Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Niezmiernie cieszę się, że się podobało. Mimo faktu, iż koncert odbył się w tygodniu frekwencja była bardzo dobra. Muzycy brzmieli bardzo subtelnie, ale nie osłabiło to w żaden sposób recepcji audytorium. Pozytywne reakcje od wielu osób oraz świetny kontakt z muzykami (nie tylko ostatnio) motywuje mnie i moich kolegów do dalszych działań w tym zakresie. Zapraszamy gwiazdy z kraju i z zagranicy (zdarzyło się dwa razy), jednak nie zamykamy się na lokalne talenty. W sierpniu robimy małą pauzę, a we wrześniu ruszamy. Pomysłów nie brakuje! Pozdrawiam i zapraszam na nasze koncerty.
Trafna uwaga! Jest rzeczą nader oczywistą, że problem improwizacji nie dotyczy tylko jazzu. W niektórych akademiach klasycznych naucza się improwizacji wg reguł muzyki klasycznej np. na temat Bacha czy Mozarta. Można śmiało powiedzieć, że improwizacja to pewien określony sposób myślenia i generowania muzyki w ogóle, w którym występuje jakiś element nieprzewidywalności/przypadkowości. To tak jak mówienie w języku. Znamy reguły łączliwości wyrazów oraz znaczenie słów i w danej sytuacji zgodnie z zamysłem stosujemy ten aparat. Granie z nut, to jak czytanie gotowego tekstu. Improwizator zna system muzyczny i zgodnie ze swoim zamysłem generuje określone dźwięki. Paradoksalnie sztuka impowizacji jest bliższa historycznie muzyce etnicznej - chociażby z kręgu Azji. Kiedy ludzie zauważyli, że można grać pewien określony zbiór dźwięków w dowolnej kolejności i wg podziału na dowolne wartości - dali właśnie początek improwizacji. O muzyce wtedy myślano raczej linearnie. Do dziś korzystamy ze skal arabskich (np. Caravane Ellingtona czy nasz kompozytor K. Szymanowski). W Europie zaś zaczęto myśleć o dźwiękach niejako "piętrowo" - zaczęto tworzyć współbrzmienia i tak zrodziła się harmonia. Jak powiedział śp. Stefan Kisielewski "Jazz to synteza sprzeczności". To co w muzyce klasycznej jest wyjątkiem w jazzie stanowi niemal regułę. Jazz nigy nie narodziłby się, gdyby nie wspaniała tradycja harmoniczna z Europy. Rytmika to rzecz jasna zasługa kultury afroamerykańskiej. Jeśli chodzi o tzw. imporwizowanie "klasyczne", to prym wiodą - jak się wydaje - organiści. Sposób harmonizowania w jazzie - co do zasady ruchu głósów - jest bardzo zbliżony do polifonii barokowej. Wszyscy wielcy kompozytorzy w zasadzie umieli improwizować od Bacha począwszy poprzez klasyków wiedeńskich, wielkich romatyków (Chopin był wybitnym improwizatorem - jak na tamte czasy można powiedzieć quasi-jazzowym) a na Gershwinie skończywszy. Pozdrawiam
Czyli panie Szymonie, będziemy mieli okazję poznać mistrza improwizacji muzyki poważnej, świetna sprawa.
Bardzo dziękuję za wyjaśnienia.
"czy zna Pan muzyka który nie potrafi improwizować?" ja znam....bardzo wielu!Ogromna większość samouków improwizuje lepiej od wykształconych instrumentalistów. Nie mówię tu akurat o absolwentach wydziałów jazzowych
Witam. Powiem więcej - ogólnie rzecz biorąc mało który muzyk tak naprawdę posiadł tę sztukę. Wg mnie obok komponowania dźwięków sama istota improwizowania również zawiera spory element kreacji - oczywiście w innym nieco wymiarze. Polskie szkoły muzyczne i akademie (poza jazzowymi) w zasadzie uczą interpretacji tradycji - sprawa też niezwykle istotna! Wszyscy zatem intrumentaliści kierunków klasycznych to w założeniu przyszli soliści. Rzeczywistość jednak bywa zgoła inna. W takim kraju jak Niemcy, gdzie tradycja jazzowa jest uboższa niż w Polsce (oceniając choćby wg liczby znanych gwiazd) - powszechnie naucza się jazzu. Adept klasycznej trąbki nie uzyska dyplomu, jeśli nie zaliczy pewnego pensum z zakresu tradycji jazzowej. Jest to o tyle paradoksalna sytuacja, gdyż nasza Polska Szkoła Jazzu to zauważalny i niemały wkład do muzycznej kultury światowej. Improwizacja improwizacji wg mnie nie równa w tym sensie, że jeśli słyszę następstwo dźwięków i one mają się nijak do zagranego wcześniej tematu, to trzeba takie podejście chyba słabiej ocenić. Często nawet same gwiazdy idą na przysłowiowe skróty. Słyszałem live Adama Makowicza (światowej klasy pianistę jazzowego) ponad rok temu w Kościele Ewangelicko-Augsburskim w Warszawie, kiedy grał improwizacje na temat Bacha. Miałem niedosyt, gdyż zdarzało się, że przegrał temat jakiegoś chorału bachowskiego, po czym w ramach improwizacji po prostu grał "swoje" - czyli bez odniesienia do czegokolwiek. Reasumując: A. Lesicki wg mnie improwizuje muzycznie, co - jak sie wydaje - szczególnie u gitarzystów nieczęsto się zdarza. Tym bardziej, że gitara z uwagi na swą konstrukcję w odróżnieniu do fortepianu implikuje inny sposób myślenia harmonicznego. Jest to niezbity dowód na to, że A. Lesicki faktycznie rozumie harmonię jazzową i świetnie ją potrafi stosować w improwizacji. Pozdrawiam i zapraszam na koncert!
Panie Szymonie mam pytanko: czy zna Pan muzyka który nie potrafi improwizować? Co oznacza stwierdzenie "melodia (temat) ozdobiona dźwiękami skali"? Uważam, że upiększanie takimi słownymi ozdobnikami nie przybiża nas do zrozumienia artysty.
Pozdrawiam Karol
Koncert Artura Lesickiego to uczta nie tylko dla gitarzystów, ale dla wszystkich miłośników dobrej muzyki. Ci, co korzytali z jego szkółek gitarowych, dobrze wiedzą o co chodzi. Lesicki ma dosyć rzadką wśród muzyków - wg mnie - umiejętność "muzycznego" improwizowania. Potrafi niczym klasycy wiedeńscy dokonać mistrzowskiego przetworzenia tematu, tak jak to ma właśnie miejsce w formie sonatowej. W tych improwizacjach wyczuwa się melodię (temat) ozdobioną dźwiękami skali. Instynkt muzyczny i przywiązanie do rzemiosła robią swoje. Jak sądzę - jest jednym z niewielu gitarzystów - który doskonale rozumie harmonię zarówno w wymiarze praktycznym, jak i teoretycznym. Lesicki nie gra nazbyt figuracyjnie, choć pewnie potrafi, ale wydobywa z gitary "właściwe" dźwięki we właściwym czasie. Zapraszam serdecznie!
Niezmiernie cieszę się, że się podobało. Mimo faktu, iż koncert odbył się w tygodniu frekwencja była bardzo dobra. Muzycy brzmieli bardzo subtelnie, ale nie osłabiło to w żaden sposób recepcji audytorium. Pozytywne reakcje od wielu osób oraz świetny kontakt z muzykami (nie tylko ostatnio) motywuje mnie i moich kolegów do dalszych działań w tym zakresie. Zapraszamy gwiazdy z kraju i z zagranicy (zdarzyło się dwa razy), jednak nie zamykamy się na lokalne talenty. W sierpniu robimy małą pauzę, a we wrześniu ruszamy. Pomysłów nie brakuje! Pozdrawiam i zapraszam na nasze koncerty.
Super koncert, warto było przyjść, piękna muzyka!
Trafna uwaga! Jest rzeczą nader oczywistą, że problem improwizacji nie dotyczy tylko jazzu. W niektórych akademiach klasycznych naucza się improwizacji wg reguł muzyki klasycznej np. na temat Bacha czy Mozarta. Można śmiało powiedzieć, że improwizacja to pewien określony sposób myślenia i generowania muzyki w ogóle, w którym występuje jakiś element nieprzewidywalności/przypadkowości. To tak jak mówienie w języku. Znamy reguły łączliwości wyrazów oraz znaczenie słów i w danej sytuacji zgodnie z zamysłem stosujemy ten aparat. Granie z nut, to jak czytanie gotowego tekstu. Improwizator zna system muzyczny i zgodnie ze swoim zamysłem generuje określone dźwięki. Paradoksalnie sztuka impowizacji jest bliższa historycznie muzyce etnicznej - chociażby z kręgu Azji. Kiedy ludzie zauważyli, że można grać pewien określony zbiór dźwięków w dowolnej kolejności i wg podziału na dowolne wartości - dali właśnie początek improwizacji. O muzyce wtedy myślano raczej linearnie. Do dziś korzystamy ze skal arabskich (np. Caravane Ellingtona czy nasz kompozytor K. Szymanowski). W Europie zaś zaczęto myśleć o dźwiękach niejako "piętrowo" - zaczęto tworzyć współbrzmienia i tak zrodziła się harmonia. Jak powiedział śp. Stefan Kisielewski "Jazz to synteza sprzeczności". To co w muzyce klasycznej jest wyjątkiem w jazzie stanowi niemal regułę. Jazz nigy nie narodziłby się, gdyby nie wspaniała tradycja harmoniczna z Europy. Rytmika to rzecz jasna zasługa kultury afroamerykańskiej. Jeśli chodzi o tzw. imporwizowanie "klasyczne", to prym wiodą - jak się wydaje - organiści. Sposób harmonizowania w jazzie - co do zasady ruchu głósów - jest bardzo zbliżony do polifonii barokowej. Wszyscy wielcy kompozytorzy w zasadzie umieli improwizować od Bacha począwszy poprzez klasyków wiedeńskich, wielkich romatyków (Chopin był wybitnym improwizatorem - jak na tamte czasy można powiedzieć quasi-jazzowym) a na Gershwinie skończywszy. Pozdrawiam