Reklama

Bunt w kapciach

Tygodnik Echo Powiatu
08/09/2005 11:44
25-lecie „Solidarności”, jak większość zainteresowanych Polaków spędziłem przed telewizorem. Dawni antagoniści zadbali o to, aby jubileusz buntu był wydarzeniem medialnym i tylko medialnym. Medialnym znaczy żadnym. Powiem więcej. Nie śledziłem tego dokładnie. Od znajomej dowiedziałem się, że jakaś tam komisja sejmowa nie zgodziła się na pokaz filmu o tamtych dniach, który miał uświetnić rocznicę w Parlamencie. Film był ponoć zbyt okrutny. Inaczej - był po prostu prawdziwy. Pokazano tam między innymi kobietę, która poroniła wskutek pobicia przez milicję. Zdaje sobie sprawę, że na jego projekcji nie zależało nikomu. Ani dawnym oprawcom i ich zleceniodawcom zasiadającym dziś w ławach sejmowych i wszelkich innym możliwych ławach, ani niegdysiejszym buntownikom, którzy muszą mieć pełna świadomość, że dzisiejszej Polsce daleko do marzenia, jakie kiedyś było ich współudziałem.
Ograniczono się zatem do lepszych czy gorszych imprez. Był Jarre w Gdańsku. To interesowało mnie także muzycznie, bo francuskiego artystę cenię za spójność twórczej wizji i po prostu dobrą muzykę. Ale tłum chyba nie dał się porwać. Wątpię, aby w jakikolwiek sposób żyły w nim ideały tamtych dni, czy zresztą jakiekolwiek ideały.
Było też coś w Warszawie organizowane przez Lecha Kaczyńskiego. Pośród zgromadzonej na Placu Teatralnym publiki wielu było chyba politycznych przeciwników wyżej wspomnianego, bo nawet kiedy mówił słowa ważne i prawdziwe, oklaski były skromne. Świadczy to w pełni o naszej klasie wyższej (tak ją nazwijmy, bo nie obejmuje ona jedynie polityków). Nie ma takiej klęski narodowej i takiego zrywu, który by ja uwolnił od małoduszności, egoizmu, chciwości, zazdrości i czego tam jeszcze.
Jest tu jeszcze jakaś mentalna, psychologiczna pauperyzacja. My - Polacy już w ogóle niczego przeżywać nie potrafimy. To co się działo, kiedy umierał Jan Paweł II mogłoby nawet być uznane za wyjątek, gdyby nie fakt, że dzisiaj w naszym życiu nie ma już śladu po tamtych smutnych i podniosłych chwilach.
Zmusiłem się jeszcze do przeczytania w „Tygodniku Powszechnym” debaty zatytułowanej przez autora - Piotra Mucharskiego - „Palcem Bożym i czarną robotą”. Biorą w niej udział Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki i Karol Modzelewski. Muszę przyznać, że tym trzem wielkim ludziom udaje się powiedzieć kilka zdań zasługujących na uwagę i przemyślenie. Niestety Lech Wałęsa nie jest w stanie wyzwolić się od swojej dobrze już znanej megalomanii. I tak, jego największą przewiną wobec Polaków, którzy go nadal kochają, jak ja na przykład, jest to, że musimy się za niego cały czas łapać za głowę. Nie sądzę, aby kiedyś zrobił to sam. W jednym ma jednak trafność niemal zupełną. - Zamknęliśmy epokę podziałów, bloków i systemów totalitarnych, otwierając epokę intelektu, informacji i internetu, czyli epokę solidarności. To są mili Państwo słowa godne filozofa. Ale w jednym Wałęsa chybia. Epoka solidarności się już skończyła. Była tworem efemerycznym, na czas buntu i z natury rzeczy nie mogła przetrwać dłużej. Dzisiaj kiedy szuka się winnych rozpadu tego wielkiego społecznego ruchu, warto może powiedzieć, że ich tu nie ma. To się stać musiało. A że na triumfie niewolników wyrosła kasta zasobnych w grosz technokratów, którzy dziś zarządzają społeczeństwem za pomocą intelektu informacji i internetu, to już jest inna sprawa. To w żadnej mierze nie jest epoka solidarności. Większości Polaków pozostaje się temu w kapciach, przed telewizorem zakupionym w markecie, przyglądać.

Andrzej Gąsiorowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości