‘Sok z kaktusa’ Fatso Jetson, Sun Frenzy- 08.07.2012, "Fonobar", Warszawa Days Of The Ceremony, cz.1
To był upalny dzień, na ulicach Warszawy ciężko było o cień. To wymarzony czas aby schłodzić swoje ciało nektarem w postaci piwa. Tak też wraz z moimi kompanami postanowiliśmy uczynić kierując się w stronę klubu ‘Fonobar’, gdzie wieczorem mieliśmy ujrzeć Ojców i braci ‘Desert Punk Rocka’, czyli ekipę FATSO JETSON wprost z wiecznie słonecznej Kalifornii. Przed klubem byliśmy ok. godziny 20:00, na scenie klubu rozstawił się już nasz braterski band ‘Sun Frenzy’, z którym to wspólnie oczekiwaliśmy na przyjazd braci Lalli z ekipą. Powoli atmosfera nabierała napięcia, każde kolejne piwo było coraz lepsze. Z głośników w klubie wydobywały się dźwięki Kyuss-a. Fatso Jetson wciąż byli jeszcze w trasie i tylko wypatrywaliśmy kiedy dotrą na dzisiejszy wieczór. Na dworze było z 30 stopni, ale komary dawały sobie radę z tym upałem. Na początku przybyło niewielu ludzi, nie wiadomo gdzie podziali się fani Stoner Rocka. Czego ci ludzie dziś słuchają? Po opróżnieniu kilku buteleczek atmosfera zaczęła wzrastać, powoli docierało coraz więcej ludzi, zaczęło się robić naprawdę dobrze. Wybiła godzina 21 kiedy to ‘Sun Frenzy’ było już w pełnej gotowości by rozpocząć swój występ. I wystartowali w momencie, gdy wraz z paroma osobami doczekaliśmy się przyjazdu Fatso Jetson. Teraz już było wiadomo, że wieczór będzie na maksa gorący. Wszyscy tymczasem zaczęli już kołysać się pod sceną przy dźwiękach Sun Frenzy . Ja tymczasem zapoznawałem się z Tonym Tornayem , Larry Lallim oraz z samym wielkim ‘Boomerem’, czyli Mario Lallim . Do grupy dołączył na trasę syn Mario – Dino Lalli , uzupełniając tą rodzinną atmosferę. Po krótkim zapoznaniu pomogłem bandowi w noszeniu sprzętu do klubu. Sun Frenzy grało już drugi numer (pamiętający jeszcze czasy poprzedniego perkusisty, „Mountain High”, zresztą ten stary materiał stanowił ponad połowę repertuaru grupy) kiedy wtopiłem się w grono ludzi kołyszących się pod sceną. W muzyce chłopaków było czuć wpływ samego Fatso Jetson, jak i sceny Desertowej lat 90’-tych. Przeplatane szybkie, lekko punkowe akcenty połączone wraz z psychodelią Kyuss-owych, transowych riffów wprowadzały wielu w dobry nastój. Nagłośnienie naprawdę dawało radę, chłopaki z Sun Frenzy również. Z każdym utworem publika coraz energiczniej odbierała muzykę, która wypływała ze sceny. Johny bujał się na niej, często dorywając swoją ‘kaczkę’ by zagrać jedną z wielu solówek. Krzysztof wydzierał swoje gardło jak i wspaniale dodawał Groove"u na basie w bardziej transowych utworach. No i oczywiście nasz ‘Pan Huragan’, czyli Motek wspaniale zespajał całą trójkę współtworząc bardzo ciekawą sekcję z basem. Na koncercie Sun Frenzy nie było czasu na nudę i choć był to „tylko” rock to właśnie takiego rocka brakuje na naszej polskiej scenie.
W trakcie koncertu mięliśmy okazję przyjrzeć się także chłopakom z Fatso Jetson, którzy stroili się z boku sceny i obserwowali koncert Sun Frenzy. Miałem okazję porobić kilka fotek i nacieszyć się tym, że oto zaraz spełni się moje jedno z największych muzycznych marzeń. Kiedy zaczynałem poznawać scenę ‘Desert Rocka’ nawet nie myślałem, że poznam ją z takiego bliska. Była to dla mnie legenda, o której mogę tylko pomarzyć i jedynie posłuchać tych wspaniałych płyt z upalnej Kalifornii, a tymczasem Kalifornia za sprawą organizatorów Days Of The Ceremony przeniosła się do Warszawy!
Kilka minut po 22-ej na scenie pojawił się Fatso Jetson, który od samego początku został gorąco przyjęty. Tym samym równie gorąco przyjął nas sam zespół. Nie jestem w stanie odtworzyć set listy w 100 procentach, ale wiem, że rozpoczęli koncert z taką energią, że moje ciało od razu ogarnął szał. Nie potrafię stać spokojnie kiedy słyszę muzykę takiego kalibru. Istna petarda w uszy od utworu ‘Magma’, który powala ciężkim bluesowym riffem (Larry brzmiał mega ciężko),czy ‘Orgy Porgy’ przy którym można poczuć się jak na rodeo. Było również i bardziej jazzowo, czy też punkowo w ‘Nigtmares Are Essential’. Pomimo problemów ze zdrowiem jakie miewał w ostatnim czasie Mario, w ‘Fonobarze’ dawał z siebie wszystko, a nawet powiedziałbym, że nie widać było po nim aby pomimo swojego wieku miał jakieś problemy. Za energię jaką wkładał w muzykę i zaangażowane można mu tylko podziękować i brać przykład, że człowiek taki jak Mario Lalli, który stoi na scenie od początku lat 80’-tych wciąż się nie wypalił. Tym samym zaprzecza tezie, że rock jest tylko dla młodych. W trakcie występu gitara Mario zalana była cała potem. Było naprawdę gorąco. Przy takim utworze jak ‘The Untimely Death Of The Keryboard Player’ który jest mocniejszy niż wszystkie metalowe, czy punkowe petardy trudno się nie zalać potem. Mieliśmy okazję posłuchać także bardziej desertowej, psychodelicznej odsłony zespołu w utworze ‘New Age Android’, czy ‘Lighting Yourself On Fire’ przy którym wszyscy odlecieli. Były także takie petardy jak ‘I’ve Got The Shame’, czy ‘Too Many Skulls’. Nie zabrakło także tych bardziej surferskich odlotów przy niemal jammowanm ‘Graffiti In Space’, ‘Flames For All’. W jednym z ostatnich utworów (Orgy Porgy) Mario pokazał całą swoją formę wokalną śpiewając do publiczności bez mikrofonu . Koncert trwał około półtorej godziny, na koniec dostaliśmy jeszcze dwa bisy (jeśli dobrze pamiętam) ‘Jet Black Boogie’ i ‘Arcaic Volmes’ promujące ostatnią płytę. Fatso Jetson zagrało w Polsce po raz pierwszy i widać było, że dobrze się bawią przy naszej publiczności. Koncert był bardzo energiczny i mam nadzieję, że w jakiś sposób nas zapamiętają. Tuż po koncercie mięliśmy okazję porozmawiać z członkami zespołu, okazali się bardzo otwartymi i sympatycznymi ludźmi. Porobiliśmy sobie kilka miłych fotek, dostaliśmy autografy po czym udaliśmy się na piwo ponieważ większość czuła się jak wyciśnięty kaktus, wszystkie soki zostawiliśmy pod sceną. Naprawdę było warto! Dziękuje w ramach ‘Kulturki’ jak i swoim własnym za ten wieczór Fatso Jetson, Sun Frenzy, klubowi ‘Fonobar’, ‘Booking Ceremony’ i wszystkim którzy tańczyli razem ze mną pod sceną…
Chriss Mc Dope P.S. Więcej o Fatso Jetson już wkrótce… Poniżej fotorelacja autorstwa niezastąpionego Pawła Wygody
W najbliższą niedzielę w ramach "Days Of The Ceremony" w warszawskim "Fonobarze" wystąpi amerykańska kapela, Weedeater.
Poniżej pełna rozpiska festiwalu:
15 VII - Weedeater + Major Kong + Broken Betty (bilety - 35/45 zł) 18 VII - Ufomammut + Belzebong + Dopelord (bilety - 40/50 zł) 20 VII - The Flying Eyes + Horisont + Vagitarians (bilety - 30/40 zł) 25 VII - Eyehategod + Vagitarians + o.d.r.a. (bilety - 65/75 zł)
Wszystkie gigi odbędą się na openerowej scenie klubu Fonobar. Cena karnetu to 160 zł.
Przypominamy, że odbędzie się także after party Days of the Ceremony. Gwiazdą after party jest CROWBAR, który wystąpi w warszawskiej Progresji 8 sierpnia.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze