Relacja z koncertu Ani Dąbrowskiej 07.03.2011. Och! Film Festiwal, Łowicz
Koncert Ani Dąbrowskiej podczas tegorocznej edycji Och! Film Festiwalu cieszył się ogromnym zainteresowaniem. O czym świadczyły wyprzedane wszystkie bilety już prawie miesiąc przed tym wydarzeniem. Pomysł organizatorów festiwalu okazał się być prawdziwym strzałem w dziesiątkę, gdyż repertuar artystki podczas trasy promującej jej nowy album to swoistego rodzaju przekrój po najbardziej zapadających w pamięć muzycznych utworach filmowych. "Ania Movie" to projekt, w którym artystka w towarzyszeniu "Big Bandu" z prawdziwego zdarzenia odświeża i oddaje hołd takim muzycznym perełkom jak: "Bang Bang" duetu Cher & Bono, beatlesowskiemu "Strawberry Fields Forever", czy słynnemu "Sounds of Silence" Simona & Garfunkela. Z tymi i wieloma innymi utworami z ostatniej płyty artystki mieliśmy przyjemność obcować na żywo.
Sala łowickiego Kina "Fenix" wypełniona była po brzegi. Mimo to klimat był raczej kameralny,, głównie ze względu na to, że publiczność zupełnie jak na seansie filmowym bądź na przedstawieniu teatralnym usadowiła się wygodnie na siedzeniach. Koncert rozpoczął się o godz. 19:20. Muzycy pojawiali się na scenie w zupełnych ciemnościach. Światło zabłysło wraz z pojawieniem się samej gwiazdy wieczoru. Na wstępie wokalistka przeprosiła nas za przełożenie terminu koncertu i od razu też zaznaczyła, że nie do końca dobrze dysponowane jest jej gardło, ale zapewniła, że da z siebie wszystko. I jak obiecała, tak zrobiła. Jednak życzę wszystkim wokalistkom w Polsce takiej "niedyspozycji". Zaczęła od utworu " Time of my life" ze słynnego "Dirty Dancing". Bardzo szybko poleciał singlowy "Bang Bang". Co jakiś czas Dąbrowska próbowała zmobilizować ludzi do tego by wstali z miejsc, żartobliwymi tekstami typu: "Wy, dziewczyny dobrze się bawicie. Za chwilę widzę was tańczące pod sceną", "Zima na dworze, za chwile chyba się zapadniecie w te miękkie fotele". W końcu upór się opłacił. W jej autorskim utworze pochodzącym z trzeciej płyty ("W spodniach czy w sukience") "Nigdy więcej nie tańcz ze mną", jakby na przekór tytułowym słowom publika poderwała się z krzeseł do płomiennego tańca. Po prostu w tym momencie byliśmy już zupełnie "kupieni" i opanowani przez Anię i jej big band. Najlepiej zostały przyjęte zresztą utwory z jej pierwszych płyt, takie jak szlagierowe "Tego chciałam", czy nostalgiczny "Charlie, Charlie". Natomiast na mnie zdecydowanie największe wrażenie zrobił fragment kończący zasadniczą część koncertu, w którym połączono psychodeliczną kodą dwa utwory "Silent Sigh" i "Sound of Silence". Naprawdę mimo iż wcześniej nie byłem jakimś wielkim entuzjastom twórczości Pani Ani, stałem z rozdziawioną "japą" i chłonąłem wszystkie dźwięki, które oplatały mnie jak pajęcza sieć. Po zakończeniu utworu stałem w niemałym szoku. Tymczasem wokalistka pożegnała się i wraz z zespołem zeszła ze sceny. Długo jednak jej nieobecność nie trwała. Wróciła przywołana przez głośno domagającą się tego publiczność. Na deser serwując jeszcze trzy utwory, wśród których było moje ulubione "Strawberry Fields Forever". Cóż, myślę, że takiego wykonania Beatlesi by się nie powstydzili. Muszę przyznać, że tego wieczoru największe wrażenie na mnie zrobił rozmach koncertu. Znakomity dziewięcioosobowy zespół: dwóch trębaczy (saksofon, flet, trąbki), dwoje klawiszowców, dwuosobowy chórek, basista, gitarzysta i perkusista. A także gra świateł i wizualizacje, które pojawiały się za plecami muzyków w połączeniu ze świetnie dysponowaną wokalnie Anią stworzyły niezapomniany show. Publiczność łowicka pokazała jak można i powinno się kulturalnie bawić na tego typu imprezach a sam koncert był czymś tak gorącym, że poczułem się już jakby była wiosna. Jeszcze raz wielkie brawa dla organizatorów festiwalu za pełen profesjonalizm i moc wrażeń. Obyśmy i My w Sochaczewie doczekali się podobnego wydarzenia.
TEKST I ZDJĘCIA: Łukasz "Ch-Fu" Szewczyk
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze