Wakacje, a w szczególności sierpień to dla wyznawców Kościoła rzymskokatolickiego czas pielgrzymek. Jedna z takich pielgrzymek, już po raz 203 wyruszy 1 sierpnia z Sochaczewa do Miedniewic. W tym roku wyruszę już po raz 27. Lubię tą pielgrzymkę. Nie ma tu zapisów, zbędnej biurokracji, właściwie żadnej. Nie ma komercji, ani na trasie, ani w samym sanktuarium. By wyruszyć do Częstochowy, to wiadomo, trzeba mieć pieniądze, zdrowie, kondycję fizyczną. Tutaj długość trasy – 24 kilometry – pozwala prawie każdemu wyruszyć. Po drodze ludzie zazwyczaj życzliwi, z ciekawości wychodzą przed swoje domostwa podczas mijanych wiosek. A każdorazowy proboszcz w Kurdwanowie wraz ze swoimi parafianami co roku przygotowuje słodki poczęstunek dla zgłodniałych i spragnionych pielgrzymów.
W czasach swojej świetności uczestniczyło w niej do 400
osób, w ostatnich latach liczba uczestników z rzadka przekracza 100 osób. Ale
jest dużo młodzieży, jest więc nadzieja, że pielgrzymka przetrwa. Było i tak –
że w latach 60-tych XX wieku, kiedy władze komunistyczne miasta Sochaczewa i
powiatu sochaczewskiego zabraniały jej organizowania. Właściwie do końca lat
80-tych w grupie szedł jakiś tajniak i notował wszystko. Kiedyś podążała ona
szosą żyrardowską, przez Bielice, Guzów, później zmieniono trasę ze względu na
duzy ruch samochodowy, głównie TIR-y. Przedwojenna prasa, nawet ta specjalnie
nie przychylna Kościołowi, wspominała o uroczystościach w Miedniewicach w
których uczestniczyło i 50 tysięcy osób. Ciekawe gdzie oni tam się mieścili?
Dziś 2000 uczestników zapełnia plac przed kościołem. Obecnie o tej pielgrzymce
z rzadka wspomną przed jej wyjściem lokalne media, wiadomo poprawność
polityczna nie pozwala. Kiedyś komuna nie pozwalała, a dzisiaj poprawność,
cokolwiek to oznacza.
Przy tej okazji warto przypomnieć chociaż krótko to miejsce.
Obecnie autor pracuje nad monografią Sanktuarium, która może ukaże się w
przyszłym roku. Miejsce od XVII wieku szczególnie związane z ziemią
sochaczewską. Warto tam również wybrać się w czasie letnich wędrówek po ziemi sochaczewskiej
i jej „kresach”. Sama wieś Miedniewice, której znana przeszłość sięga połowy
XIV wieku położona jest niemal pośrodku drogi między Żyrardowem a Sochaczewem.
Każdy kto tu dotrze, jest zauroczony ciszą i błogim spokojem. To bardzo piękny
kawałek ziemi, jeszcze nie zatruty odpryskami tego, co zbyt często mylnie
uważamy za przejawy ducha współczesnej cywilizacji. Początki powstania
miejscowości o nazwie Miedniewice nie są znane. Wiemy jedynie, że wieś ta od
samego początku należała do książąt mazowieckich. Pierwszą pisemną wzmianką o
istnieniu wsi o takiej nazwie jest wiadomość o spotkaniu arcybiskupa
gnieźnieńskiego Jarosława ze Skotnik z księciem mazowieckim Siemowitem III,
odbytym 17 maja 1359 roku w pałacu arcybiskupa we wsi Skierniewice.
Wieś leży niemal
na skraju dawnej Puszczy Bolimowskiej. Kiedyś tonęła wśród borów, dzięki czemu
jej mieszkańcy zbierali obficie miód z puszczańskich barci. Prawdopodobnie
właśnie od tego pochodzi jej nazwa. Sama wieś powstała w miejscu po
wykarczowanym lesie. Obecnie jest to po Niepokalanowie najsłynniejsze miejsce
pielgrzymkowe w tej części ziemi mazowieckiej. Kiedyś znane było w całej
Polsce, a nawet, jak podają stare kroniki, przybywali tu pielgrzymi z Litwy,
Rusi, Niemiec i Austrii.
Z większością sanktuariów związane są jakieś legendy lub
podania ludowe, które przekazywane z pokolenia na pokolenie, przetrwały do
czasów nam współczesnych. Podobnie jest również z obrazem Matki Bożej
Miedniewickiej, znajdującym się w tutejszej świątyni. Miejscowa tradycja ludowa
podaje, że pierwsza kaplica powstała w miejscu stodoły gospodarza dworskiego
Jakuba Trojańczyka. W 1674 roku udał się on na odpust Zesłania Ducha Świętego
do Studzianny koło Tomaszowa Mazowieckiego. Tam kupił papierowy drzeworyt
przedstawiający małego Jezusa, Najświętszą Marię Pannę i św. Józefa.
Po powrocie ze Studzianny gospodarz umieścił drzeworyt na dębowym słupie wspierającym dach stodoły i często podczas pracy modlił się przed nim. Rychło zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe. Pewnego dnia wieśniak zauważył na umiecionym klepisku ślady stóp dziecka i dwojga dorosłych ludzi. Z kolei sąsiedzi dostrzegli bijące nad stodołą Trojańczyka dziwne światło, pojawiające się rano i wieczorem. Niektórym się zdawało, że to pożar i śpieszyli udzielić pomocy. Z dnia na dzień coraz więcej ludzi przybywało, aby podziwiać to niecodzienne zjawisko. Wieść bardzo szybko rozeszła się po okolicy. Odtąd obraz doznawał coraz większej czci, a ludzie chętnie gromadzili się w stodole na modlitwie, polecając się opiece Świętej Rodziny. Codziennie grupa była coraz większa, gdyż dołączali mieszkańcy okolicznych wsi. Tyle na ten temat mówi nam miejscowa tradycja, przekazywana z pokolenia na pokolenie.
Kiedy wiadomość o zjawisku dotarła do właściciela Miedniewic, starosty guzowskiego Mikołaja Wiktoryna Grudzińskiego, postanowił on zbudować na miejscu stodoły drewnianą kaplicę i jednocześnie w 1675 roku powiadomił o tych nadzwyczajnych wydarzeniach wyższe władze duchowne, prosząc je zarazem o przysłanie do wsi komisji, która by zweryfikowała prawdziwość cudów. W międzyczasie Grudziński wybudował na miejscu stodoły Jakuba Trojańczyka drewnianą kaplicę, której ołtarz był oparty o ten sam słup, na którym wisiała, zakupiona w Studziannie, rycina przedstawiająca Świętą Rodzinę.
Sam Mikołaj Grudziński za swego życia zobowiązał się do wybudowania murowanej świątyni. Wziął na siebie także ciężar wystawienia zakrystii, grobowca, biblioteki oraz murowanego klasztoru dla ojców reformatów, który miał się znajdować przy drewnianej kaplicy. 19 marca 1686 roku Grudziński wprowadził do Miedniewic ojców reformatów, którzy zamieszkali we wzniesionym obok kaplicy drewnianym klasztorze.
l lipca 1692 roku został położony kamień węgielny pod budowę
obecnego klasztoru i robotnicy weszli na budowę. Po dziesięciu latach stały już
mury klasztorne. Podobno pierwsze projekty budowli kreślił zakonnik Mateusz
Osiecki. Kamienie na fundamenty zwożono natomiast z okolicznych wsi.
Mikołaj Grudziński, porażony paraliżem zmarł 9 lutego 1704 roku w pałacu szymanowskim. Kiedy dokonał żywota, jego trzecia żona Lukrecja, która wyszła za mąż za Fryderyka Denhoffa, podstolego litewskiego dokończyła rozpoczętą budowlę. Niestety, szybko skończyły się fundusze przeznaczone przez Mikołaja Grudzińskiego. Zresztą sam fundator jeszcze za życia zaczął odczuwać, iż przedsięwzięcie przerasta jego możliwości i skąpił środków. Przez jakiś czas trwały targi z Grudzińskim, któremu z czasem minął entuzjazm do rozpoczętego dzieła, aż w końcu zakonnicy postanowili sami dokończyć budowę.
Kamień węgielny pod stawianą świątynię położył prymas Teodor
Potocki w 1737 roku. Z powodu planowanej budowy murowanego kościoła rozebrano
wtedy drewnianą kaplicę zbudowaną przez Mikołaja Grudzińskiego w 1676 roku i
przetransportowano w tym samym roku do odległego o 8 km od Miedniewic
Kurdwanowa, gdzie stoi do dnia dzisiejszego.
W dwa lata po wmurowaniu kamienia węgielnego, w 1739 roku z fundacji rodziny Grudzińskich i Duninów, rozpoczęto budowę murowanego kościoła. Ukończono go w 1748 roku, dzięki wydatnej pomocy księżnej Barbary, wnuczki Mikołaja Grudzińskiego. Wówczas również zaprojektowano i wykonano dziedziniec przed kościołem otoczony krużgankami. Projekt barokowej świątyni i całego kompleksu kościelnego przygotował prawdopodobnie znany włoski architekt Józef II Fontana, który z powodu słabego zdrowia, zaprosił do współpracy swego rodaka Tomasza II Beilottiego. Nad całością prac czuwał architekt Andrzej Ceiner, który zmarł w Miedniewicach.
Konsekracji świątyni pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej
Marii Panny i św. Józefa dokonał 28 września 1755 roku arcybiskup gnieźnieński
Adam Ignacy Komorowski (1749-1759), który wcześniej zwrócił się do Stolicy
Apostolskiej o wyrażenie zgody na koronację obrazu. Na patronów świątyni wybrał
on św. Michała Archanioła i św. Antoniego Padewskiego.
O. Benedykt Sokołnicki - gwardian klasztoru w Miedniewicach,
za pośrednictwem kolejnego prymasa, Władysława Łubieńskiego, zwrócił się do
papieża Klemensa XIII o pozwolenie na koronację cudownego obrazu. Papież
przychylając się do prośby, 8 lipca 1764 roku, wysłał odpowiedni dekret,
uznając wizerunek Świętej Rodziny za cudowny i tym samym wydając zezwolenie na
koronację obrazu. Obraz koronował 7 czerwca 1767 roku w uroczystość Zesłania
Ducha Świętego, ówczesny biskup warmiński Ignacy Krasicki. I tak to się
zaczęło.
Mimo, że historia świątyni i klasztoru jest długa, to parafa
w Miedniewicach została erygowana dopiero l maja 1919 roku przez arcybiskupa
warszawskiego Aleksandra Kakowskiego. Od początku XVIII wieku Miedniewice stały
się miejscem pielgrzymek mieszkańców okolicznych miejscowości. Sezon
pielgrzymkowy trwa tutaj zazwyczaj od kwietnia do października, choć jego
szczyt przypada oczywiście w sierpniu. Liczne rzesze pielgrzymów z Błonia,
Łowicza, Skierniewic, Sochaczewa i Żyrardowa pieszo przybywały i przybywają do
sanktuarium w uroczystość Matki Bożej Anielskiej (2 sierpnia).
W tym roku 1 sierpnia o godzinie 18.00 biskup łowicki Józef Zawitkowski odprawi uroczystą Mszę Świętą w intencji Ojczyzny. Dwie godziny później rozpocznie się nabożeństwo, a o godzinie 22.00 spektakl o Świętym Maksymilianie, o północy kolejna Msza Święta. Tradycyjnie już odbędzie się całonocne czuwanie. Pierwsza Msza Święta 2 sierpnia odprawiona zostanie o godzinie 6.00, o 9 specjalna Msza świta dla sochaczewskich pielgrzymów o 12.00 uroczysta suma, której przewodniczył będzie o. Waldemar Ułanowicz, były kustosz Sanktuarium.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze