Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
uważam że artykuł bardzo obiektywnie opisuje całą sytuacje.....sam tytuł..,,wypadek pod szkołą-i co dalej?""sugeruje nam że chodzi o zadbanie w tym momencie po tym fakcie co zaistniał.... o bezpieczenstwo w tym miejscu przedewszystkim dla dzieci dla uczniow dla mam z wozkami i przedszkolaków...progi spowalniajace na jezdni może by pomagaly wszystkim kierowcom zwolnic mimo wolnie dzięki czemu sytuacje na drodze w okolicy szkoły...całego zespołu szkól... były by bardziej przejrzyste...przykre to że dopiero to nieszcześliwe ,,skrzyżowanie drog,, dziecka i kierowcy,w miejcu uważanym za niebezpieczne sprowokowało całą akcje.....
Tu chyba najbardziej w artykule uderza jego początek.
..." Gdyby na Chodakowskiej pod szkołą była sygnalizacja świetlna lub gdyby uczniów przeprowadzał tu strażnik, 9-letnia Julka zapewne nie musiałaby dziś leczyć ciała i duszy, nie dławiłby jej strach. Niestety, jest inaczej."...
Emocjonalne nacechowanie wstępu artykułu na cierpienie ciała i duszy niewinnego dziecka. Człowiek automatycznie po przeczytaniu takiego wstępu wychwytuje kierowce jako potwora, który prawie zabił niewinne dziecko. Niestety tu działa nasza podświadomość.
Równie dobrze można było napisać że teraz kierowca będzie musiał leczyć swoją duszę bo już do końca życia nie zapomni tego zdarzenia jak nagle pojawiło się dziecko i nie mógł nic zrobić aby uniknąć zderzenia. Jestem pewien że dla kierowcy to równie duży szok psychiczny.
Rzeczywiście dalej autor wstrzymuje się od określania winnych, ale jednak początek artykułu nakierowuje.
Wywołano mnie do tablicy, więc wyjaśniam. Zozolinko13, rozumiem Twoje zdenerwowanie, naprawdę współczuję stresu, ale zarzucasz mi czyny, których nie popełniłam. Nie napisałam, że kierowca jechał jak wariat (w ogóle nie pisałam o prędkości, z jaką jechał kierowca). Nie napisałam, że Julka, jak to ujęłaś: „wpadła prosto pod koła … prosto przed samochód”, napisałam dokładnie, podkreślając, że jest to relacja dziewczynki: „Dziewczynka opowiada, że przechodziła przez oznakowane przejście dla pieszych. Że pokonała pierwszy pas, gdzie przepuścił ją samochód jadący z lewej strony, minęła oś jezdni i na drugim pasie potrącił ją samochód jadący z prawej strony”. Jak widzisz nie przeczy to temu, że mogła uderzyć w bok samochodu. Sformułowanie, że „wbiegła wprost pod nadjeżdżający pojazd” pochodzi z anonsu policyjnego w tej sprawie, który w artykule cytuję w całości i który zresztą sugeruje niewinność kierowcy. Nie napisałam o zasłaniającym widoczność zaparkowanym na ulicy samochodzie dostawczym, bo takich informacji policja mi nie podała. Widocznie uznała tę kwestię za wymagającą weryfikacji lub po prostu z uwagi na toczące się postępowanie nie chciała tej okoliczności podawać do publicznej wiadomości (być może też inaczej okoliczność tę interpretują, na przykład uważają, że jeśli pasy były niewidoczne, tym bardziej należało się zatrzymać). Informację, że Julka straciła przytomność podała mi jej matka. Dowodzić tego może wstrząśnienie mózgu, które rozpoznano u dziewczynki (dowód – karta ze szpitala na Niekłańskiej). Trzykrotnie podkreślam w artykule, że winy żadnej ze stron w tej sprawie nie możemy przesądzić (być może nie da się tego zrobić, może był to splot różnych okoliczności), że toczy się postępowanie, które dopiero wyjaśni, jak było. Mój artykuł nie służy zresztą temu, by analizować przyczyny wypadku. Jest wyłącznie głosem o zwiększenie bezpieczeństwa na przejściu pod szkołą na Chodakowskiej – dla dobra dzieci i kierowców również.
Kto sugeruje, ze kierowca jechał jak wariat? Mowa jest o tym, że w tych warunkach, przed szkołą, powinien zachować należytą ostrożność - np. maksymalnie zwolnić albo nawet się zatrzymać, jeśli faktycznie było tak, że samochód dostawczy zasłaniał mu część przejścia dla pieszych, po którym mogły poruszać się dzieci.
Aha i dodam jeszcze, że Julka nie wpadła prosto pod koła i nie prosto przed samochód tylko wpadła w bok auta na co są dowody w postaci uszkodzeń samochodu. Więc widać, że autor tego tekstu, nie potwierdził swoich informacji, a umieszcza je na tej stronie internetowej. Trzeba będzie napisać sprostowanie, bo to nie jest w porządku, jak się ludzi wprowadza w błąd.
Wiecie co, oceniacie kierowce i całe zdarzenie, a tak naprawde nie wiecie jak było.Widać potrzeba kilka sprostowań, bo autor ma braki w wiadomościach. Tak sie składa, że ja siedziałam obok kierowycy, któremu dziewczynka WBIEGŁA na samochód. Nie byliscie swiadkami tego wypadku, a oskarżacie kierowce VW. Szkoda ze w tym błahym artykule, autor nie ma wszystkich informacji. Dlaczego autor tego tekstu nie napisał, że na jezdni stał zaparkowany samochód dostawczy i on zasłaniał widoczność dziewczynce na pasach? To wyraźnie zmienia postać rzeczy.Kierowca jechał 40 km/h wiec nie piszcie jak nie wiecie, ze jechał jak wariat, bo to nie prawda. Czy doszło by do zdarzenia, gdyby dziewczynka wychyliłaby sie zza samochodu, który był zaparkowany na jezdni? Wydaje mi sie że nie. Z najświeższych informacji od Policji, mogę powiedzieć ze wina nie została udowodniona żadnemu ze stron. Bardzo przykro mi jest, ze doszło do tego zdarzenia. Dzięki Bogu, ze Julka jest juz w domu i ze tak to sie tylko skończyło. Aha i jeszcze dodam, ze naprawdę przykro mi jest czytać takie bzdury jakie wypisuje ten autor, bo Julka na miejscu zdarzenia nie straciła przytomności. Była przytomna i przez cały czas oczekiwania na karetke i mamę Julki, rozmawiałam z nią. Na przyszłość poradzę, żeby sprawdzać najpierw informację a potem ją publikować, a nie odwrotnie.
Witam, moje dzieci chodziły do tej szkoły i bezpieczeństwo w jej okolicach jest na 1=!!!!! cud się stał, że zrobiono w tym miejscu przejście dla pieszych!!! co do referendum na temat wyboru przejścia z Panią" stop" pierwsze słyszę...nie wiem czyja to decyzja ,ale chyba my rodzice to nie mieliśmy na nią zbytniego wpływu. Naprawdę dziwię się, że postawienie na przejściu w czasie przerw osoby pomagającej dzieciom małym przejść przez ulice to taki straszny problem... proponuję poprosić Panią Woźną, która poświęci 20 minut swojego cennego czasu a dzieci będą bezpieczne...Współczuję bardzo Julce, która naprawdę nie potrzebnie cierpiała, a kierowca samochodu powinien zachować SZCZEGÓLNĄ ostrożność na każdym przejściu w okolicach szkół i nie zasłaniać się oskarżaniem dziecka za wtargnięcie na ulicę. Szkoda tylko, że musiało dojść do takiego zdarzenia, żeby Dyrekcja szkoły zauważyła problem...
Bardzo często przejeżdżam ulicą Chodakowską i widziałem nieraz sceny mrożące krew. Dzieciaki starają się uważać jak przechodzą same , ale jak idzie Babcia lub mamusi się spieszy do kosmetyczki po odebraniu dziecka to nie patrzy czy coś jedzie tylko wchodzi prawie pod koła. Nie miejmy pretensji do małej Julki / jeśli to była jej wina/ ona uczy się od dorosłych. Jeszcze jedno od czego jest monitoring miejski na rondzie , podobno jedna kamera widzi w okolicach sklepu z artykułami hydraulicznymi . Skoro tak to jaki problem ustalić kto był winny.
tak jak w każdym wypadku to zdrowie jest najważniejsze...także ja się cieszę że nic poważnego nie stało się dziecku i że nic nie stało się kierowcy:-)enter
Może się czepiam, ale w artykule jest napisane o tym że policja nadal ustala przyczyny zdarzenia i weryfikuje zeznania uczestników.
Wiadomo. Zachowaj szczególną ostrożność, niebezpieczne miejsce, zabezpieczyć miejsce itp itd, ale nie skazujmy kierowcy puki nie udowodni mu się winy.
Niestety nawet jak zachowasz ostrożność to jeżeli ktoś wybiegnie na ulice metr przed Tobą to nie masz szans zahamować.
przeczytajcie wiadomosc z ostatniej chwili .....ze zostaie zatrudniona pani do przeprowadzania dzieci na przejsciu:-) czyli bedzie bezpieczniej
Przejście dla pieszych przy szkole, oznakowane jako miejsce szczególnie uczęszczane przez dzieci - to kierowca powinien zachować szczególną ostrożność. Do dzieci na drodze stosuje się zasadę ograniczonego zaufania. A fakty w tym przypadku są takie, że kierowca po lewej stronie widział dziecko, które próbowało wejść na pasy i się zatrzymał, żeby je przepuścić, a kierowca po prawej nie widział, chociaż dziecko przeszło już kilka kroków po pasach…
jesli ruch na ulicy jest duży przez przejscie przechodzi sie raczej żwawym krokiem.....samochod z lewej się zatrzymal wczesniej dajac możliwosc dziecku przejscia przez jezdnie . sa na to swiadkowie. trzeba poprawic bezpieczenstwo wszystkim dzieciom i skupic sie przede wszystkim na tym .
A co jeżeli to jednak dziecko wbiegło na pasy? Sam byłem dzieckiem i nie raz się przebiegało przez ulicę na przejściu na pieszych, a częściej poza nim.
W tej chwili jest słowo przeciw słowu.
Kierowca mówi że dziecko wbiegło na pasy. - wina pieszego.
Dziecko mówi że szło po pasach i samochód z lewej ustąpił a z prawej potrącił. - wina kierowcy.
A może dziecko wbiegało ale kierowca z lewej zdążył zareagować a z prawej nie.
Podejrzewam że jakby jechał z niedozwoloną prędkością to by z dziecka nic nie zostało, a tak to na szczęście się nic strasznego poza złamaną ręką nie stało.
A łagodna nie jest. Raz jako pieszy dostałem mandat za przejście na czerwonym świetle przez ulicę pokoju na skrzyżowaniu z 600-lecia. Co ciekawe była to 22:30 i totalne pustki na drogach. Na nic tłumaczenie i prośby o upomnienie a nie mandat.
Niestety dzieje się tak, gdyż sochaczewska policja dziwnym zbiegiem okoliczności jest bardzo łagodna dla kierowców. Zaczyna się od tolerowania parkowania na ewidentnych zakazach. Tłumaczenie jest takie, że nie ma w mieście gdzie parkować. Jeśli można złamać jeden przepis, to czemu nie inne? Na przykład ograniczenie prędkości, albo jazdę z piskiem opon o północy w centrum miasta. A następnie nie zwracać uwagi na przejścia dla pieszych, a na koniec czemu nie walnąć kielicha przed ruszeniem w rajd?
Panowie policjanci, stara prawda mówi, że jeśli toleruje się małe przestępstwa, to nie da się zapobiec poważnym. Proponuję sobie wziąć to do serca i karać za łamanie przepisów.
A parkowanie - od tego są władze miasta, żeby mieszkańcy mieli gdzie parkować. Jeśli brakuje takich miejsc, to na szczaw z władzą!
uważam że artykuł bardzo obiektywnie opisuje całą sytuacje.....sam tytuł..,,wypadek pod szkołą-i co dalej?""sugeruje nam że chodzi o zadbanie w tym momencie po tym fakcie co zaistniał.... o bezpieczenstwo w tym miejscu przedewszystkim dla dzieci dla uczniow dla mam z wozkami i przedszkolaków...progi spowalniajace na jezdni może by pomagaly wszystkim kierowcom zwolnic mimo wolnie dzięki czemu sytuacje na drodze w okolicy szkoły...całego zespołu szkól... były by bardziej przejrzyste...przykre to że dopiero to nieszcześliwe ,,skrzyżowanie drog,, dziecka i kierowcy,w miejcu uważanym za niebezpieczne sprowokowało całą akcje.....
Tu chyba najbardziej w artykule uderza jego początek.
..." Gdyby na Chodakowskiej pod szkołą była sygnalizacja świetlna lub gdyby uczniów przeprowadzał tu strażnik, 9-letnia Julka zapewne nie musiałaby dziś leczyć ciała i duszy, nie dławiłby jej strach. Niestety, jest inaczej."...
Emocjonalne nacechowanie wstępu artykułu na cierpienie ciała i duszy niewinnego dziecka. Człowiek automatycznie po przeczytaniu takiego wstępu wychwytuje kierowce jako potwora, który prawie zabił niewinne dziecko. Niestety tu działa nasza podświadomość.
Równie dobrze można było napisać że teraz kierowca będzie musiał leczyć swoją duszę bo już do końca życia nie zapomni tego zdarzenia jak nagle pojawiło się dziecko i nie mógł nic zrobić aby uniknąć zderzenia. Jestem pewien że dla kierowcy to równie duży szok psychiczny.
Rzeczywiście dalej autor wstrzymuje się od określania winnych, ale jednak początek artykułu nakierowuje.
Wywołano mnie do tablicy, więc wyjaśniam. Zozolinko13, rozumiem Twoje zdenerwowanie, naprawdę współczuję stresu, ale zarzucasz mi czyny, których nie popełniłam. Nie napisałam, że kierowca jechał jak wariat (w ogóle nie pisałam o prędkości, z jaką jechał kierowca). Nie napisałam, że Julka, jak to ujęłaś: „wpadła prosto pod koła … prosto przed samochód”, napisałam dokładnie, podkreślając, że jest to relacja dziewczynki: „Dziewczynka opowiada, że przechodziła przez oznakowane przejście dla pieszych. Że pokonała pierwszy pas, gdzie przepuścił ją samochód jadący z lewej strony, minęła oś jezdni i na drugim pasie potrącił ją samochód jadący z prawej strony”. Jak widzisz nie przeczy to temu, że mogła uderzyć w bok samochodu. Sformułowanie, że „wbiegła wprost pod nadjeżdżający pojazd” pochodzi z anonsu policyjnego w tej sprawie, który w artykule cytuję w całości i który zresztą sugeruje niewinność kierowcy. Nie napisałam o zasłaniającym widoczność zaparkowanym na ulicy samochodzie dostawczym, bo takich informacji policja mi nie podała. Widocznie uznała tę kwestię za wymagającą weryfikacji lub po prostu z uwagi na toczące się postępowanie nie chciała tej okoliczności podawać do publicznej wiadomości (być może też inaczej okoliczność tę interpretują, na przykład uważają, że jeśli pasy były niewidoczne, tym bardziej należało się zatrzymać). Informację, że Julka straciła przytomność podała mi jej matka. Dowodzić tego może wstrząśnienie mózgu, które rozpoznano u dziewczynki (dowód – karta ze szpitala na Niekłańskiej). Trzykrotnie podkreślam w artykule, że winy żadnej ze stron w tej sprawie nie możemy przesądzić (być może nie da się tego zrobić, może był to splot różnych okoliczności), że toczy się postępowanie, które dopiero wyjaśni, jak było. Mój artykuł nie służy zresztą temu, by analizować przyczyny wypadku. Jest wyłącznie głosem o zwiększenie bezpieczeństwa na przejściu pod szkołą na Chodakowskiej – dla dobra dzieci i kierowców również.