Reklama

WIGILiA w ROZLAZŁOWIE - wspomniania Barbary Hugo-Bader

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
21/12/2005 09:40
Wspomnienia Barbary Hugo – Bader
„Na święta Bożego Narodzenia zjeżdżała się z Warszawy cała najbliższa rodzina, ponieważ w Rozlazłowie mieszkały dwie babcie, tj. matka mamy i matka ojca. Przygotowania do tych świąt trwały dość długo, bo to sprzątanie, gotowanie, bicie świni, pieczenie ciast i chleba. W dniu Wigilii, wszystkie dzieci, a było nas sześcioro, kręciły się po domu, szukając jakiegoś zajęcia, bo nie było lekcji w szkole. Ale nikt nie chciał się nami zajmować, bośmy tylko wszystkim przeszkadzali. W związku z czym biegaliśmy po dworze, jeździliśmy na sankach, łyżwach lub lepiliśmy bałwany. Ponieważ dom stał na zboczu, beczkowozem przywożona była woda i wylewana z góry, aby zamarzła i w ten sposób urządzana była dla nas ślizgawka. Dla dorosłych było to utrapienie , bo wracając z miasta musieli pod górę wędrować po lodzie, trzeba było więc robić dla nich dróżkę posypaną piaskiem. W okresie świąt przeważnie był śnieg i mróz.
W dzień wigilijny po południu wszystkie dzieci przebierały się świątecznie, często w jakieś nowe ubrania, sweterki, buciczki. Zawsze we włosach były nowe wyprasowane wstążki, jeżeli nie starczało pieniędzy na coś bardziej konkretnego. Po ujrzeniu pierwszej gwiazdki w stołowym pokoju zbierała się cała rodzina i po podzieleniu się opłatkiem ze wszystkimi, dzieci biegły do kuchni podzielić się również opłatkiem ze służbą, a po cichu … z psami.
Do stołu zasiadało około 20 osób. Przy stole było zawsze jedno wolne miejsce dla zbłąkanego gościa. Dań było 12: śledzie, ryby w galarecie, smażone, zapiekane. Zawsze były też sumy z długimi wąsami, które wcześniej przez kilka dni obserwowaliśmy jak pływały w wannie. Poza tym zupa grzybowa z łazankami i różne sałatki a na koniec kompot z suszonych owoców i koniecznie kluski z makiem, których dzieci nie znosiły i robiły wszystko, żeby ich nie jeść. Ale to danie miało przynosić dorosłym pieniążki, których nie było za dużo, w związku z czym dorośli chętnie kluski próbowali. Pod obrusem na całej powierzchni stołu znajdowało się siano, istniało takie przekonanie, że kto wyciągnie najdłuższe źdźbło, ten najdłużej będzie żył.
Po kolacji przybywał święty Mikołaj, w którego wcielał się zawsze fornal z majątku, pukał on w okno stołowego pokoju i zapalał zimny ogień, wtedy dzieciom wolno było wstać od stołu. Wybiegały na korytarz i zapraszały świętego Mikołaja do środka. W tym czasie ktoś z rodziny otwierał drzwi salonu, które były przedtem zamknięte na klucz, zapalał świeczki na choince. Salon był przed świętami zawsze zamknięty, bo jak nam mówiono, jest w nim zimno i trzeba w nim posprzątać.
Choinka była śliczna, duża, zawsze do sufitu. Wisiały na niej ozdoby, kolorowe bombki, łańcuchy robione z pozłacanej kukurydzy, mnóstwo zabawek z kolorowych słomek, papierków, paciorków, pozłacane szyszki i różne czekoladowe ludziki kupowane przed świętami w mieście u „Wedla”. Dół choinki obsypany był śniegiem z białej bibułki. Wszystkie zabawki dzieci robiły z mamą wieczorami już od początku grudnia. Zabawki były przechowywane skrzętnie z roku na rok.
Po wieczerzy wigilijnej św. Mikołaj z dużym workiem był proszony do salonu, siadał w fotelu i rozdawał wszystkim prezenty i starym, i młodym. Dzieci były jak zwykle bardzo wzruszone. Bardzo lubiłam otrzymywać lalki, które uwielbiałam przebierać, ubierać, miałam ich całe mnóstwo. Pamiętam, że kiedyś mój brat Julek dostał armatkę, z której strzelało się z grochu. Rano, w pierwszy dzień świąt, ktoś wchodząc do salonu zobaczył leżące potłuczone bombki na podłodze, ostrzelane przez niego z armatki. Moja siostra Magda i brat cioteczny Stach otrzymali kiedyś kuce do konnej jazdy. Kiedy zostały wprowadzone do salonu, kuc z wrażenia zrobił siusiu na środku, nogi zaczęły mu się rozjeżdżać na śliskiej posadzce i trzeba go było prędko wyprowadzić. Kuce były u nas do czasu wejścia Rosjan do Polski i wtedy, gdy maszerowali w nocy przez Sochaczew, to nam te kuce zabrali...
Po wyjściu św. Mikołaja rodzina siadała w salonie na fotelach i kanapach, jedząc ciasta, zawsze pierniki oraz pijąc kawę, herbatę i różne alkohole. W kominku zawsze palił się ogień. Cała rodzina lubiła śpiewać, bo wszyscy mieli bardzo dobre głosy i przy akompaniamencie fortepianu, na którym grali wujkowie, śpiewaliśmy różne kolędy, bardzo długo. Dzieci późnym wieczorem szły spać, a rodzice, ciotki i wujkowie długo jeszcze gaworzyli ze sobą w salonie na różne tematy, polityczne też, bo mieli różne poglądy. Dyskusje były bardzo gorące, ale nigdy nie przeradzały się w kłótnie. Nieraz trwały one do świtu, potem wszyscy rozchodzili się do swych pokojów trzymając w ręku, zapalone, piękne, świeżo oczyszczone srebrne lichtarze, bo w domu nie było jeszcze elektryczności.
W pierwszy i drugi dzień świąt po powrocie z kościoła dzieci przeważnie spędzały czas na dworze, a potem na rozgrzewkę maszerowały gęsiego i śpiewały w takt marszów granych na fortepianie. Przez otwarte drzwi wędrowały z salonu przez korytarz do pokoju mamy, następnie przez pokój dziecinny do korytarzy i przez pokój stołowy z powrotem do salonu. Bardzo lubiliśmy te nasze marsze, które trwały niemalże godzinę, a słowa pieśni pamiętamy do dziś.
Cała moja rodzina bardzo się kochała, a wszyscy z Warszawy bardzo lubili przyjeżdżać do Rozlazłowa, powracać do swych korzeni, bo tam się porodzili. Inny był tylko dom, bo stary dwór, w którym mieszkali dziadkowie i ciotki, został zniszczony w czasie pierwszej wojny światowej. Nowy dom wybudował mój ojciec Kazimierz, który był architektem
Po świętach rodzina się rozjeżdżała, bo wszystkie ciotki i wujkowie pracowali zawodowo i wracali do swoich domów z wałówką, którą mama przygotowywała dla wszystkich.
Choinka stała do Trzech Króli, potem ją rozbierano. Zabawki chowano, a słodycze, których zawsze było dużo, a były kolorowe i piękne, dzielono między dzieciarnię.”
Spisał Marcin Hugo-Bader
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości