Stopniały hałdy śniegu na poboczach dróg, rozpuściły się resztki zmarzliny na asfaltach gminnych, miejskich, powiatowych i innych. No i powyłaziły różne czarne dziury. Jak ktoś drogę zna, to slalomem jakoś przejeżdżał i nic sobie nie urwał. Najwyżej nastraszył jadącego z przeciwka kierowce, kiedy musiał zrobić gwałtowny wymyk ku środkowi, bo przypomniał sobie o dziurze. Jak już asfaltowe ubytki kogoś porządnie wnerwiły, to łapał za telefon i dzwonił do właściwego zarządcy drogi. Potem można było zaobserwować takie obrazki. Podjeżdża samochód z przyczepką, na której jest jakaś czarna mazia i ewentualnie nieco piasku. W asfaltowej dziurze jest woda, co nie powinno nikogo dziwić, bo właśnie stopniał śnieg czy lód, a wszystko sowicie zrosił jeszcze deszcz. Ale co tam woda w dziurze. I tu już powinniśmy się dziwić. Bo co robią drogowcy?
Ano prosto w tę wodę walą łopatkę lub dwie czarnej mamałygi z przyczepki, uklepują butami i hajda dalej. Aha, czasem jeszcze ciutkę posypią z wierzchu piaseczkiem. Nic to, że dziura zrobiła się teraz wypukła, nic to, że pod wypełnieniem chlupie woda, która lada moment zamarznie, nic to, że robota wykonana wyjątkowo niedbale, nic to, że obok zostało jeszcze kilka mniejszych i większych dziur. Panowie swą prace zakończyli, bo przecież zlecenie mieli na konkretną dziurę, a nie na jakieś jeszcze inne. Z przyjemnością pokażę konkretne drogi, gdyby ktoś nie dowierzał, że można trochę łatać, a trochę nie. Niedawno widziałam też interesująca scenkę naprawiania ulicy Gawłowskiej. Ciemno, mokro, pada deszcz ze śniegiem. Z daleka widać migające światełka. Dojeżdżam i co widzę? Służby drogowe w niemal egipskich ciemnościach łatają dziury. Wyrazy współczucia dla robotników, ale i dla nas wszystkich. To kosztuje, pomijając wszystko inne. Załatana byle jak dziura, za moment nie będzie już załatana. Znowu będzie straszyć, a dodatkowo może zrobić kuku jakiemuś pojazdowi. Bo albo oberwie kawałkiem asfaltu, który z niej wyskoczy, albo nadwyręży sobie na niej jakąś część.
Czasem naprawcza ekipa wlecze jeszcze przyczepkę z takim małym walcem do uklepania tego czegoś, co wpycha się w dziurę. Ale to i tak niewiele daje, bo albo robi się to niedbale, albo w ogóle nie chce się jej zdejmować, bo jest ciężka. Teraz znowu wraca zima, ale wyrwy w drogach przez to nie znikają. Troszkę je przysypie snie, znowu się schowają, ale problem pozostanie. Właśnie ekipa skończyła naprawianie dziury u zbiegu Staszica i Narutowicza. Obok felietonu zamieszczamy zdjęcie „pięknie” naprawionej ulicy.
balbina
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze