O tym, że marzeniem dyrektora sochaczewskiej szkoły muzycznej, Joanny Niewiadomskiej-Kocik było posiadanie nowego fortepianu koncertowego pisaliśmy wielokrotnie. Jak się dowiedzieliśmy, przetarg na instrument rozstrzygnięty został pod koniec lipca. - W specyfikacji przetargowej – mówi pani dyrektor – podaliśmy, że chcemy mieć możliwość wyboru przynajmniej spośród czterech instrumentów. Jest to bardzo ważne, gdyż nawet w ramach jednej firmy bywają one różne. Aby zorientować się, który ma najlepsze brzmienie, musi na nich pograć pianista i dokonać wyboru. Ponieważ okazało się, że w Polsce nie ma takiego miejsca, gdzie stałyby 4 takie same fortepiany, dlatego wybór nowej dwumetrowej Yamahy C5 nastąpi w Hamburgu w okolicach 22-23 sierpnia. Piękny japoński instrument z pięcioletnią gwarancją pełnego serwisu, jak przy dobrym samochodzie, zostanie przetransportowany do Sochaczewa pod koniec sierpnia. Jego koszt szacowaliśmy na ok. 100 tys., ale niższa kwota przetargowa pozwoliła go nabyć za prawie 90 tys. Z tym, że zamówiony jest do niego jeszcze stołek i pokrowiec. Jak mówi Joanna Niewiadomska-Kocik, oficjalna inauguracja Yamahy planowana jest w okolicach 1 października, kiedy obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Muzyki. Tego dnia zaproszeni zostaną wszyscy ofiarodawcy, którzy pomogli zebrać fundusze na fortepian koncertowy, stworzona zostanie cała kronika tej akcji, zaś ofiarodawcy zostaną uhonorowani. Będą mogli również zobaczyć nowy instrument i wysłuchać recitalu pianisty, jakiego, pani dyrektor nie chce na razie zdradzić. W szkole, jak to w wakacje, trwają remonty, a wiec malowanie i odświeżanie oraz drobne zabiegi mające na celu poprawienie estetyki budynku. Przybyłych po wakacjach zaskoczy z pewnością również zmiana kolorystyki sali koncertowej. Najpoważniejszy z remontów, to wymiana okien w zabytkowej części które, jak dodaje ze śmiechem pani dyrektor: „strugane są zgodnie z wszelkimi zaleceniami konserwatorskimi”. - Cały czas myślimy też o klimatyzacji sali koncertowej – mówi Joanna Niewiadomska-Kocik. – Wiemy już, że jeśli miałaby być ona pełnowymiarowa, działająca 24 godz. na dobę i dająca temperaturę ok. 15 stopni, to kosztowałaby ok. 80 tys. zł, co jest dla nas kwotą nierealną. Zresztą nam jest potrzebna klimatyzacja, która by nam odpowiednio przygotowała salę przed rozpoczęciem koncertu i powodowała, aby w jego trakcie temperatura tak drastycznie nie rosła i żeby ludzie nie musieli wychodzić czy mdleć na scenie. Podjęliśmy więc decyzję, że klimatyzację wykonywać będziemy etapami. Zaczniemy od pierwszego agregatu usytuowanego na pograniczu sceny i widowni, a w miarę możliwości finansowych, dołączać będziemy do niego kolejne. Jest to chyba najsłuszniejsze rozwiązanie. Małgorzata Pałuba
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze