Temat lotniska cywilnego w Sochaczewie jest z nami od lat. Wiele się o nim też pisało. Ostatnio poruszyła wszystkich wiadomość o chęci wyjścia z sochaczewskiej lotniskowej spółki największego udziałowca, funduszu Airports International, który zamierzał sprzedać swoje udziały. Skłoniło to nieprzychylnych lotnisku do wieszczenia z satysfakcją końca tego projektu. Jak mówi jednak prezes spółki Mazowiecki Port Lotniczy Sochaczew, Przemysław Nowak: „Informacje o śmierci spółki były mocno przesadzone”. - Panie prezesie, jak przedstawia się obecnie sytuacja spółki i czy rzeczywiście jest jakieś realne zagrożenie dla jej działania na rzecz planowanego lotniska? - Mamy zapewnienie finansowania przygotowań do momentu uzyskania pozwolenia na budowę wraz z kompletem dokumentów towarzyszących i jest to kwota kilkunastu milionów złotych. Natomiast, oczywiście, w międzyczasie będziemy szukali, i już takie rozmowy trwają, inwestora docelowego, którego będzie stać na sfinansowanie budowy oraz uruchomienie lotniska. - A jak wygląda sprawa własności terenu pod planowane lotnisko, bo, o ile pamiętam, była możliwość jego przejęcia przez spółkę. - Dotychczas taka możliwość nigdy nie była brana pod uwagę , ze względu na to, że teren na mocy stosownej ustawy miał być użyczony Sejmikowi Samorządowemu Woj. Mazowieckiego, od którego nasza firma miała teren wydzierżawić. Prowadzimy obecnie, wspólnie z marszałkiem województwa mazowieckiego, starania mające na celu nie użyczenie terenu, tylko przekazanie tej nieruchomości na własność Semikowi Samorządowemu. Jeśli zaś marszałek stanie się właścicielem, sytuacja będzie o wiele lepsza, bo przypomnę, że jest on też udziałowcem w naszej spółce. Wchodzić więc mogą w grę różne rozwiązania, jak choćby dzierżawa na długi okres wniesienie aportem do spółki zdyskontowanych przepływów pieniężnych wynikających z czynszu dzierżawnego lub może nawet terenu lotniska, ale do tego jeszcze daleko. Staramy się natomiast, aby forma przekazania nieruchomości pod cele inwestycyjne była zdecydowanie korzystniejsza niż to było proponowane pierwotnie. - Muszę też zapytać o to, o czym już w Sochaczewie wróble ćwierkają, a mianowicie o wycofanie się głównego inwestora, austriackiegoj funduszu AI, który podobno odsprzedał swoje akcje innemu udziałowcowi spółki. - W tej sprawie na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że istotnie austriacka firma już nie jest udziałowcem spółki. Twierdzę jednak, iż zmiany, które zaszły, będą skutkowały znacznym przyspieszeniem naszych prac. - Rozumiem, że, mimo tych przegrupowań wśród udziałowców, nadal poszukujecie strategicznego inwestora. Czy widzi pan szansę na rychłe jego pozyskanie? - Prowadzimy aktualnie kilka rozmów, lecz też chodzi o to, abyśmy się nie pozbyli prawa do decydowania, kto będzie tym inwestorem strategicznym. Musimy więc być bardzo ostrożni w podnoszeniu kapitału, zwłaszcza teraz, gdy nie nazbyt wielką kwotą można by przejąć kontrolę nad firmą, która będzie przecież realizowała strategiczną inwestycję. Chodzi o to, aby nie wszedł do spółki ktoś o niewystarczającym kapitale i by przez to zakres inwestycji nie został sztucznie zawężony. Zaś widoki na właściwego inwestora są bardzo duże, przecież gdyby tak nie było, byłyby zapewne problemy z przejęciem udziałów funduszu Airports International. Fakt tego przejęcia jest potwierdzeniem wiary w powodzenie projektu oraz znalezienie inwestora strategicznego. Ponadto, proszę zwrócić uwagę, że Sochaczew jest jedyną lokalizacją pomiędzy Łodzią a Warszawą, gdzie jest możliwe wybudowanie lotniska w sensownym czasie, oraz która spełnia wszelkie warunki niezbędne do realizacji takiej inwestycji w szerokim zakresie. - Jakie zatem będą kolejne kroki na drodze do lotniska w Sochaczewie? - Stosunkowo łatwo jest powiedzieć co mamy zrobić, natomiast bardzo trudno przewidzieć jak długo to będzie trwało, bowiem jest to projekt, który wymaga uzgodnień z wieloma instytucjami, jak choćby: Polska Agencja Żeglugi Powietrznej, Ministerstwo Infrastruktury, Urząd Lotnictwa Cywilnego, strona wojskowa itd., itd. Podobnie było z procesem uzyskania promesy zezwolenia na założenie lotniska oraz podziału terenu. Ale, paradoksalnie, opóźnienie w naszych pracach spowodowane wieloma czynnikami wyjdzie nam na dobre, bowiem warunki realizacji inwestycji mogą być znacznie korzystniejsze niż wcześniej. Pierwotnie odstraszał inwestorów na przykład zapis, że nieruchomość po 30 latach musi być oddana wojsku i to bez zwrotu poniesionych nakładów. Teraz, gdy ten zapis zniknie, o inwestorów będzie znacznie łatwiej. - A jaka, pańskim zdaniem, jest perspektywa czasowa, żeby wreszcie coś na Bielicach zaczęło się dziać? - Nauczeni doświadczeniem, myślimy, że musi upłynąć jeszcze jakieś 1,5, może 2 lata, zanim dostaniemy pozwolenie na budowę lotniska. Kiedyś optymistycznie zakładaliśmy, że uda się coś zrobić na 2012 rok, ale choćby sama procedura podziału nieruchomości jeszcze trwa. Ponadto, dopóki Austriacy byli właścicielami udziałów, finansowanie spółki przez pozostałych udziałowców byłoby trudne. Niepotrzebnie podnosiłoby to bowiem wartość ich udziałów, które i tak podlegały sprzedaży. Była to więc sytuacja patowa, którą na szczęście mamy już za sobą. Za rozmowę dziękuje Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze