Nie będzie to tekst należący do tych, które można znaleźć w moim folderze opatrzonym nazwą lekkie, łatwe i przyjemne. Nie będzie tu miejsca na ironię, śmieszkowanie i przymrużenie oka. W związku z tym, że od początku postanowiłam schować obiektywizm dziennikarski w kieszeń, dzisiaj idę o krok dalej i wyrzucam go daleko za siebie. Bo jestem człowiekiem. Bo zginął człowiek. Bo człowiek człowiekowi nie jest człowiekiem.
To miał być, jak co roku, najpiękniejszy dzień najpiękniejszej inicjatywy pięknego człowieka. Być może Żyda, a na pewno złodzieja. Złodzieja, który od 27 lat kradnie miliony polskich serc swoją dobrocią, pozytywnym nastawieniem i zaangażowaniem w pomoc innym. Jurku, nie odchodź.
To miał być dzień, w którym jesteśmy ponad podziałami, w którym nie ma miejsca na nienawiść. Taką nienawiść, o której staram się wspominać w każdym felietonie. Żółć wylewającą się z Nas wszystkich. Plucie jadem, na które ktoś wydał pozwolenie, a My w to idziemy. Polska nienawiść urosła do rozmiaru kilkuset X-ów przed L-ką, a przez to zabicie człowieka traktuje niezwykle naturalnie. Tak naturalnie, że z przemawiającej przez nas nienawiści jesteśmy w stanie zamordować drugiego człowieka i uczynić z tego spektakularne show na finale wydarzenia, które emanuje czystą miłością. My, LUDZIE myślący, najdoskonalsze istoty...
Nie ma piękna, jeśli w nim leży krzywda człowieka. Nie ma prawdy, która tę krzywdę pomija. Nie ma dobra, które na nią pozwala. Bo to przyzwolenie jest tu największą zbrodnią i karą, a brak reakcji na zło – cichym przyzwoleniem. W plastelinowym świecie hejtu, brudnej politycznej walki, wrogów ojczyzny, indoktrynacji, szczucia, obrzydliwych oszczerstw, zgubiliśmy iskrę – człowieczeństwo.
Każdy z Nas ma w sobie coś z Lady Makbet. Każdy z Nas ma krew na rękach. Każdy z Nas pływa w wymiocinach nienawiści. Nie dajmy się zatopić. Oczyśćmy dom ze śmieci. Niech będzie biedny, ale czysty. Sami bądźmy czterdzieści i cztery, który uwolni od złych emocji wyssanych z mlekiem matki. Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.
Razem z Pawłem. Razem z Jurkiem.
.
.
.
Prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz zmarł 14 stycznia 2019 roku w wyniku ran zadanych przez zamachowca. Człowiek żyje tak długo, jak długo żyje pamięć o nim. Moja pamięć, chciałabym wierzyć, że pamięć wszystkich Sochaczewian, o Pawle Adamowiczu będzie trwała do końca świata i jeden dzień dłużej. Szczera pamięć jest najcenniejszym pomnikiem.
11. Nie nienawidź
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Póki co, Pro Memoria, Pro Domo Sua Polonia.
@first-one
A to już Bóg najlepiej wie
To już Santo Subito?