Z ks. prałatem Antonim Jaszczołtem, proboszczem parafii Narodzenia Najświętszej Marii Panny rozmawia Jolanta Śmielak- Sosnowska. - W sobotę, 25 czerwca minęło 40 lat, od kiedy ksiądz prałat zarządza trojanowską parafią. Jak to się wszystko zaczęło? - Rzeczywiście, w 1965 roku, po kilku latach wikariatu, skierowano mnie tutaj jako proboszcza. A tak właściwie to trafiłem tu za sprawą Opatrzności Bożej, bo szykowano dla mnie zupełnie inne zadania - miałem się zająć pracą naukową. Skończyłem seminarium i skierowano mnie na KUL, żebym tam się dalej uczył. Rozpocząłem nawet doktorat, ale zachorowałem na anemię i moi przełożeni stwierdzili, że powinienem wyjechać na wieś, żeby się wzmocnić. Tą wsią okazał się Trojanów, gdzie właśnie był wakat na stanowisku proboszcza. To miał być pobyt tymczasowy, ale jak przyjechałem tu, to i wsiąkłem... Kuracja potrwała 40 lat. - A ile lat kapłaństwa ma ksiądz proboszcz za sobą? - W przyszłym roku będę obchodził 50-lecie pracy kapłańskiej. - Kawał czasu. Proszę przypomnieć, jakie były początki pobytu w Trojanowie. - Parafia była wtedy świeżo podzielona między Trojanów a Chodaków. Ale tak prawdę mówiąc, państwo mnie uważało za proboszcza, bo kazali mi płacić podatki za obie parafie. Więc ja płaciłem, a potem rozliczałem się z ks. Stawickim. - A jak to się rozlicza? - Według ilości aktów sporządzonych w parafii. Dopiero w 1974 roku państwo zatwierdziło parafię w Chodakowie. To znaczy, jak nastał Gierek, bo za Gomułki to w ogóle nie było mowy. - No właśnie, a jak ks. proboszcz wspomina tamte komunistyczne czasy? Były naciski, inwigilacje? - Pewnie, że tak. Przychodzili tu tacy różni. Pamiętam taką sytuację, na samym początku. W 1966 roku obchodziliśmy Milenium i każdy kościół chciał coś zrobić na tę wielką rocznicę. Tu był tylko jeden dzwon, a właściwie dzwonek, no to postanowiliśmy, że sprowadzimy do parafii dwa nowe dzwony. Ale okazało się, że jak taki 300-kilogramowy dzwon uderzy w mur dzwonnicy, to ją rozwali. Trzeba było zrobić żelbetonową konstrukcję. Ale skąd wziąć materiał, jak nic nie ma w sklepach, a na wszystko potrzebny przydział? No to wymyślili moi parafianie, że w jednym z zakładów przycina się takie długie konstrukcje, a spady wyrzuca. Udało się te dwumetrowe szyny wywieźć, na miejscu je pospawaliśmy i konstrukcja powstała. Za jakiś czas, kiedy po okolicy rozchodził się już głos dzwonów, przychodzi do mnie tajniak i mówi: „ Ja wiem, że z tego a z tego zakładu wywieźliście konstrukcje, wiem że były tu na miejscu spawane. Przeprowadziłem śledztwo w tym zakładzie, ale nie znalazł się taki, co by potwierdził, że cokolwiek widział, więc śledztwo skierowałem na takie tory, że je umorzyli”. Takie to były historie. Wielu z tych ludzi lubiło wódkę, czasem więc dostali butelkę, żeby nie robili dochodzenia. Zresztą ze mnie taki brat łata, że ja z każdym rozmawiałem, nie zamykałem drzwi, nie wykrzykiwałem z ambony. - Wielu ludzi zawdzięczało księdzu chrzty w trudnych czasach, pogrzeby, ale byli też tacy, którym się to nie podobało. - Wiem o tym. Zarzucali mi, że postępuję niezgodnie z prawem. Ja uważałem i uważam, że najważniejszy jest człowiek, prawo jest dla niego, a nie odwrotnie. Są księża, którzy mówią: „Nie potrzebowałeś księdza za życia, to i po śmierci nie potrzebujesz”. A nas, młodych księży śp. Prałat Dejciński uczył: „Postępuj tak, żeby ludzi nie zrażać do kościoła i do wiary. Niech z plebanii wychodzą zadowoleni”. W ten sposób można więcej osiągnąć, niż odmawiając ludziom, nawet grzesznym, dostępu do Kościoła. Przecież ja niektórych, co tu do nas przychodzą, pamiętam z czasów, kiedy na nas donosili, świadomie szkodzili Kościołowi. To ja mówię takiemu: „Ty najpierw wyspowiadaj się z tego wszystkiego, żeby ci spowiednik kary kościelne zdjął. Dopiero porozmawiamy”. - Czyli, że byli tacy, którzy parafii wyrządzali krzywdę. Nie wszyscy przymykali oko. - Byli, zwłaszcza wtedy, kiedy jakąś sprawą zajmował się śledczy z wydziału wyznań, bo jak zwykły ubek, to szło załatwić. Przychodzili np. i mówili, żeby nie czytać na kazaniu jakiegoś listu. Myśmy nie znali jeszcze jego treści, a oni już wiedzieli, co tam Episkopat czy Prymas napisał. Pamiętam też taką sytuację, kiedy w Sochaczewie były obchody Milenium. U nas był mały kościółek, ale u św. Wawrzyńca była już nowa, duża świątynia, a na obchody miał przyjechać Prymas Wyszyński. Żeby uroczystość się nie odbyła, to ubecja wymyśliła niezły chwyt propagandowy. W krótkim czasie powstał w Śladowie pomnik poświęcony poległym w czasie wojny. On się słusznie należał, ale ten fakt perfidnie wykorzystali, bo na odsłonięcie wywieźli tam wszystkie dzieci ze szkół. Po to, żeby nie przyszły do kościoła. Co więcej, zdjęli treglinkę z obecnej ulicy Wyszyńskiego, a płyty poukładali na sztorc, żeby nie można było tamtędy przejść. Chyba z tydzień ta ulica stała taka rozgrzebana. Prymas w końcu nie przyjechał, ale przyjechał sekretarz Episkopatu, a uroczystość i tak się odbyła. - Wierni i księża nie dali się zastraszyć? - Ludzie wtedy byli bardzo gorliwi, garnęli się do Kościoła, mimo szykan i kłopotów z tego powodu, np. w pracy. Było dużo lepiej niż dzisiaj. Nie mieliśmy problemów z bielankami, ministrantami, służbami kościelnymi. Teraz trzeba ludzi zapraszać, żeby przyszli, zgłosili się, a i tak czasem brakuje nam chętnych. - Akurat ks. proboszcz chyba nie powinien narzekać. Macie wspaniałą orkiestrę, scholę młodzieżową, chór, kółka parafialne i w niedzielę pełny kościół wiernych. - Toż ja przecież na moją parafię nie narzekam. Ja tu przez 40 lat poznawałem ludzi, patrzyłem jak dorastają młodzi, którym udzielałem komunii, a potem ślubu. Teraz przychodzą ich dzieci, a nawet wnuki. Ja tylko mówię, że ogólnie życie się zmienia, potrzeby ludzkie, jest pogoń za pracą, za pieniędzmi, żeby utrzymać dom, rodzinę... - To nie te czasy, kiedy przy rozbudowie kościoła stawało kilkudziesięciu chłopa i pracowali jak u siebie. - Ma pani rację. Te czasy wspominam z sentymentem, choć z powodu tej rozbudowy osiwiałem ze zmartwienia. Tak było trudno. To był rok 1989, po gierkowskim dobrobycie przyszedł czas na kolejną biedę. Wszystko trzeba było zdobywać. Cegłę zgromadziliśmy bez problemu, ale na cement trzeba było mieć przydział. Urzędnik, który wydawał te zaświadczenia podpowiedział nam , że wszystkim rolnikom przysługuje deputat na 2 tony cementu, np. na budowę silosów. No więc pół wsi Nowe Mostki złożyło podanie o cement i w ten sposób zdobyliśmy pierwszą partię. Kiedy staraliśmy się o drugi przydział, to cement dawali na dowód osobisty. No to zapakowałem w samochód organistę, gospodynię, Czaplickiego i pojechaliśmy do Wierzbicy. Przydział dostaliśmy, ale trzeba było jeszcze przywieźć ten cement do Sochaczewa. Zajął się tym pan Tarczyk. On teraz ma dużą firmę z materiałami budowlanymi, a kiedyś trudnił się przewozem. No więc pojechał, ale nie ma go jeden, drugi, trzeci dzień. Nadeszła niedziela, modlimy się w kościele, żeby mu się nic nie przydarzyło, aż tu przychodzi wiadomość: Tarczyk dodzwonił się do kogoś z Sochaczewa, bo przecież telefonów nie było tak jak dzisiaj, żeby powiadomić żonę, a żona nas, że stoi w kolejce. Na szczęście wrócił po kilku dniach, z cementem oczywiście. - Kiedy zakończyła się rozbudowa? - Właściwie główne roboty skończyliśmy w 1992 roku, ale jeszcze cały czas coś dorabialiśmy, tak że poświęcenie odbyło się w 1996. - Ta rozbudowa podyktowana była powiększeniem się parafii. Malutki kościółek przestał wystarczać? - No tak, jak rozpoczynałem pracę w Trojanowie, to tu było parę domków i ugory. No i wsie, które od zawsze należały do parafii: Nowe Mostki, Feliksów, Zosin, Orły Cesin i część Kożuszek. - A ilu wiernych liczy teraz parafia? - Około sześć i pół tysiąca, a kiedyś 2 tysiące z kawałkiem. Jak tu w okolicy zaczęły powstawać bloki, to ludzie się do kościoła nie mieścili i trzeba było pomyśleć o jego powiększeniu. - Wiem, że jubileusz księdza prałata poprzedza zmiany w parafii. Zdecydował ks. proboszcz o odejściu na emeryturę. - To prawda. Uznałem, że 40 lat to wystarczający czas. Sporo udało się zrobić, ale jeszcze wiele do zrobienia. Zostawiam to jednak mojemu następcy. - Ale w parafii ks. prałat zostaje? - Zostaję jako rezydent i w miarę możliwości chcę nadal służyć w konfesjonale i przy ołtarzu, bo przecież nie przestaję być księdzem. - Dziękuję za rozmowę i za te wszystkie lata posługi. - To ja dziękuję za okazywaną mi życzliwość, szczęść Boże.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze