Żyjemy w czasach nieustannej rywalizacji. Dorośli przestali w pracy tworzyć zespoły. Każdy chce być liderem i pracować na swoje konto. Walka o sukcesy przenosi się na coraz młodszych. Teraz już dla trzylatków rodzice szukają renomowanego przedszkola - najlepiej z językami obcymi i baletem, bo dziecko musi być od początku świetnie przygotowane do życia, a więc dalszej rywalizacji. Potem zaczynają się kolejne egzaminy - test kompetencji po trzeciej klasie, sprawdzian na koniec podstawówki, test gimnazjalny, matura. Kiedyś to ona była pierwszym ważnym egzaminem i przepustką w dorosłe życie, dzisiaj jest tylko jednym z etapów na torze przeszkód, jaki budujemy sobie i naszym dzieciom. Nieopatrznie włączamy się w wyścig szczurów, którego niestety niektórzy nie wytrzymują. O tym, skąd się wzięło pojęcie wyścigu szczurów i jak to zjawisko wpływa na nasze życie, rozmawiamy z psychologiem Anną Poczobut. - Skąd się bierze porównanie ludzi do szczurów? - Pojęcie wyścigu szczurów wzięło się z kierunku w psychologii, który się nazywa behawioryzm, kiedy to wykonywano szereg eksperymentów na szczurach. One normalnie nie biegają w labiryntach, więc to była sytuacja sztuczna, szczury też były sztucznie hodowane, po czym wpuszczano je do labiryntu, na końcu którego znajdowała się nagroda. Zwierzęta szybko się uczyły, jak pokonywać przeszkody i dojść do nagrody. Czasami badacz sobie życzył, aby dla potrzeb jego doświadczeń, szczury urządzały wyścigi. Prawidłowości dotyczące zachowań zwierząt, psychologowie przenosili na grunt ludzki. - Ale walka o byt wpisana jest w działanie każdego gatunku. - Tak, tylko że obecnie nie występuje ona w naturalnej postaci. Dzisiaj walczymy np. o miejsce w rankingu, o lepszą szkołę czy pracę. To już nie jest pierwotna walka o byt, a raczej o umiejscowienie się w wyższej strukturze społecznej. Jest to więc niezdrowa konkurencja, w takim sensie, że ludzie, którzy biorą udział w tym wyścigu szczurów, tracą coś ludzkiego, dobrą stronę swojej natury, a dochodzą do głosu i wygrywają złe cechy charakteru: zawiść, nienawiść, agresja, brak współpracy. Te cechy normalnie też występują w społeczeństwie, ale nie są tak wyolbrzymione jak w tym wypadku. To z kolei powoduje, że uczestnicy tego wyścigu mają różne zaburzenia zachowania, zaburzenia układu nerwowego, choroby psychiczne itd. Oni płacą wysoką cenę za udział w wyścigu. Płacą samotnością, brakiem umiejętności życia w grupie, ogromnym zmęczeniem, chorobami i ciągłym stresem. - Problem dotyka też dzieci. - Jeżeli chodzi o dzieci, to część z nich na samym początku odpada, bo wie, że nie sprosta temu wyścigowi. Nie miały bowiem najlepszego przedszkola, angielskiego w prywatnej szkole i nie widzą swojego miejsca wśród najlepszych. To też jest złe zjawisko, że ci słabsi nie podejmują walki, bo wtedy odtwarzają się pokolenia tych, którym udało się wspiąć na drabinę społeczną. Dochodzi do dużych rozwarstwień społecznych. Z jednej strony ci, którym się powiodło i odnieśli sukces, z drugiej - ci gorsi. - Czy wobec tego jesteśmy skazani na wyścig szczurów? - Jeśli wziąć pod uwagę obecny system, a więc liberalizm gospodarczy, który w sposób szczególny nastawiony jest na dużą konkurencję, to tak. Konkurencyjność w założeniach jest bowiem środkiem napędowym postępu, widzianego w skali makro. Im bardziej chcemy rozbudzić postęp, tym bardziej wzmacniamy konkurencję, ze wszystkimi konsekwencjami, jakie ona niesie. Dobrym przykładem jest tu rewolucja przemysłowa w Anglii, która z jednej strony spowodowała niebywały rozwój, z drugiej - pochłonęła mnóstwo ofiar. To była cena, jaką społeczeństwa zapłaciły za postęp. Potem było w historii kilka prób przeciwstawienia się temu zjawisku, ale próby te można nazwać "zawracaniem kijem Wisły". Żadna z nich, na dłuższą metę, nie powiodła się. - Jak więc zaradzić temu w skali mikro, a więc w naszych rodzinach, najbliższym otoczeniu? Chodzi mi głównie o dzieci, które często płacą wysoką cenę za to, że zostały wciągnięte w ten wyścig. - Przede wszystkim zracjonalizować wychowanie, tak by dziecko rozwijało się wszechstronnie, a nie w jednym określonym kierunku. Nie wpajać mu, że musi być najlepsze i za wszelką cenę odnosić sukcesy. Ważne jest też pokazywanie takich wartości, jak tolerancja, dostrzeganie drugiego człowieka, praca zespołowa. Poza tym nauka to nie może być tylko sprawne pisanie testów. - Ale cały system oświatowy narzuca nam taką właśnie tendencję: umiejętność pisania testów, co otwiera drogę do dalszej kariery. - Owszem. I uważam, że to jest złe. Ale tutaj znowu wracamy do liberalizmu i tej konkurencyjności, która od dawna panuje na Zachodzie. Nasz system po prostu przystosował się do tych zachodnich wzorców. Nie może być jednak tak, że tylko to się liczy w szkole. Potem dochodzi do takiej awantury, jak w tym roku z egzaminem gimnazjalnym, że jedna czy dwie nieprzeczytane lektury powodują tragedię. Dla mnie właśnie "Syzyfowe prace" czy "Kamienie na szaniec" to są pozycje stanowiące przeciwwagę dla wyścigu szczurów. Tam, oprócz tego, kto wygrał a kto przegrał, liczą się jeszcze inne wartości, jakaś przemiana moralna idee patriotyczne, to, czego "szczur" nie zrozumie. Potem nie potrafi on odróżnić patriotyzmu od nacjonalizmu, więc zostaje wszechpolakiem i wita się faszystowskim pozdrowieniem. Szkoła w tej sprawie stoi trochę okrakiem, bo nie wie, na co się zdecydować. Jest rozliczana z wyników egzaminów, więc nauczyciel nie może powiedzieć, "zaczytaliśmy się w lekturze i dyskusja rozwinęła nam się na dwie godziny". To też jest bolesny dylemat. - Co w takim razie możemy zrobić sami? - Realizować swoje ambicje, zainteresowania, kształcić się, ale nie pozwolić, aby wrzucono nas w ten labirynt ze szczurami. To jest na pewno trudne zadanie, bo w ten sposób można wypaść z obiegu, ale przecież nie dla wszystkich najważniejsze jest, by być zawsze pierwszym i najlepszym. Myślę, że tego trzeba się trzymać. Rozmawiała Jolanta Śmielak-Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze