Reklama

Aconcagua zdobyta

Urząd Miasta w Sochaczewie
04/04/2006 14:17
Szczęśliwie zakończyła się wspierana przez Burmistrza Bogumiła Czubackiego miesięczna wyprawa na najwyższy szczyt Ameryki Południowej - Aconcagua. Zorganizowała ją grupa młodych ludzi kochających wspinaczkę górską. Jednym z uczestników tej wyprawy był student z Sochaczewa p. Marek Kruczyk.
Podróż rozpoczęła się 9 lutego na warszawskim Okęciu, skąd grupa studentów poleciała do Mediolanu i tam przesiadła się w samolot do Buenos Aires. Stolica Argentyny przywitała ich trzydziestostopniowym upałem. Spędzili tam jeden dzień na zwiedzaniu. Widzieli m.in. Wieżę Anglików, ulicę Florida, katedrę i tango na ulicy. Wieczorem udali się na dworzec Retiro i wyjechali bardzo nowoczesnym autokarem w kierunku zachodzącego słońca – do Mendozy. To dwumilionowe miasto jest argentyńską stolicą wina.
12 lutego grupa wyjechała do Punta de Vacas, gdzie po zorganizowaniu mułów, które wniosły część bagaży do bazy Plaza Argentina, rozpoczęto trekking. Jeszcze tego samego wieczoru dotarli do pierwszego postoju – Pampa de Lena, gdzie musieli okazać się pozwoleniami na przebywanie w Parku Narodowym Aconcagua.
Następny dzień spędzili na podziwianiu doliny Punta de Vacas, żeby wieczorem po raz pierwszy ujrzeć naszej wyprawy – Aconcaguę. Po noclegu w obozie ruszyli w kierunku góry, a 8 godzin później dotarli do bazy wyprawy – Plaza Argentina (4200m n.p.m.). Tam studenci przeszli badania lekarskie.
- 17 lutego stanął obóz I na wysokości 5100m n.p.m.. Po jednodniowym odpoczynku postanowiliśmy wynieść depozyt do obozu II na 5900m n.p.m.. Ten fragment okazał się bardzo męczący, więc następny dzień przeznaczyliśmy na zejście do Plaza Argentyna. Cztery dni później przypuściliśmy szturm na „dwójkę” i cała akcja zakończyła się sukcesem, w komplecie rozbiliśmy obóz II. Ze względu na niezłe samopoczucie całej ekipy doszliśmy do wniosku, że nie ma na co czekać i o 4.00 rano, 22 lutego, podjęliśmy próbę ataku szczytowego. Niestety góra nie poddała nam się tak łatwo i o godzinie 11.00 zdecydowaliśmy się na odwrót. Zmusił nas do tego słynny andyjski wiatr – Viento Blanco, który wiał z taką siłą, że utrzymanie się na nogach przychodziło nam z wielkim trudem – opowiada Marcin Kruczyk.
Kolejny dzień grupa przeznaczyła na odpoczynek, aby 24 lutego spróbować ponownie zaatakować szczyt. Pogoda była doskonała, nie było już wiatru, zachmurzenie prawie zerowe – nic tylko zdobywać najwyższy wierzchołek Aconcagui.
- Próbę ataku szczytowego podjęliśmy w dwóch zespołach. Wojtek w towarzystwie dwóch amerykańskich instruktorów wspinaczki – Paul’a i Jeff’a zaatakował Drogę Bezpośrednią Przez Lodowiec Polaków (Directo Polaco), a Basia, Michał i ja Fałszywą Drogę Polaków (Falso Polaco). Niestety ze względu na złe samopoczucie Basia i Michał przerwali atak. Ja po niespełna 10 godzinach wspinaczki, o 14.41 stanąłem na szczycie. Wojtek osiągnął szczyt dokładnie 6 godzin później po 17 godzinach spędzonych na lodowcu – relacjonuje Marcin Kruczyk.
Kolejne 3 dni zajęło zejście wraz ze sprzętem do Puente del Inca, gdzie studenci spędzili dwie doby na świętowaniu górskich sukcesów. 1 marca w świetnych humorach grupa ruszyła dalej na zachód. Przekroczyli granicę chilijską i dojechali do Santiago. Jeszcze tego samego wieczoru wyjechali na północ Chile do miejscowości Copiapo. Jest to miasto, które samo w sobie nie ma wielkich atrakcji turystycznych, ale wokół niego znajduje się wiele ciekawych miejsc.
- Korzystając z tego wypożyczyliśmy dwa pick-up’y i wybraliśmy się na wycieczkę do parku narodowego Nevada y Tres Cruzes. Podziwialiśmy ośnieżone szczyty wulkanów odbijające się w idealnie równej tafli wody w lagunie Santa Rosa. Kolejnym punktem programu była laguna Verde. Jadąc w jej kierunku mieliśmy okazję zobaczyć Ojos del Salado (6893m n.p.m.) – drugi co do wysokości szczyt Ameryki południowej, a przy okazji czynny wulkan. Kilka minut później zaparło nam dech w piersiach na widok lazuru laguny Verde. Nikt z nas nie spodziewał się, że coś takiego może w ogóle istnieć. Spędziliśmy nad jeziorem sporo czasu i zażyliśmy relaksującej kąpieli w gorących źródłach – dodaje M. Kruczyk.
Następny dzień upłynął na zwiedzaniu starej, chilijskiej winnicy i przygotowywaniu się do wyjazdu z Copiapo. Wieczorem autokarem rozpoczęli podróż powrotną. Z Santiago pojechali prosto do Mendozy, a stamtąd na lotnisko do Buenos Aires. Po przesiadce w Mediolanie szczęśliwie wrócili do Polski.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ccie 2006-04-13 23:58:28

    To jest cos niesamowitego ..... pojawic sie w takiej okolicy i jeszcze moc robic zdjecia. Super .... :-) Bardzo chetnie wybiore sie na takie spotkanie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gosia 2006-04-04 00:00:00

    Niesamowite! Piękny ten świat i zdjęcia przepiękne. Gratuluję wyprawy i namawiam do zarganizowania otwartego spotkania... ze slajdami wzbogaconego relacją uczestników. Co Wy na to?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama