Reklama

Beata Oziemblewska - poetka nieco inna

Tygodnik Echo Powiatu
13/02/2007 13:59

- Ta baśń powstała z potrzeby stworzenia takiego tworzywa, które da możliwość pracy z dziećmi pod różnym kątem. Była tworzona po to, by można było ją zainscenizować, dlatego jest to utwór pełen dźwięków, zrobić z niej wspaniałe słuchowisko radiowe, co zresztą czyniłam, by można było zrobić z niej książeczkę, zilustrować, czyli przedstawić w formie plastycznej. Jest to też dobre ćwiczenie na wyobraźnię, ponieważ można poprosić dzieci o wymyślenie zakończenia tej baśni, o odpowiedź na pytanie, kim był ten Fyś, który spowodował, że czarownica znikła - opowiada o genezie nagrodzonego utworu Beata Oziemblewska.

Na tle nagrodzonych w naszym konkursie poetyckim DOBRE SŁOWO utworów, wiersz Beaty Oziemblewskiej zdecydowanie się wyróżnił, co zresztą znalazło potwierdzenie w przyznanym jej - nomen omen - wyróżnieniu w kategorii dorosłych. A wyróżnił się nie tylko dlatego, że był to wyjątkowy przypadek, gdy autor przesłał na konkurs tylko jeden utwór, podczas gdy można było przesłać pięć, z czego uczestnicy przeważnie maksymalnie korzystali. Otóż wierszyk „Kim był Fyś?” wyróżnił się również tematem - to, jak słusznie mówi autorka, baśń dla dzieci.

Ale jury doceniło Beatę nie tyle za tę konkursową wyjątkowość, ile za wartość literacką nadesłanego utworu, o którym Zofia Król, członkini komisji, powiedziała: - Bogate poczucie humoru, które wiąże się z dystansem wobec własnego tekstu. Dobrze, z łatwością, komponowane rymy. Regularny, konsekwentny i odpowiednio dobrany do humorystycznej konwencji rytm wiersza. Niewymuszona zgodność formy z treścią.

Beata nadesłała na konkurs tylko jeden wiersz nie dlatego, że ten uznała za najlepszy i nie dlatego, że tak mało pisze. Pisze sporo, ale są to głównie scenariusze przedstawień dla dzieci, scenki rodzajowe, skecze, które realizuje z małymi podopiecznymi Zespołu Szkół w Chodakowie oraz tamtejszej filii Miejskiego Ośrodka Kultury. Nasza laureatka już od dwóch lat prowadzi w MOK-u estradę dziecięcą, którą tworzą dwie grupy: młodsza to “Łobuziaki z naszej paki”, starsza - “Ani Be, Ani Me”. Napisała dwie współczesne wersje “Kopciuszka”, “Szkołę na wesoło”, “Jeden dzień z życia szkoły”, przedstawienia okolicznościowe, piosenki. Jedną z tych piosenek - o zdrowiu - dzieci wywalczyły wyróżnienie w ogólnopolskim konkursie.

- Uwielbiam pisać dla dzieci i z dziećmi. Bo one są prawdziwą skarbnicą pomysłów, tworzą na bieżąco, a najbardziej lubią tworzyć teksty do popularnych piosenek, zmieniać je pod kątem naszych przedstawień. Dzieci są też dla mnie najwspanialszym krytykiem. Gdy widzę, że od razu chwytają to, co napiszę, jest to dla mnie największa nagroda i pochwała jednocześnie.
Beata Oziemblewska nie lubi sięgać po gotowe, powszechnie dostępne teksty przedstawień. Swój wierszyk o Fysiu również wykorzystywała w pracy z dziećmi wielokrotnie: - Ten wiersz dał mi możliwość podejścia do literatury w inny sposób. Stworzył bazę do różnych pomysłów na scenariusze. Teraz na przykład piszę wierszowane przedstawienie na Dzień Matki, staram się znowu, by było żartobliwe, by dzieci czuły, że to jest dla nich. Sama po prostu mam takie doświadczenie ze szkoły, że uczyliśmy się masy przepięknych wierszy, ale niestety, ich sens kompletnie do nas nie docierał. Jednym słowem, tworząc nie myślę o sobie, tylko o dzieciach, robię to dla nich i chcę, żeby czuły się w tych utworach bardzo dobrze.

A czy istnieje prywatny, intymny świat literacki Beaty Oziemblewskiej? Poezji czy prozy pisanej przez nią dla siebie?
- Istnieje, tylko jest zagrzebany gdzieś tam głęboko w papierach. Często dotyczy bolesnych spraw, kiedyś napisałam taki wiersz-list po przeżyciach bardzo trudnych, związanych ze śmiercią mojego taty, który był mi bardzo bliską osobą... Ale są też wiersze, które towarzyszyły mi przy narodzinach dzieci, bardzo intymne... Gdzieś mam te teksty pochowane i tylko czasami, jak jest mi smutno albo chcę powspominać, sięgam po nie.

Wyróżnienie w konkursie DOBRE SŁOWO bardzo ją zaskoczyło, ale oczywiście mile. - Bardzo mnie to dowartościowało. Jestem takim człowiekiem, którego rzadko coś pobudza do działania, nie umiem też przegrywać, powiem szczerze, bardzo boleśnie przeżywam porażki i jakieś złe doświadczenia. Na przykład do dzisiaj pamiętam, jak pani w przedszkolu niesłusznie mnie ukarała, za przewinienie, o którym nie miałam żadnego pojęcia. Do tej pory każda ostra krytyka pod moim adresem paraliżuje mnie, robię się taka maleńka. Za to pochwały dodają mi skrzydeł, mam nadzieję, że to wyróżnienie spowoduje, iż będę więcej pisać i może w końcu to wszystko wydam...

figa

Kim był Fyś?

Przy piaszczystej dróżce
stał domek na nóżce.
W domku tym mieszkała
Baba-Jaga Mała.
Była bardzo miła,
po lesie chodziła,
ludziom pomagała
i często się śmiała.
Obok niedaleczko,
tuż nad samą rzeczką,
mieszkała jej siostra
- Czupiryna Ostra.
Ostra wojowała,
ludzi zaczepiała,
wciąż im dokuczała,
na miotle latała.
Pewnej ciemnej nocy,
gdzieś koło północy,
kiedy Jaga Mała
smacznie sobie spała
i głośno chrapała,
zaskrzypiało, zazgrzytało
i do chaty coś wleciało.
Szybki wiatr
z szumem wpadł,
mały kotek z pieca spadł.
Przeraźliwym głosem
swojej pani znak dał:
“- Miau, miau, miau,
miau, miau, miau!”.
Pociągnął koteczek
za długi sznureczek,
zadzwonił dzwoneczek.
I ten hałas usłyszała
rozbudzona Jaga Mała.
Zaziewała,
podskoczyła
i swą siostra zobaczyła.
“- Czupiryno, duszko miła,
tyś mnie bardzo wystraszyła”.
Na to ona rozwścieczona:
“- Chcę natychmiast kociego ogona,
ćwierć oka starego gawrona,
pazur kury, grzebień koguta
i sznurowadła ze starego buta.
Nie pogardzę też i uchem,
psim futerkiem, karaluchem!”.
“- O, o, o! Na cóż ci to, siostro miła?”.
“- Będę czary dziś czyniła!
Cha, cha, cha, he, he, he
i nie pytaj dłużej mnie!
Dawaj szybko i nie zwlekaj,
bo wnet kara na cię czeka.
Łupu, cupu, łupu, cup,
bo się zrobi wielki huk!”.
Zatupała buciskami,
zazgrzytała zębiskami
i rzuciła się znienacka
na biednego kota Wacka.
A kociątko dalej w mig
pod łóżeczko: myk, myk, myk.
“- Miau, miau, ratuj Jago miła!
By nic złego nie zrobiła
nam tu wszystkim Czupiryna”.
“- Muszę czary te uczynić,
bo wnet ciebie będę winić!
Hu, hu, ha, hu, hu, ha
zaraz będę bardzo zła!
Powyrzucam wszystkich z chaty,
porozbijam wszystkie graty!
Raz, dwa, trzy,
czarną wroną będziesz ty!
No, a ciebie Jago Mała
w szczura zmienić będę chciała!”.
“- Stój!” - tupnęła Jaga Mała.
“- Toż bym pomóc bardzo chciała,
ale Wacuś jest mi drogi,
no a Ciapek tak pilnuje,
gdy ktoś blisko hałasuje
i nie mogę tu obecnych
oddać dla twych czynów niecnych”.
- Trach! Zrzuciła garnek z półki,
podskoczyły wszystkie bułki.
- Buch! Spadł czajnik z wielkim hukiem,
mysz zadrżała pod kożuchem.
- Bach! Patelnia poleciała,
bardzo głośno zabrzęczała.
- Świst! Przeleciała nad głowami
mała taca z kubeczkami.
Na to czekał mały Fyś,
co potrafił nie od dziś
walczyć z czarownicami.
Przeszedł cicho obok ściany,
schował się za firany.
Jak nie ryknie,
jak nie wrzaśnie,
w Czupirynie serce gaśnie...
Kurczy się i zwija
i syczy jak żmija,
aż znika niespodziewanie
na kwiecistym dywanie.
A zwierzęta zadziwione
pokrzykują ucieszone:
“- Hau, hau, hau, miau, miau, miau,
kuku-ryku, ko, ko, ko,
poszło sobie od nas zło”.
Kim był Fyś?
Tego nie wie nikt do dziś...

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości