Reklama

Wypadek pod szkołą – i co dalej?

18/11/2010 08:28
Gdyby na Chodakowskiej pod szkołą była sygnalizacja świetlna lub gdyby uczniów przeprowadzał tu strażnik, 9-letnia Julka zapewne nie musiałaby dziś leczyć ciała i duszy, nie dławiłby jej strach. Niestety, jest inaczej. Zatem – był wypadek, pytamy – co dalej?

To był najgorszy dzień w życiu 9-letniej Julki, jej rodziców również. W poniedziałek, 8 listopada, nie dotarła na zajęcia. Na przejściu dla pieszych na ulicy Chodakowskiej, tuż pod szkołą, potrącił ją samochód. Straciła przytomność. Wezwana karetka zabrała ją do naszego sochaczewskiego szpitala, podejrzewano uraz głowy, więc natychmiast śmigłowcem dziewczynka została przetransportowana do szpitala na Niekłańskiej w Warszawie, gdzie możliwe było przeprowadzenie specjalistycznych badań. Na szczęście nic poważnego dla ciała się nie stało. Po kilku dniach Julka wróciła do domu. Poobijana, ze złamaną ręką, dochodzi do zdrowia. Ze strachem i traumatycznym przeżyciem zapewne najtrudniej jej będzie sobie poradzić.

Zanim przyjrzymy się bezpośrednim przyczynom wypadku – dodajmy w tym miejscu, że nadal trwa policyjne postępowanie w tej sprawie, więc i tak w sposób pewny przyczyn tych nie poznamy, parę faktów ustalić możemy na pewno. Otóż jest faktem, że na ulicy Chodakowskiej na przejściu dla pieszych, tuż pod Zespołem Szkół nr 7 w Chodakowie, nie ma sygnalizacji świetlnej (podobnie zresztą jak na pobliskim przejściu na ulicy Chopina). Bezpieczeństwa podążających na zajęcia uczniów nie pilnuje też w tym miejscu strażnik odpowiedzialny za wstrzymanie ruchu pojazdów na czas przechodzenia przez ulicę dzieci (na ulicy Chopina strażnik jest). Trzeci fakt: od czasu zamknięcia mostu na Utracie w Trojanowie w ciągu ulicy Chopina ruch kołowy – z racji objazdów – na Chodakowskiej znacznie się wzmógł.

Bezpieczeństwo dzieci na obu przejściach – i na Chodakowskiej, i na Chopina, najlepiej zapewniłaby sygnalizacja świetlna. Ale jej zamontowanie zależy od właściciela ulic – w tym wypadku Mazowieckiego Zarządcy Dróg Wojewódzkich. Wiemy, że ten temat kilka razy był „stawiany”, ale z powodu ograniczonych środków MZDW na razie nie ma w planach instalowania w tym miejscu świateł. – Na pewno to rozwiązałoby wszystkie problemy – powiedziała nam dyrektor chodakowskiego zespołu szkół Teresa Lutyńska – spowodowanie montażu sygnalizacji świetlnej jest być może zadaniem dla nowej rady miasta.

Dopóki świateł nie będzie, trzeba sobie radzić inaczej. Tu wystarczającym rozwiązaniem wydaje się zatrudnienie osoby do przeprowadzania uczniów. Jak wiemy, takich strażników zatrudnia przy swoich szkołach gmina. Oczywiście – to również kosztuje, więc gminy zatrudniają zazwyczaj po jednym strażniku nawet w sytuacji, gdy placówka mieści się u zbiegu ulic. W Chodakowie swego czasu przeprowadzono referendum wśród rodziców uczniów, którzy wybrali ulicę, przy której ów jeden strażnik stać powinien. – Wybrali ulicę Chopina, gdyż od tej strony przychodzi do szkoły większa liczba dzieci – komentuje tamto wydarzenie dyrektor T. Lutyńska. Wskazanie było najwyraźniej trafne, gdyż do tej pory nie odnotowano w okolicy wypadków z udziałem dzieci. Ale minionego lata zamknięto most na Utracie w ciągu ulicy Chopina, samochody zostały skazane na objazdy i ruch na Chodakowskiej znacznie się wzmógł. Tego, że jest niebezpieczniej, dowodzić może opisany wypadek Julki.

Z tego powodu zrozumiały jest obecny niepokój rodziców uczniów chodakowskiej szkoły. Jak się dowiedzieliśmy, tutejsza Rada Rodziców wybiera się na spotkanie do burmistrza Sochaczewa z prośbą o zatrudnienie na czas zamknięcia mostu dodatkowego strażnika, który przeprowadzałby dzieci przychodzące od Chodakowskiej. – Wiem, że byłby to precedens i że będzie trudno wygospodarować dodatkowe środki na taki etat, ale jeśli uda się zatrudnić takiego strażnika, będę bardzo zadowolona, spokojniejsza o bezpieczeństwo naszych uczniów – mówi dyrektor Lutyńska.

Urząd Miasta wie już o wypadku. Dyrektor Lutyńska poinformowała o wszystkim naczelnik wydziału oświaty UM Teresę Przybylską. Jak nas poinformowano w urzędzie, w najbliższych dniach ma dojść do spotkania obu pań w tej sprawie i w dużej mierze to od tej rozmowy, ustalenia konieczności zatrudnienia dodatkowego strażnika, zależeć będzie, czy do tego dojdzie. – Na pewno nie będzie łatwo, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że procedura naboru takiego strażnika trwa. Trzeba go wybrać, przeszkolić, wyposażyć. Jeśli okaże się, że taka osoba jest niezbędna na Chodakowskiej i znajdą się środki na jej zatrudnienie, najwcześniej da się to zrobić w styczniu – powiedział nam rzecznik burmistrza Daniel Wachowski.

Osobną kwestią pozostaje wyjaśnienie bezpośrednich przyczyn wypadku. W kronice kryminalnej Komendy Powiatowej Policji w Sochaczewie, ujmującej to wydarzenie, a zamieszczonej m. in. na naszym portalu, czytamy: „19-letni mieszkaniec Sochaczewa, kierujący samochodem osobowym marki Volkswagen Passat przy ulicy Chodakowskiej potrącił 9-letnią dziewczynkę, która wbiegła wprost pod nadjeżdżający pojazd. Dziecko przewieziono na szpitala, gdzie pozostało na obserwacji. Uczestnicy zdarzenia byli trzeźwi”. W rozmowie z nami oficer prasowy naszej KPP Agnieszka Skórzyńska podkreśla, że opisany powyżej przebieg zdarzenia wynika ze wstępnych ustaleń dokonanych bezpośrednio na miejscu tuż po wypadku, i że trwa postępowanie w tej sprawie, które ustali, jak faktycznie było. A ustalić to należy koniecznie, bo Julka twierdzi, że było inaczej.

Dziewczynka opowiada, że przechodziła przez oznakowane przejście dla pieszych. Że pokonała pierwszy pas, gdzie przepuścił ją samochód jadący z lewej strony, minęła oś jezdni i na drugim pasie potrącił ją samochód jadący z prawej strony. To sugerowałoby winę kierowcy. Oficer Agnieszka Skórzyńska wyjaśnia, że w związku z koniecznością ustalenia faktycznej wersji zdarzenia, są poszukiwani świadkowie tego wypadku – na portalu e-sochaczew w środę 17 listopada pojawił się anons policyjny w tej sprawie: policja szuka swiadkow. - Jeśli postępowanie, zeznania świadków wskażą bezpośrednią winę kierowcy, zostanie mu postawiony zarzut spowodowania wypadku. Na razie niczego w tej sprawie przesądzić nie możemy – mówi Agnieszka Skórzyńska.

Więc nie przesądzajmy. Ale o zwiększenie bezpieczeństwa uczniów na Chodakowskiej, przynajmniej na czas zamknięcia mostu, wspólnie z rodzicami apelujemy.


Z ostatniej chwili: jak nas poinformował Daniel Wachowski, doszło rozmowy między dyrektor T. Lutyńską i naczelnik T. Przybylską w tej sprawie, podczas której uzgodniono konieczność zatrudnienia dodatkowej osoby do przeprowadzania dzieci przez Chodakowską - do czasu zakończenia budowy mostu na Utracie. Obie panie mają wystąpić o zgodę na taki etat do burmistrza Sochaczewa oraz zorientować się, kiedy będzie można z policją przeszkolić kandydata i skierować do pracy na przyszkolnym przejściu.

figa
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    kopernik 2010-11-19 16:08:06

    uważam że artykuł bardzo obiektywnie opisuje całą sytuacje.....sam tytuł..,,wypadek pod szkołą-i co dalej?""sugeruje nam że chodzi o zadbanie w tym momencie po tym fakcie co zaistniał.... o  bezpieczenstwo w tym miejscu przedewszystkim dla dzieci dla uczniow dla mam z wozkami i przedszkolaków...progi spowalniajace na jezdni może by pomagaly wszystkim kierowcom zwolnic mimo wolnie dzięki czemu sytuacje na drodze w okolicy szkoły...całego zespołu szkól... były by bardziej przejrzyste...przykre to że dopiero to nieszcześliwe   ,,skrzyżowanie drog,,  dziecka i kierowcy,w miejcu uważanym za niebezpieczne sprowokowało całą akcje.....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    GRZECH 2010-11-19 10:27:28

    Tu chyba najbardziej w artykule uderza jego początek.

    ..." Gdyby na Chodakowskiej pod szkołą była sygnalizacja świetlna lub gdyby uczniów przeprowadzał tu strażnik, 9-letnia Julka zapewne nie musiałaby dziś leczyć ciała i duszy, nie dławiłby jej strach. Niestety, jest inaczej."...

    Emocjonalne nacechowanie wstępu artykułu na cierpienie ciała i duszy niewinnego dziecka. Człowiek automatycznie po przeczytaniu takiego wstępu wychwytuje kierowce jako potwora, który prawie zabił niewinne dziecko. Niestety tu działa nasza podświadomość.
    Równie dobrze można było napisać że teraz kierowca będzie musiał leczyć swoją duszę bo już do końca życia nie zapomni tego zdarzenia jak nagle pojawiło się dziecko i nie mógł nic zrobić aby uniknąć zderzenia. Jestem pewien że dla kierowcy to równie duży szok psychiczny.
    Rzeczywiście dalej autor wstrzymuje się od określania winnych, ale jednak początek artykułu nakierowuje.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    figa 2010-11-19 10:01:58

    Wywołano mnie do tablicy, więc wyjaśniam. Zozolinko13, rozumiem Twoje zdenerwowanie, naprawdę współczuję stresu, ale zarzucasz mi czyny, których nie popełniłam.   Nie napisałam, że kierowca jechał jak wariat (w ogóle nie pisałam o prędkości, z jaką jechał kierowca). Nie napisałam, że Julka, jak to ujęłaś: „wpadła prosto pod koła … prosto przed samochód”, napisałam dokładnie, podkreślając, że jest to relacja dziewczynki: „Dziewczynka opowiada, że przechodziła przez oznakowane przejście dla pieszych. Że pokonała pierwszy pas, gdzie przepuścił ją samochód jadący z lewej strony, minęła oś jezdni i na drugim pasie potrącił ją samochód jadący z prawej strony”. Jak widzisz nie przeczy to temu, że mogła uderzyć w bok samochodu. Sformułowanie, że „wbiegła wprost pod nadjeżdżający pojazd” pochodzi z anonsu policyjnego w tej sprawie, który w artykule cytuję w całości i który zresztą sugeruje niewinność kierowcy.   Nie napisałam o zasłaniającym widoczność zaparkowanym na ulicy samochodzie dostawczym, bo takich informacji policja mi nie podała. Widocznie uznała tę kwestię za wymagającą weryfikacji lub po prostu z uwagi na toczące się postępowanie nie chciała tej okoliczności podawać do publicznej wiadomości (być może też inaczej okoliczność tę interpretują, na przykład uważają, że jeśli pasy były niewidoczne, tym bardziej należało się zatrzymać).   Informację, że Julka straciła przytomność podała mi jej matka. Dowodzić tego może wstrząśnienie mózgu, które rozpoznano u dziewczynki (dowód – karta ze szpitala na Niekłańskiej).   Trzykrotnie podkreślam w artykule, że winy żadnej ze stron w tej sprawie nie możemy przesądzić (być może nie da się tego zrobić, może był to splot różnych okoliczności), że toczy się postępowanie, które dopiero wyjaśni, jak było. Mój artykuł nie służy zresztą temu, by analizować przyczyny wypadku. Jest wyłącznie głosem o zwiększenie bezpieczeństwa na przejściu pod szkołą na Chodakowskiej – dla dobra dzieci i kierowców również.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama