Wołgą przez kosmos- wywiad z Ampacity
Ampacity
to trójmiejska supergrupa. Muzycy znani z Broken Betty i God’s
Own Prototype właśnie wydali swój debiutancki
album zatytułowany „Encounter One”, który ukazał się 31 marca
nakładem Nasiono Records. Już dawno żaden debiutant nie namieszał
tak mocno na polskiej scenie alternatywnej. Kapela wskrzesza space
rocka i ze stonerowym pazurem, prog-rockową rozpustą dźwięków
wrzuca go na zupełnie inny wymiar.
O niezbadanych przestrzeniach kosmicznych, procesie powstawania płyty, fizyce kwantowej i wielu innych ciekawych kwestiach rozmawialiśmy z muzykami grupy. Zapraszamy do konsumpcji płyty i malej przystawki do niej w postaci niniejszego wywiadu.
„Chyba
każdy kiedyś wyszedł na jedno piwo i wrócił do domu trzy dni
później… ”
Łukasz
„Ch-Fu” Szewczyk: Kapela powstała na zgliszczach Broken Betty.
Jak sami piszecie w swoim bio: „Projekt
założony został z myślą o jednorazowym występie na drugiej
edycji festiwalu Spacefest, w repertuarze składającym się z
reprezentatywnych utworów „złotej ery” space rocka.” Jak to
się stało, że z pobocznego projektu, takiej efemerydy powołaliście
do życia pełnoprawny zespół?
Wojtek:
Chyba każdy kiedyś wyszedł na jedno piwo i wrócił do domu trzy
dni później… Czasem po prostu sprawy same tak się układają.
Pacior:
Wydaje mi się, że cała trójka tworząca Broken Betty stwierdziła,
że Ampacity jest rozwojem i krokiem do przodu w każdym aspekcie –
i chyba mieliśmy rację.
Opowiedzcie
coś o tym festiwalu. W Anglii jest robiony od lat Hawkfest. A jak
przestrzenie kosmiczne są otwierane w Polsce?
Wojtek:
Szczerze mówiąc to trójmiejski Spacefest jest przede wszystkim
imprezą, która promuje muzykę ciekawą i nietypową. Space-rock
jako gatunek schodzi na dalszy plan. Improwizowany występ Popsysze i
Damo Suzuki w moim odczuciu jakiś bardzo space-rockowy nie był, co
nie zmienia faktu, że był jednym z bardziej inspirujących
koncertów jakie widziałem od dawna. Więc odpowiadając na Twoje
pytanie- wydaje mi się, że Nasiono bardziej niż przestrzenie
kosmiczne chce otworzyć ludzi na coś nowego dzięki tej imprezie.
„Ja
przed koncertami używam kofeiny. Dużo. Tak dużo, że czasem mam
wątpliwości, czy to jest legalne.”
Skoro
już jesteśmy przy „space rocku” to jak wiadomo muzycy chociażby
Hawkwind lubili poszerzać świadomość za pomocą różnego rodzaju
używek. Jak to jest z tym u Was? Czy na każdy koncert zabieracie
pełna apteczkę niczym Dr Gonzo- bohater książek Huntera S.
Thompsona, czy filmu „Las Vegas Parano”. Czy Waszym sterem, a
zarazem okrętem jest otwarty umysł i wasza wyobraźnia?
Marek:
Ja przed koncertami używam kofeiny. Dużo. Tak dużo, że czasem mam
wątpliwości, czy to jest legalne.
Dziablas:
Ja tylko naturalne. I raczej po koncercie (śmiech)
Pacior:
Myślę, że mamy w Polsce zespoły tak doświadczone w eksplorowaniu
apteczki Dr Gonzo, że zrobią jeszcze z jej pomocą kilkadziesiąt
płyt. My nie złożyliśmy ślubów trzeźwości, ale zdarza się
nam grać i próbować i w tym stanie.
Opowiedzcie
w jaki sposób powstał „Encounter One”? Jaki klimat towarzyszył
sesji w gdańskim studio Custom34? Wiem, że nagrywaliście na
setkę, co nie jest całkiem popularne dzisiaj. Czy nagrywaliście
analogowo, czy wspieraliście się cyfrowymi zabawkami?
Wojtek:
Przede wszystkim sesja była bardzo krótka. Nie mieliśmy ani czasu
ani ochoty na nadmierne kombinacje. Jeśli chodzi o klimat to byliśmy
bardzo zajarani. Custom34 wręcz ocieka profesjonalizmem i
zajebistością.
Dziablas: Tor sygnału był w pełni analogowy aż do nośnika danych. Zamiast na taśmę (Studer był niestety w remoncie), rejestrowaliśmy wszystko na twardy dysk i Pro Toolsa. Tor sygnału był prosty, mikrofon – stół Neve – Pro Tools. Jedynym urządzeniem zewnętrznym którego użyliśmy był limiter Chandler TG1 Stereo, przez który przechodził ambience bębnów.Mi osobiście bardzo podobał się klimat jaki panował podczas tej sesji mimo, że była bardzo krótka i intensywna. Całość zajęła nam 8 godzin- licząc, rozpakowanie sprzętu, ustawianie mikrofonów i brzmień, oraz zagranie dwa razy całej płyty. Chcieliśmy za wszelką cenę zachować ten specyficzny feeling zespołu grającego na żywo dlatego nagranie na setkę było dla nas jedynym sensownym rozwiązaniem. Studio Custom34 jest fantastyczne zarówno od strony wyposażenia jak i atmosfery tam panującej i nie możemy się doczekać kiedy znowu tam zawitamy. Korzystając z okazji chciałbym podziękować ekipie studia za pomoc i Piotrowi Łukaszewskiemu w szczególności za wiele cennych rad. A wracając jeszcze do klimatu nagrania to gdzieś tam w głębi duszy chcieliśmy odtworzyć sposób w jaki nagrywały zespoły w latach 60 i 70 ubiegłego wieku. Wiesz, zespół wchodzi do studia, podłączą graty i po prostu gra muzykę. Bez poprawek, wcinek, edycji.
Pytanie
do Jana kieruję. Na początku chciałem spóźnione nieco gratulacje
złożyć i słowa uznania za to co zrobiłeś na epce Satellite
Beaver („Kulturka” sprawowała patronat medialny nad tą płytą,
przyp. Red.). Chciałbym właśnie porozmawiać o aspekcie pracy
producenta. Również tutaj na debiucie Ampacity odpowiadasz za tzw
„kręcenie gałami” (bez skojarzeń proszę:)). Lubisz
eksperymentować z dźwiękiem, szukać nowych jego barw i odcieni?
Dziablas:
Bardzo dziękuję choć osobiście jestem zdania, że 90% brzmienia
płyty bierze się z tak zwanej „łapy” muzyków i jakości
samych kompozycji, więc to tak naprawdę Bobrom należą się słowa
uznania również w tej kwestii. Z tego co mówisz jednak wygląda
na to, że udało mi się tego nie zepsuć i to mnie bardzo cieszy.
Co do kręcenia gałami w Ampacity to cieszę się, że chłopaki z
zespołu pozwalają mi na nich eksperymentować. Z każdej sesji przy
której pracuję wynoszę coś nowego i to mnie motywuje do dalszego
rozwoju. Sesja Ampacity była szczególnie satysfakcjonująca pod tym
względem bo wszystko: warunki studyjne, brzmienie które próbowałem
uchwycić, pięć osób grających naraz. Czy w końcu sprzęt, który
miałem do dyspozycji było dla mnie nowe. Oczywiście nie obyło się
bez błędów, ale na czymś trzeba się uczyć. Musisz zrozumieć,
że moja przygoda z nagrywaniem zaczęła się nieco ponad 3 lata
temu. To jest zdecydowanie za mało, żebym mógł mówić o jakiś
swoich sprawdzonych patentach.
Jak
określiłbyś brzmienie Ampacity?
Dziablas:
Mam nadzieję, że brzmi jak Ampacity (śmiech)
U
nas nie brakuje mistycznych miejsc, jak choćby czakramy w Krakowie,
czy Kamienne Kręgi w Lesie Grzybnickim w Manowie . Nie myśleliście
o tym, by zagrać w takim właśnie miejscu?
Wojtek:
W trakcie naszej krótkiej działalności graliśmy dwa razy w
nietypowych miejscach – Spacefest odbywal się w Fabryce Batycki w
industrialnej hali na Gdańskim Dolnym Mieście i na urodzinach Gdyni
na dworcu głównym. Wyciąganie muzyki z klubów to bardzo fajna
rzecz i jeżeli tylko będziemy mieli możliwość to na pewno
chętnie zagramy w każdym dziwnym miejscu.
W
Waszej muzyce ogromną rolę odgrywają klawisze. Mam pytanie do
Marka. Mi osobiście ten feeling kojarzy się z kilkoma muzykami: tym
co robił Mike Ratledge z Soft Machine, Vincent Crane w Atomic
Rooster i wcześniej u Artura Browna, Johnem Lordem z Purpli i
klawiszowcami Hakwind. Czy podzielasz moje typy, czy masz jednak
zupełnie innych swoich mistrzów klawiszowego rzemiosła?
Marek:
Przyznam z pewnym wstydem, że wymienieni przez Ciebie artyści nie
są mi dobrze znani, może poza Johnem Lordem, którego styl i
brzmienie bardzo lubię. Pianiści, których sound przemawia do mnie
najbardziej pochodzą głównie ze świata jazzu poprzedniej epoki.
Byliby to na pewno Bill Evans, Herbie Hancock, Keith Jarrett. Jednak
mój brak klasycznego warsztatu -w końcu jestem samoukiem- sprawia,
że między tym, co mnie inspiruje, a tym co gram jest swoista
przepaść. Przez to, że nie jestem w stanie dobrze podrabiać stylu
wielkich klawiszowców, nawet tych, których uwielbiam, muszę
polegać przede wszystkim na sobie i swoich pomysłach skrojonych na
moją miarę. Za to kiedy mi tych pomysłów zabraknie, z pomocą
przychodzą mi koledzy z zespołu. To bez wyjątku świetni muzycy, o
czym świadczy choćby to, jak dobrze rozumieją klawiszowy idiom,
już nie raz mi to udowodnili.
„ Mnie na przykład od długiego czasu fascynuje fizyka kwantowa. Teoria strun, wyższe wymiary, równoległe wszechświaty...”
Skoro już jesteśmy przy inspiracjach to powiedzcie co was jeszcze inspiruje? Czy jest to np. literatura s-f, Daniken, komiksy Moebiusa, jakieś konkretne kino?
Wojtek:
Raczej nie mamy jakiegoś zestawu wspólnych inspiracji. Dla mnie
inspiracją jest wyobrażenie sobie, że jadę wołgą przez kosmos.
Taki retro-futurystyczny klimat który jest strasznie wiejski i
pociągający zarazem.
Dziablas: Mnie na przykład od długiego czasu fascynuje fizyka kwantowa. Teoria strun, wyższe wymiary, równoległe wszechświaty itd. Ogólnie utwierdza mnie to w przekonaniu jak niesamowicie ograniczoną istotą jest człowiek i jednocześnie pokazuje ile jeszcze przed nami, a w zasadzie, jak niewiele do tej pory odkryliśmy. Oprócz tego wiadomio: Asimov, Lem, Gwiezdne Wojny i Mass Effect. (śmiech)
Myśleliście o tym, by zagrać na żywo do jakiegoś obrazu, np. „Odysei Kosmicznej” Kubricka?
Pacior: na koncertach mamy „kosmiczne” wizualizacje, ale nie chcemy, żeby to one dominowały – raczej wolimy żeby były dodatkiem. Filmy, a w szczególności tak niesamowicie zrealizowane jak „Odyseja”, na pewno zmarginalizowałyby naszą muzykę. Chyba, że mielibyśmy napisać muzykę ilustracyjną pod jakiś obraz. Wtedy myślę, że mogłoby to być nawet ciekawe...jeżeli oczywiście kasa by się zgadzała (śmiech)
W waszej muzyce na pewno ważna jest improwizacja. Ile tej improwizacji jest na płycie, a na ile została ona zamknięta w strukturze utworu?
Pacior: Improwizacja jest praktycznie w każdej solówce instrumentalnej, w każdym bardziej „odjechanym” fragmencie czy przejściu. Stałe są oczywiście pewne motywy, riffy, ale aranż jest tak skonstruowany, że poszczególne partie solowe mają czas na rozwinięcie i zakończenie – i nie jest to czas z góry ustalony.
Opowiedzcie o genezie nazwy waszej kapeli. Wywodzicie się z Trójmiasta. Jak wiadomo po angielsku- Tricity. Czy nazwa ma coś wspólnego z Trójmiastem, czy to zupełnie jakiś wasz wymysł?
Pacior:
W wybieraniu nazwy kierujemy się przede wszystkim jej brzmieniem, i
oryginalnością. Ja lubię wyszukiwać w różnych słownikach i
glosariuszach ciekawe słowa i terminy, tym razem był to chyba jakiś
spis terminologii elektrotechnicznej, bo Ampacity to po angielsku
obciążalność prądowa.
Jak
wiadomo, w momencie wydania płyty zawsze musi być wzmożona
promocja a co za tym idzie trasa koncertowa. Zdradźcie jakie są
wasze najbliższe plany koncertowe? Czy będzie można Was zobaczyć
gdzieś na Mazowszu? Czy dotrzecie również do Sochaczewa?
Pacior: na pewno na Mazowszu pojawimy się jeszcze nie raz, w tym roku można spodziewać się większego natężenia koncertowego pod koniec lata i na jesień. Sochaczew – jest to bardzo prawdopodobne (śmiech)
Co prawda wokali nie jest u was za dużo, ale chciałbym dowiedzieć się o warstwę tekstową Waszego wydawnictwa. O czym Janek śpiewasz? Czy jest to jakaś koncepcyjna historia? Taka space- opera?:)
Dziablas:
Tekst w „Master of Earth” ma tak naprawdę dwa oblicza. Zwrotki w
zamyśle miały być pastiszem space opery. Celowo przerysowanym,
przepełnionym kiczem obrazem epickiej podróży w nieznane. Refreny
zaś miały być wezwaniem ludzkości do spojrzenia prawdzie w oczy,
przestania zajmowania się pierdołami, jak wojny, religie itd i
uzmysłowienia sobie jak bardzo nieważni jesteśmy w obliczu
wszechświata. Tylko czy to się udało i czy ktokolwiek na to zwróci
uwagę to już nie wiem. (śmiech)
„Świetnych kapel w Polsce jest niesamowita ilość. Większość z nich się nie ukrywa, więc trzeba tylko chcieć się zapoznać.”
No to czas na pytanie, które chcąc nie chcąc, muszę zadać. Przyznam się, że jestem fanem Broken Betty i myślałem, że niezwykle ciężko będzie załatać dziurę po tejże kapeli. Okazało się jednak, że nie ma tego złego...Chciałbym jednak wiedzieć: Czy jest szansa na reaktywację kapeli? I posłuchania jeszcze nieco bardziej stonerowych dźwięków?
Dziablas: Nie (śmiech)
Wiem, że dość mocno trzymacie się z niektórymi kapelami. Możecie polecić naszym czytelnikom jakieś konkretne składy Made in Poland?
Wojtek:
Świetnych kapel w Polsce jest niesamowita ilość. Większość
z nich się nie ukrywa, więc trzeba tylko chcieć się zapoznać.
Pacior: Na pewno czytelnicy doskonale znają zespoły takie jak Satellite Beaver, Major Kong, Vagitarians itp. Ostatnio mieliśmy przyjemność dzielić scenę z Sautrus – młody, oryginalny, doom/stonerowy skład. Struggle With God ze Słupska. Z nieco innych klimatów – koniecznie posłuchajcie Perspecto i Moose The Tramp!
Jakbyście wylądowali na Księżycu co chcielibyście przekazać ludziom? Jak brzmiałyby wasze pierwsze słowa? I jakie płyty zabralibyście ze sobą w tą międzygwiezdną podróż?
Dziablas:
„Nie bądź dupkiem.” Ale i tak by nie zrozumieli.
Kyuss – Welcome to Sky Valley.
Pacior:
Ja przez cały lot słuchałbym “The Eye of Every Storm”
Neurosis. Po lądowaniu pewnie powiedziałbym wtedy coś w stylu: „To
wszystko bez sensu”.
Dzięki
wielkie za rozmowę i zapraszam do Sochaczewa!!!
Wywiad
przeprowadził i spisał: Łukasz „Ch-Fu” Szewczyk
P.S. Recenzja płyty wkrótce!!!
Skład:
Jan "Dziablas" Galbas – głos, gitara
Marek Kostecki – pianino elektryczne, organy, syntezatory
Wojciech Lacki - bas
Piotr "Pacior" Paciorkowski - gitara
Sebastian Sawicz - perkusja
Ampacity w sieci:
www.ampacityband.com
www.facebook.com/ampacityband
ampacityband@gmail.com
soundcloud.com/ampacity
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze