, gdy nie odstępuje mnie smutek lepki. Sypnę ci kruszcu pszenicznego grudy. A w zamian za pieszczotę szponu, co zgoni trudy, nakarmię cię bąblem chlebowej przylepki. Może, gdybym od gołębi uczyła się wolności I czasu ześlizgującego się palcami, Wiedziałabym, czym los życie mi wymości i nie czuwała aż odwróci się plecami. Wypłynęliby moich wyobrażeń ludzie prości. Wszyscy poowijani ptasich piór całunami. LACRIMOSA dziwnie tak pamiętać że kiedyś kłosy zbóż ociężałe od diamentowych ziaren szczęścia piętrzyły się na celestynowy szczyt i dla mnie słońce wyczesywało splątane cienie światła znudzona błogimi zabawami spozierałam ze zdumieniem jak radości napierały stępa coraz ciszej dopóki przyszły gwałtowne od młodości snów lata nieurodzaju wówczas parzyłam sobie uczciwie napar z miłka wiosennego na ruchomej mandali moich małych cierpień ponoć to nasercowe a nikt do picia ohydniejszych rzeczy nigdy mnie nawet nie przymuszał dotąd zamiast otrząsnąć się z fiszbinów lęku podtrzymujących usta uciekam wraz z deszczem dudniąca dysonansem zmęczenia do wierszy pisanych wodą z przybierającego szeptami nieba potem po lakierowanej futrynie fruwają foliowe place za myślami wahającymi się zupełnie jak kutner kurzu na metalowym ogonie zegara z biegiem wydarzeń przychodzą też pasma bledsze a może tęczówki pulchniejsze targając za sobą szafranowe łzy i je trzeba błogosławić MUZEUM FIGUR WOSKOWYCH zawsze bałam się zapalonych świec a one przecież z daleka wyglądają jak szklanki mleka co na drogę gwiaździstą chcą zbiec nimb księżycowy się uśmiecha patrząc na kształty ciemności roznoszące po kątach zgrzyty kości i bezładne zamyślenia echa w nocy nie ma nic strasznego przecież bo kiedyś i tak zostanie światła naszego ślad na ścianie przy dawnym parapecie każdemu być płomieniem będzie dane co jak każdy – – zgaśnie – zostawiając po sobie tylko baśnie w wieczory bez prądu opowiadane NIEDOMÓWIONE ZAKLĘCIE odkąd pamiętam kiepsko mi szła nauka odprawiania miłosnych guseł nigdy nie wiedziałam w jakiej kolejności topił się świerszcz i suseł co trzeba wydobyć z grzebiuszej duszy? czyim okiem i uchem przyprószyć? w którym miejscu jabłko się nacina na krzyż, a może skórkę na wstążeczki? w ciemności wiosennego wieczoru zapalić trzy czy wystarczą dwie świeczki? zawsze dodaję obślizgły człon pasożyta bukiet mleczów co do talii dorasta i na ostatek chyba język wielorybi czy może to była chmura kłębiasta? i jedno jakoś ciągle mi się myli – twoje serce z krokodylim NIEZNANEMU następny wieczór tą samą obleczony skórą z wyliniałych palców do chwytania momentów ulewy wszystkich spraw mijających i straconych od jutra wybuchł jak burchel kociego futra na twardym pawimencie pieca tacy jak ja to też ludzie byle jak wykluci z własnych umysłów w tym samym globalnym kamieniu który z perspektywy mimo wszystko mojej nie chce dać się łatwo przemalować na najbliższy mi odcień kraplak w szklanych kolumnach kwiatów modernistycznego wirydarzu cywilizacji gnieżdżą się frukta przyszłych spadkobierców złe geny przekażą im historię naszych mylnych poczynań teorię która i ich zaprowadzi do herbarza tacy jak ja to też ludzie z elektryzującymi się kciukami do chodzenia po eternitowych smakach i zapachach w świecie urządzonym z myślą o tych którzy mają te kilka komórek czuciowych nie jak ja przerost gąszczu wrażliwość wcale nie żądam nowego słońca Ktoś przezornie zbyt wysoko je przewiesił bo nigdy nie świeci nam wprost do oczu ani inaczej w ciuciubabkę się z nami bawi rozsądne słońce pośród tylu zjawisk nikomu prócz Kogoś dotykać się nie pozwala PANDORA uskarżam się noc w noc nieobecnym snom na myśli kotłujące umysł w niemoc do granic łuny poranku układam smugę spojrzenia na linii promieni słońce za iskrę twojego uśmieszku ludzie umierają szaleni wypada nerwów i złości zbitka po odwirowaniu dnia w wieczór serce zamroczona gniewem klitka nie wychodźcie do mnie wabię poddaniem spokój byle znieść rozpamiętywanie malkontenci nie ścierpię nocnego deszczu plączącego się w firanie obiecałeś i stało się jednak zmaltretowałeś od niespania oczy poranku mam ten sam na palcu okrągły znak i euforię parującą z rzęs wkładam w kanon wędzidło by mnie powiódł po raz drugi poezjo życia młodzieńczego piastunko obszarp noce z szarugi POMARAŃCZARKA skłębiony dym siwych włosów dopasowuje się do krawężników ulicy ta kobieta jeszcze nie dziecko i już nie dorosły kiedyś tęczówki na szczęśliwie rosły teraz, jak jej słoneczne owoce wciśnięte w czerep pleciony wikliną wszystkich przestrzegają deszcz im wtóruje … miną! spieszy mnie aura jesieni płacę staruszce za pomarańczę w drodze myślę – czy jeszcze na skórce zatańczę? gładzę opuszkami policzek po malowniczych kanionach płaczu i choć teraz zmarszczki liczę żyję wciąż, mówiąc sobie jeszcze zdążę jak brzęczący na szczęście – mongolski pieniążek – – BALLADKA ZIMOWA gwiazdeczka moja po firmamencie się błąka dla niej to być musi niebieściutka łąka od księżyca cała pewnie dygocze z zimna lecz z kominów ją otula woalka dymna rozprysła się nagle perlistym deszczem i przemknęła przez okno lśniąca zjawa chwyciłam ją za warkocz czekaj jeszcze!… aż kształty moje zaczęła poznawać szamocze się spłoszona i z uścisku wyrywa ani spojrzałam jak szkło zaszeleściło dłonie mi puchną, jakby to była pokrzywa a to zwykła plusnęła styczniowa miłość REPORTAŻ podgrzewam wzrok na gęsiej skórce tynku światłowodową rosą potu z koniuszków włosów bo zimna jest noc spokojnie to tylko Sławek wikła sobie śmiertelny krawat tym razem z kabli od radia jest tak karykaturalnie zamyślona wolontariuszki umawiają się do kina i dyskoteki szał ją objął i płacz nie zamartwiaj się to właśnie tobie lekarz powie że zapromieniejesz życiem one mają rację a zimna jest noc spokojnie to tylko Marta ostygła z zaciśniętymi w powiekach snami wychodzi przed świat w hospicjum mówią tylko że będąc marzeniem spełniliby się a imiona i tak są zmieniane WYBRZEŻE I. towarzyszą nam dzikiego morza śpiewy czy to nie w skałach zwinięte syreny? wypuszczające z pukli włosów mewy co w horyzoncie porywistym się topią II. na niebie jakiś fantom zachodzi obłoki bo wpadają w sercówek białe łupiny a w nas patrzą kredowe fal futra i loki obijając wściekle o klif dalekie nowiny III. migdałową rzeźbą piaskowy miał obdarzę pochyloną nad rozpostartą suknią meduzy a wtedy zobaczą nas zaginieni marynarze wierni do końca swej tytanicznej wodzie IV. zachód załamuje giętko w bursztynie zaciśnięty w nim raz moment wieczny kołując złote pasma po opalonych ustach myślisz, że nie był nikomu konieczny? V. zmierzch usypia gwiazdy między nami aż w tym uścisku czułym się duszę i tak dopóki księżyc lidem prowadzi dwie nagie dusze AMFOTERYCZNI prosty szalik lisich włosów okręca się na górze poduszkowego pierza i refleksje cierpiące na niespanie krzątają się po głowie kolorom nikt już nie dowierza bo czy fotografia mi odpowie i czy zaśnie na zawołanie? atramentowe rzęsy kapią w czółenkach siąpieniem paciorkowym na dywan jeszcze ciepłe jak ręka której się nigdy nie obejmie bo czy wspomnienia się przeżywa z braku ich – nieodjęte?… dwoje obcych oczu, niczym księżyce z sąsiednich wszechświatów szukają sobie miejsca na firmamencie mojego ciała bo gdyby właściwe znaczenie każda litera miała, to tym wierszem popisałabym się cała! a szyny traw powciskane w sandały miłe mi, kłamią wiosna ją pociesza i nic, że powieki dawno się sprały i nic, że na sercu cichosza *** w pierzu wywianych błądzić przestworzy po ondulowanej rzęsy linie na prawo i lewo pytajników przepaść wymierzać uściskami dłoni zacznę (jednak trzeba) póki kasztanowca piorun nie otworzy do słoty się nie przyczynię i choć jesień przyjdzie namiętna co z liści go obedrze i obnażoną korę otrze ani jej ani zimie się nie oprze (on zdecydował czekać na wiosnę) wiesz, że słońce ulepili ludzie szczęśliwi a co mieli prócz kamienia? który zerwać mógł firmament na Wszechświata żarzących się płomieniach (uznali je za fakt niedokonany) ten spektakl, gdzie błyszczący myśliwi zamieniają role na cierpienia rozgrywa już swoją sto pierwszą scenę dokąd koniec zawinie? a może rozwiązania nie ma właśnie gdy się na siole życia nie zaśnie?… DUBBING co za idiota wymyślił ściany w poduszkach siedzę tu przecież a ich wcale nie ma i oczka w rosole obserwują mnie napastliwie wypytując co widzę psy często jazgoczą jakgdyby gryzły się do psychicznej sierści cierpień a może to gladiatorzy grają w świetlicy na pianinie spokój wznieca tumany białych fartuchów i przeciąg w korytarzu szpitala wyborne to będzie passe-partout dla mojego krnąbrnego życia pozwolę sobie czekać cierpliwie aż dźwiękoszczelne dawki diazepamu nie dadzą rady bojkotować dłużej protestów obłędnego umysłu pielęgniarz śpi jak dziecko a ma takiego szmergla na punkcie czujności nawet witrynę do ogrodu pozostawił otwartą dostaję charakteru w nogach a co mi zależy do wariatów świat należy Martyna Franczuk
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    MuFka 2005-08-26 00:00:00

    Polinko - to był już chyba czas najwyższy ośmielić się nieco ;) Andrzeju - cieszy mnie to.
    Wczoraj odkurzyłam pastele, trzeba sobie przypomnieć, jak to jest... Może zilustruję część tego, co do tej pory jedynie napisałam ;D

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gąsior 2005-08-26 00:00:00

    A ja tylko dodam, że cały czas te wiersze czytam i próbuję jakoś wprowadzić do duszy. Znakomite doświadczenie estetyczne.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Polina 2005-08-26 00:00:00

    Gratuluję śmiałości i życzę samych sukcesów:)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości