To był dla niej wielki dzień. Wzięła udział w pierwszej polskiej edycji międzynarodowego konkursu Foto Models, zorganizowanego przez agencję Maxima Models. Było ich kilkaset, potem dwieście, potem trzydzieści sześć, potem dwadzieścia, a potem już ona jedna. Przez tydzień przygotowywały się do finału w Zegrzu pod czujnym okiem członków jury: fotografików i przedstawicieli agencji reklamowych, wśród nich przedstawiciela agencji Cosmopolitan ze Stanów Zjednoczonych, który poza obserwacją kandydatek do tytułu, doradzał organizatorom formę przebiegu konkursu. Ale i pod czujnym okiem kamer. W telewizji mogliśmy obejrzeć reportaż z tych dni: - Miałyśmy fantastyczną opiekę, wiele atrakcji. Ale przede wszystkim ćwiczyłyśmy. Próby do finału odbywały się od śniadania do obiadu i od obiadu do kolacji. A jurorzy patrzyli, jak się zachowujemy, nawet, czy przestrzegamy savoir-vivre"u, o każdej porze dnia musiałyśmy wyglądać ładnie. Większość z nas uczyła się wszystkiego od podstaw. Na szczęście miałyśmy naprawdę dobrego choreografa. I pomimo pewnego zamieszania, w końcu konkurs ten odbywał się w Polsce po raz pierwszy, pomimo braku doświadczenia z naszej strony, finał wyszedł naprawdę fajnie: oprawa, my, wszystko. - Do ścisłego finału przeszło dwadzieścia dziewcząt. Co to dla was oznacza? - Mamy polecieć na profesjonalną sesję zdjęciową na Cypr. Jeszcze nie wiemy, kiedy, organizatorzy zajmują się w tej chwili przygotowaniem i pozyskaniem pieniędzy na ten cel. - Ty wygrałaś. Zostałaś Miss Foto Models Polska. Będziesz reprezentować nasz kraj w finale światowym? - Tak. Finał ma się odbyć w Acapulco w Meksyku. Ale znowu nie mogę powiedzieć, kiedy i czy w ogóle. Wszystko zależy do tego, czy znajdą się sponsorzy na tę przecież bardzo kosztowną podróż i mój ewentualny występ. - Czy odczułaś już jakieś konsekwencje tego sukcesu. Posypały się oferty? - Troszeczkę tak. Miałam już kilka sesji zdjęciowych i kilka propozycji zagranicznych wyjazdów od agencji Maxima Models. Ale na razie rezygnuję z tego na rzecz odpoczynku, rodziny, chłopaka. - Czy ten tydzień w Zegrzu nie był męczący? Przecież świadomość, iż się jest obserwowanym przez jurorów konkursu może spinać, wyzwalać nienaturalne gesty starania się o bycia zawsze ładną, pociągającą? - Starałam się być cały czas naturalna. Nie myślałam o tym, że mam się komuś podobać. Po prostu byłam tam, skupiałam się na ćwiczeniach, próbach, na tym, co mówi choreograf i czego ode mnie wymaga. To wszystko. Bardziej myślałam o finale, o tym, żeby tam nie popełnić żadnej gafy, dobrze wypaść. - Czułaś, że wygrasz? - Ależ nie. W ogóle się tego nie spodziewałam. Chociaż później, w trakcie finału, gdy odczytywano wyniki i wywoływano kolejne wicemiss, pojawiła się taka nadzieja: może to jednak ja... Z drugiej strony zaś odczułam pewną przykrość: ojej, jaka szkoda, że w ogóle nie zdobyłam żadnego tytułu... - Opowiedz mi o atmosferze konkursu. Mówi się dużo o brzydkich układach w tego typu imprezach, nieczystych porozumieniach, niezdrowej rywalizacji... - Było bardzo uczciwie. Rzeczywiście bałam się tego, o czym mówisz. I bałam się konkurencji, zawiści, niesympatycznych spojrzeń. Jednak nawet po ogłoszeniu wyników nie spotkałam się z nimi, raczej wszyscy podzielali moją radość. I dawali mi to odczuć. Poza tym zaprzyjaźniłyśmy się z dziewczynami. Starałyśmy się nie mówić o konkursie, a po prostu dobrze się bawić. - Rodzina i chłopak byli na miejscu? Wspierali cię? - Byli podczas finału. Co trochę wzmagało moje zdenerwowanie. Ale cieszyłam się, bo miałam się do kogo uśmiechać. - Czy każdy mógł przystąpić do konkursu? - Motto tego konkursu brzmi: "Nie musisz być miss, nie musisz być wysoka, wystarczy, że jesteś fotogeniczna". Z drugiej strony organizatorzy nigdzie nie zamieszczali ogłoszeń o konkursie. Otrzymałam sms-a, a po nim telefon z propozycją wzięcia udziału w Foto Models Poland. Agencja szukała kandydatek przez inne agencje, oglądała zwyciężczynie finałów czy półfinałów różnych konkursów. I prawdopodobnie na tej drodze wpadło im w ręce moje portfolio. - Czyli to nie jest pierwsze tego typu twoje doświadczenie? - Nie. Zaczęłam coś robić w tym kierunku mając 17-18 lat. Studiowałam dziennie i musiałam sobie troszeczkę dorobić, spróbować chociaż w części być niezależną. - Występowałaś w reklamach? - Nie, angażowano mnie do różnego rodzaju imprez. To nie było nic profesjonalnego i intensywnego. - Ale za to teraz odniosłaś prawdziwy sukces? - Tak, to trochę jak uwieńczenie tych wszystkich lat. Odczuwam wielką radość, tym bardziej, że chyba ostatecznie, po tygodniu ciężkiej pracy, chciałam tego. - Przed tobą wielki świat? - Oj, nie wiem. Nie wiążę z tym wszystkim wielkich nadziei. Mam już 22 lata, a to trochę za dużo na rozpoczynanie kariery. Gdy jakikolwiek agent widzi dwójkę na początku, jego zainteresowanie modelką natychmiast maleje... A poza tym... żeby robić karierę modelki, trzeba naprawdę tego chcieć i poświęcić wszystko. Czas, szkołę, bliskich. A ja? Jestem domatorką i raczej wolę pracować w zdobywanym właśnie zawodzie ekonomistki. Cieszę się oczywiście, że mogłam poznać tylu fajnych ludzi, wystąpić przed kamerą, zobaczyć, jak telewizja wygląda od kuchni. Ale to tylko przygoda. - Ale czy szansa, którą właśnie otrzymałaś, nie jest podobna do tych "jedynych w swoim życiu". Na poznanie i zasmakowanie świata, nowe doświadczenia, pieniądze, wykorzystanie młodości, która przecież mija? - Być może tak, ale... chyba jednak nie czuję się w tej roli dobrze. To nie to, że nie wierzę w siebie, ale może nie wierzę tak do końca, że coś może z tego wyjść... a poza tym... - Tak, już wiem, nie jest to celem twojego życia - Nie jest. rozm. figa Ma 22 lata. Mieszka w Sochaczewie. Studiuje Międzynarodowe Stosunki Ekonomiczne w Wyższej Szkole Handlu i Prawa. I chce pracować w swoim zawodzie.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze