Są tych tabliczek dwa rodzaje. Obie kategoryczne w wymowie, spozierają z nich napisy krótkie i węzłowate, z wojskowym sznytem. „Zakaz gry w piłkę!” oraz „Szanuj zieleń!”. Obu nie cierpię równie serdecznie. Są jak awers i rewers jednej bzdurnej sprawy, w której chodzi tylko o wyrugowanie dzieci spod okien. Bo za głośne! Bo się drą! I kopią w gałę, że w Honolulu słychać!
Drogie dzieci, ciocia Kasia udziela wam niniejszym dyspensy i powiada, że możecie, dziatki, grać, gdzie tylko chcecie! Bo nie ma w polskim Prawie Drogowym znaku „Zakaz gry w piłkę”, którego nieprzestrzeganie groziłoby wezwaniem policji i wręczeniem mandatu niewydolnym wychowawczo rodzicom, którzy normalnie w biały dzień pozwalają potomstwu na meczyk! Do znaku mogą się, jeśli mają ochotę, stosować się sami działacze. Po prostu!
Jest coś, czego w ludziach często nie rozumiem, a co, niestety, jakieś dziwnie popularne „na mieście”. To wchodzenie innym w drogę, żeby tylko mnie było dobrze. Ja, mnie, mi.
Muuuuuu!!!
Działacze (od razu widzę panów z wąsem, co to z galanterią całują raczki, a fe!)!. Przecież to nie chodzi o stadionowe mecze piłkarskie, gdzie wielotysięczna gawiedź wyje i klaszcze (względnie obija się po mordkach). Chodzi o kilku chłopców i piłkę. Pewnie, że są emocje. No, ale to w końcu chłopcy, nie roboty.
Dlaczego irytuje tabliczka „Szanuj zieleń!”? Bo jest niczym innym niż takim lisio-przymilnym zakazem gry w piłkę. Ukrytym pod pozorem troski o zielone kępki trawy. Że niby tacy ekolodzy tu mieszkają. Każde osiedle jak dolina Rospudy! Natura 2000 i w ogóle Greenpeace. Ech.
Mam podejrzenie, że bardzo specyficzny rodzaj ludzi te tabliczki w amoku stawia. Tacy ludzie, jak pan z anegdotki, którą opowiem poniżej.
Otóż, trzy lata temu, kiedy byłam zadowoloną z życia mieszkanką osiedla Ogrody, rysowałam z córką kolorowe obrazki kredą na chodniku pod blokiem. W oknie na parterze nerwowo poruszała się przez kilka minut firanka. W końcu obserwujący nie wytrzymał i nawet nie tyle otworzył okno, ale zszedł do nas na dół.
- A co pani tutaj robi? Hałastra się sprowadziła i patrzcie. W domu na ścianach niech se pani z tym dzieciakiem maluje!
- Proszę pana, to tylko kreda! Deszcz ją zmyje raz dwa!
- A jak przez dwa miesiące nie będzie padać???
Z tym to filozoficznym pytaniem pozostawiam Państwa i do napisania w przyszłym tygodniu!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Proszę nie zwracać uwagi na to co wypisuje rob-imi. Cytując rzecznika UM "to już wyłącznie obrzucanie błotem przez anonimowych internetowych pieniaczy."
rob-imi - przeczytaj proszę najpierw moje wpisy, zanim zaczniesz wypisywać bezpodstawne oskarżenia. Jest kilka pozytywnych postów, będzie więcej, zapewniam. I nigdy w życiu nie porównywałam Sochaczewa do Warszawy, a wręcz krytykowałam takie porównania, bo pojawiły się takowe w komentarzach pod postem o plusach życia w naszym mieście. Piszę tylko o tym, co dotyka mnie bezpośrednio, głównie z punktu widzenia mamy małych dzieci. Pchałeś kiedyś wózek z dzieciakiem i zakupami po Socho? Naprawdę nie mów mi, że jest dobrze. Nie jest.
Gra w piłkę czy tak naprawdę odbijanie piłki nogą na trawnikach , chodnikach czy innych miejscach do tego nie przeznaczonych nie budzi sympatii w żadnej społeczności . Administrowałem stosunkowo nowa bo 10 letnią nieruchomością w dużym mieście którego nie można oskarżyć o zaściankowość i protesty były tam bardzo wyrafinowane bo angażowano w nie policję a na końcu sąd. Nie jest prawdą że gra w piłkę na trawnikach nie jest zakazana . Jeżeli nie ma bezpośrednich odniesień w regulaminach wspólnoty czy spółdzielni to przechodzi to do tzw. "norm współżycia społecznego" czyli tej część stosunków społecznych która nie została skodyfikowana .
rob-imi,
może warto sprawdzić co pisał dany bloger zanim się go oskarży o wieczne narzekanie.
Poniżej link do artykułu w którym autorka wypisuje akurat plusy życia w Sochaczewie:
Plusy życia w Sochaczewie
Poza tym autorka nie porównuje tu Sochaczewa z Warszawą i pisze o tym co wszyscy widzą.
No chyba że w urzędzie miejskim państwo żyją w innym świecie.
Do Kasi
Kasiu, ja też jestem za tym, żeby dzieciaki mogły grać w piłkę, żeby była zieleń, nawet jestem za tym, by drzew jak najmniej wycinać, choć daleko mi do kompletnie nawiedzonego "Gąsiora" co to w innym wpisie chciałby by w mieście nic nie robić tylko stare spruchniałe topole ratować.
Mnie chodziło o Ciebie. I też nie chodzi o watę cukrową, ale o zwykłą przyzwoitość, zauważenie, że w tym mieście jednak dzieje się i to bardzo wiele i to na wszystkich polach - inwestycji, kultury, sportu, oświaty i wielu innych dziedzinach.
Wystarczy się rozejrzeć, poczytać, a jak się zostaje blogerką, to może warto zanim coś się napisze, zasięgnąć języka u źródła itd.
I nie pisz mi proszę, że piszesz co widzisz, bo tak może pisać osoba mało inteligentna, nierozumiejąca wagi słów, zwłaszcza gdy się dostaje takie miejsce na opiniotwórczym portalu.
I oto mi chodziło, bo na dziś postrzegam Cię jako osobę, która wiecznie narzeka, wszystko jest do bani itd.
No i jeszcze jedno - błagam nie porównuj Sochaczewa z Warszawą. A jeśli już to zawsze dodawaj proporcje - u nas 36 tys. mieszkańców, tam 1,7 mln. U nas budżet 100 mln tam ok. 15 miliardów złotych.
Od tego wyjdź, a potem porównuj kina, teatry, chodniki dla mam, ofertę kulturalną, sportową, każdą inną.
#buddy
Oczywiście, wiem na czym polega "cisza nocna" :) ale dziękuje za rozwinięcie tematu, mieszkając na osiedlu mamy do czynienia z różnymi sąsiadami mniej lub bardziej uciążliwymi, którzy potrafią "pokolorować" nam życie. Tylko w tym wypadku mowa jest o dzieciach, wiadomym jest że dzieci na podwórku nie będą bawić się mówiąc szeptem.
Tak, boisko przy ZSRCKU jest mi znane i tak owszem mój syn grywał tam w piłkę, i nie nikt go stamtąd nie przeganiał. Tylko tu następuje problem czasu, wiadomym jest, że jako 8-latek nie pójdzie tam sam razem z kolegami, w tygodniu natomiast nie każdy rodzic ma czas na to aby udać się z "osiedlową drużyną" na takowe boisko. Pozostają tylko weekendy. W tygodniu po obowiązkach szkolnych, gdy ma ochotę wyjść pod blok, sytuacja wygląda tak jak wspomniałam wcześniej, wydaje mi się że jest to kwestia braku zrozumienia i kompromisu, przez osoby dorosłe. Przykre to, bo sami przecież też byliśmy dziećmi.
Pozdrawiam :)
Miałem już nic w tej kwestii się nie wypowiadać, ale zainspirowała mnie wypowiedź użytkownika hippiehappy:
"Cisza nocna, obowiązująca każdego mieszkańca, trwa od dziesiątej wieczorem do szóstej rano.Poza tymi godzinami nikt nie może nikomu zabronić hałasować".
Otóż jesteś w absolutnym błędzie, a jak wiadomo ignorantia iuris nocet ;-).
Po pierwsze, w polskim prawie karnym nie istnieje pojęcie ciszy nocnej.
Po drugie, w polskim prawie karnym, a ściślej ujmując w kodeksie wykroczeń istnieje art. 51 § 1 , który mówi, że "Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny."
Czyli tak do końca nie możesz sobie hałasować (nie mówię tu o piłce) kiedy ci się żywnie podoba. Zresztą jeśli ktoś ma wpojone elementarne zasady kultury to nie potrzebuje norm prawnych aby wiedzieć jak się zachowywać mieszkając wśród innych ludzi.
Po trzecie wreszcie, google maps wskazał mi, że z osiedla Żwirki i Wigury na boisko (do koszykówki, piłki nożnej i chyba też do tenisa) przy ogrodniku jest 8 min na pieszo, 3 min rowerem. Czy stamtąd też twój syn jest przeganiany???
Bardzo dobry artykuł.
Artykuł który zwrócił mi uwagę na pewnego rodzaju hipokryzje społeczeństwa.
Z jednej strony ludzie starsi narzekają na to że dzieci teraz całe dnie siedzą przed komputerami lub z tabletami w ręku.
Jak granie w piłkę to tylko FIFA przez sieć z kolegami.
Ale z drugiej strony dorośli sami ograniczają tym dzieciom przestrzeń do zabawy na zewnątrz anektując każdą wolną przestrzeń pod parkingi i każdy skrawek zieleni tabliczkując.
Najzabawniejsze są takie tabliczki "szanuj zieleń" na terenach gdzie nawet trawa nie rośnie bo administracja o to nie dba. :)
Witam,
bardzo trafny "artykuł". Brawo!
Mieszkam na osiedlu Żwirki i Wigury, mój syn który ma 8 lat co i rusz skarży się wraz z kolegami, że tam gdzie chcą grać w piłkę to zostają najnormalniej przegonieni. Ostatnio gdy wyszedł z domu z piłką, po 30 min wrócił do domu i pytał się gdzie może grać, bo we wszystkich możliwych miejscach co i rusz ktoś na nich krzyczał i ich wyganiał. Nie wspomnę już że najgorsze sytuacje zdrarzają się właśnie przy bloku nr 20 gdzie jest tam taki zagorzały "działacz", który nie oszczędza w słowach i za to, że kilku chłopców chce sobie rozegrać osiedlowego "mecza", pod ich adresem padają epitety polszczyzny wyższych lotów. Wielkie brawa, za dobry przykład dla młodzieży!
Cisza nocna, obowiązująca każdego mieszkańca, trwa od dziesiątej wieczorem do szóstej rano. Poza tymi godzinami nikt nie może nikomu zabronić hałasować – chociaż na terenach niektórych blokowisk istnieje zakaz używania sygnałów dźwiękowych. Jak wiadomo, piłka takich sygnałów nie wydaje.
Tak się zastanawiam, czy Ci wszyscy oblegający okna i ławki starsi ludzie, naprawdę zapomnieli jak to jest mieć dzieci, które nie robią nic takiego co mogłoby skłonić do takiego traktowania? Oczywiście później łatwo jest skrytykować dzieciaki, że siedzą w domu i grają, bo gdy chcą na osiedlu pograć w piłkę co i rusz ktoś ich wygania, przegania lub krzyczy że za głośno się zachowują. Paranoja. Już zostało tu wspomniane, że na tymże osiedlu są dwie piaskownice na krzyż, zero bujawek, zjeżdżalni czegokolwiek, co mogłoby fajnie sprzyjać dzieciakom, ale za to mamy tam ogródki, drzewka, kwiatki i kwiatuszki.
Jeśli przymyka się oczy na „wykroczenia” popełniane przez czworonogi, to należy się poważnie zastanowić, jaki jest sens zakazu gry w piłkę przy klatkach schodowych. Nikt nie stosuje się do niego, nikt go nie egzekwuje, każdy ma go w „głębokim poważaniu”. Jak powiedział jeden z chłopców grających przed blokiem: „Kto może zakazać czegoś, co nie jest jeszcze przestępstwem? To niedorzeczne.”
I tak, w atmosferze absurdu, rosną następni frustraci, którzy za chwilę dowiedzą się, że nie ma w Polsce narybku piłkarskiego, bo młodzież się do piłki nie garnie.
Pozdrawiam :)
Czytając te wpisy to uświadamiam sobie że dobrze robię wyprowadzając się na wieś.
"watę cukrową z chmur kręcić"
- rozwaliłaś mnie :-) od dzisiaj jestem Twoim fanem :-)
Po pierwsze - dzięki za dyskusję. :-) Po drugie - (rob-imi) w świecie wirtualnym panują swoiste zasady i generalnie na forach ludzie są raczej po imieniu; w realu to chyba jednak "pani", bo różne rzeczy można o mnie powiedzieć, ale nie to, że jestem "młodziutka". ;-) Po trzecie - naprawdę lubię Sochaczew, ale z tego powodu nie będę udawać, że tu tak cudnie, iż można watę cukrową z chmur kręcić. Jest wiele do poprawy (jak wszędzie zresztą, prawda?). Po czwarte - co do tej gry w piłkę. Fajnie, że są boiska. Cieszy mnie to. Ale nie sprawiają, że tabliczki zakazujące gry w piłkę nabierają sensu. Podwórka są też do zabawy. I co innego, jak gra kilkunastu starszych nastolatków, bo oni bez problemu mogą pójść na orlik, a co innego, gdy bawią sie dzieci. Którym nie dość, że zabrano place zabaw pod parkingi, to jeszcze wielki jest ból zębów z powodu króla skoczków czy innej zabawy.
Pozdrawiam!
a ja się z Kaśką zgadzam, zakaz tego, tamtego, a potem się dziwią, że młodzież pod sklepem i pije. Głośno ??? to proszę się zastanowić nad kupnem działki/domku. Będzie cicho :) jednocześnie możemy wrócić do tematu miejsc typu boiska, parki - albo zajęte albo ich brak.
Rozbawiła mnie pani Kasia Fiołek pisząc:
" Ja tylko mówię, że jest taki typ ludzi, którym przeszkadza wszystko. I co by się nie działo, to ci ludzie mają jakieś "ale"
Pani Kasiu, czy też może Kasiu, bo ze zdjęcia widać, że to osoba bardzo młodziutka, niewiele wiedząca jeszcze o świecie - przecież napisała Pani to zdanie głównie sobie. Proszę przeczytać prawie wszystkie swoje wpisy. Czy Pani coś się w ogóle w naszym mieście podoba. Tak wiem, blisko jest wszędzie.
No bo co do zasady podwórko to nie jest boisko do gry w piłkę!
Czasy się zmieniają,czy na lepsze czy na gorsze trudno ocenić;-), ale co do infrastruktury sportowej na pewno na lepsze - w praktycznie każdej części miasta w promieniu kilku minut pieszo/rowerem mamy bądź to orliki bądź to przyszkolne boiska, są przecież SKS-y i dodatkowe zajęcia w ramach których można pograć także na hali sportowej...Przejeżdżając przez miasto widzę, że zazwyczaj obiekty te stoją puste - a tam, a nie na podwórkach, co do zasady powinno być miejsce gry (pomijam oczywiście najmłodsze dzieci).
Myślę, że ci co krytykują tych którym przeszkadza gra w piłkę pod oknami patrzą tylko przez swój pryzmat - że jeśli im (oni, nam, im) jest dobrze to i wszystkim dookoła też tak być musi. Nie biorą pod uwagę faktu, że mogą mieszkać inne osoby, którym może to doskwierać. Nie każdy musi być wyznawcą, propagowanej przez jedną część społeczeństwa, idei "róbta co chceta".
A po co grać w piłkę przed blokiem???Można grać na komputerze.Po co wychodzić przed blok?Można wejść na" facebooka" .W ten sposób stosunki między ludzkie stają się płytkie. A wszelaka władza lubi takie społeczeństwo...łatwo się nim steruje...
Mieszkam na osiedlu Żwirki i Wigury gdzie ludzie mieszkający na 4 piętrze wyganiają chłopców grających w piłkę na sporym zielonym placu. Pan mieszkający na parterze oraz 2 Panie na 1 piętrze nie mogą znieść widoku cierpiących drzew kiedy to dzieci zwinnie się po nich wspinają.... I oczywiście tabliczki "SZANUJ ZIELEŃ" "TEREN WSPOLNOTY MIESZKANIOWEJ> ZAKAZ GRY W PIŁKE" Czy te dzieci to jakaś zaraza??? Na tym osiedlu nie ma nawet jednej huśtawki, więc lepiej zagonić ich do tabletów i smartfonów? To jakaś paranoja.
Władza co niektórym poodbierała rozmum. Ale jeszcze jeden jest numer o którym muszę napisać: przed blokiem nr 20 została zasiana trawa i jest taka ładna że nie można już po niech chodzić nie tylko dzieciom ale i dorosłym. Nawet ławeczki zostały usunięte z tego terenu żeby nie wydeptać nawet dróżki. Buahahahhaha!Prezesi wspólnot mieszkaniowych do boju! Hahahaha
"możecie, dziatki, grać, gdzie tylko chcecie". To ja proponuję od razu na klatce schodowej mieszkania cioci Kasii, jak wszędzie to wszędzie, a co?!:-)
Sam uprawiam sport (m.in. gram w piłkę nożną), ale nie uważam, że każde miejsce jest do tego odpowiednie.
Hej, Andrew, miałam odpisać ci wcześniej, ale pisanie na telefonie przekracza moje możliwości. Jestem jednak nieco analogowa. W każdym razie w tabliczki obfituje osiedle przy Żeromskiego. Co zabawniejsze, na trawnikach, gdzie one były (jeszcze jakieś 6-7 lat temu), są teraz parkingi. I oczywiście nikomu teraz nie przeszkadzają smrodzące i terkoczące pod balkonem samochody.
Ja też w życiu nie widziałam na własne oczy, ani nie słyszałam o nikim znajomym bliższym czy dalszym, żeby wybił sąsiadowi szybę grając w piłkę. Oczywiście z mojego punktu widzenia nawet gdyby - to nic. No, ale ci, którzy martwią, że deszcz nigdy nie spadnie, by im kredowe słoneczko zmyć spod okna, to już insza inszość. Pzdr
Dochodzę do wniosku że jestem szczęśliwym człowiekiem.Z tego powodu raczej nie powinienem wypowiadać się w tym wątku. Nie mieszkam w mieście. Nie mam sąsiadów. Drzewa rosną jak chcą za oknem. Ptaki śpiewają. Sielanka...I czytając takie wpisy, jak wyżej, za nic nie chciałbym przeprowadzić się do miasta.Ci ludzie są jacyś nieszczęśliwi - przytłoczeni betonem. Z betonowymi myślami...
Wszyscy chcą bronić tylko swoich praw.
No, zapewne właściciel wybitego okna zrobiłby dzika awanturę rodzicom dziecka, które owo okno okno wybiło.
Tylko zastanawiam się, jakby doszedł do autorstwa tego błędnie skierowanego gola ;)
Kaśka, ale to nie chodzi tylko o babcie. A nawet jakby te dzieci wybiły te okno (czego nie widziałem przez prawie 40 lat życia na własne oczy), to co takiego by się stało?
Ale co ma piernik do wiatraka? Ja tylko mówię, że jest taki typ ludzi, którym przeszkadza wszystko. I co by się nie działo, to ci ludzie mają jakieś "ale" i jedynym wyjściem dla nich jest stawianie zakazów. Nie widzę niczego złego w podwórkowym meczu, bawią się tak dzieci na całym świecie. Bardziej niż nadwrażliwe uszy babć mieszkających na parterze przerażają mnie puste podwórka, na których nikt się nie bawi.
A może by tak spojrzeć na problem ludzi mieszkających na niskich parterach. Uderzenie piłką lecącą z impetem w okno lub tuż obok niego nie jest sprawą przyjemną...a tak ciężko ruszyć swoje cztery litery i pójść z dzieckiem na plac zabaw lub w miejsce gdzie swobodnie może porzucać piłką?
I oto mamy przykład genialnej postawy współżycia mieszkańców w Sochaczewie: Liczę się Ja i moje dziecko...a reszta gęba na kłódkę i cicho siedzieć, bo mamusie z dziećmi teraz się bawią i rządzą....a reszta cóż, może stare babcie powymierają i przestaną marudzić.
Brawo! więcej takich ""genialnych apeli""...żenada.....może i Pani Kasi ktoś kiedyś wybije okno, ot tak przez przypadek....z całego serca tego życzę.
Dziękować za życzenia nie trzeba :)
" Najbardziej mnie teraz ***a u młodzieży
To, że już więcej do niej nie należę"
To znaczy byłbym w stanie wskazać wielu ludzi, którzy postawiliby taką tabliczkę, wycinając jednocześnie wszystkie drzewa przed swoim blokiem. Bardzo często nienawiść do piłki i zabaw dzieci idzie w parze z "miłością" do drzew. Generalnie ma być porządek.
My kiedyś mieliśmy bramki z drzew, to szanujący zieleń, wycięli nam po jednym drzewie, żeby nie było bramek. Dodatkowo wycięli również metalowe słupki do siatkówki, żeby nie grać w siatkówkę.
W każdym razie, Kaśka, tabliczka "Szanuj zieleń" nie tyczy się raczej zieleni. Poza tym zastanawiam się, gdzie Ty taką znalazłaś jeszcze.
Proszę nie zwracać uwagi na to co wypisuje rob-imi. Cytując rzecznika UM "to już wyłącznie obrzucanie błotem przez anonimowych internetowych pieniaczy."
rob-imi - przeczytaj proszę najpierw moje wpisy, zanim zaczniesz wypisywać bezpodstawne oskarżenia. Jest kilka pozytywnych postów, będzie więcej, zapewniam. I nigdy w życiu nie porównywałam Sochaczewa do Warszawy, a wręcz krytykowałam takie porównania, bo pojawiły się takowe w komentarzach pod postem o plusach życia w naszym mieście. Piszę tylko o tym, co dotyka mnie bezpośrednio, głównie z punktu widzenia mamy małych dzieci. Pchałeś kiedyś wózek z dzieciakiem i zakupami po Socho? Naprawdę nie mów mi, że jest dobrze. Nie jest.
Gra w piłkę czy tak naprawdę odbijanie piłki nogą na trawnikach , chodnikach czy innych miejscach do tego nie przeznaczonych nie budzi sympatii w żadnej społeczności . Administrowałem stosunkowo nowa bo 10 letnią nieruchomością w dużym mieście którego nie można oskarżyć o zaściankowość i protesty były tam bardzo wyrafinowane bo angażowano w nie policję a na końcu sąd. Nie jest prawdą że gra w piłkę na trawnikach nie jest zakazana . Jeżeli nie ma bezpośrednich odniesień w regulaminach wspólnoty czy spółdzielni to przechodzi to do tzw. "norm współżycia społecznego" czyli tej część stosunków społecznych która nie została skodyfikowana .