Reklama

BYĆ PROBOSZCZEM W SOCHACZEWIE

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
24/12/2003 08:51
Przed trzema miesiącami Sochaczew pożegnał długoletniego proboszcza parafii św. Wawrzyńca ks. Franciszka Łupińskiego. Myślę że warto przybliżyć mieszkańcom Sochaczewa fragmenty jego wspomnień. W ubiegłym roku, pracując nad historyczną monografią miasta Sochaczewa, zwróciłem się do kilkunastu osób z prośbą o rozmowę, o spisanie swoich wspomnień związanych z Sochaczewem, które mógłbym ewentualnie wykorzystać w publikacjach prasowych czy to książkowych. Udałem się również do ks. Franciszka Łupińskiego, jak się później okazało, na kilka miesięcy przed jego śmiercią. Mimo, że już wtedy ks. infułat nie czuł się zbyt dobrze, to cierpliwie, czasem dwie, trzy godziny dziennie, odpowiadał na moje pytania, poszukiwał w archiwum parafialnym starych zdjęć, interesujących mnie informacji.
Na moją prośbę spisał też swoje krótkie wspomnienia dotyczące nie tylko swojej bytności w Sochaczewie, ale i całego życia. Dziś chciałbym przybliżyć tę część wspomnień, która dotyczy czasu pełnienia przez ks. infułata funkcji proboszcza parafii św. Wawrzyńca. Przygotowując do druku poniższy fragment, zachowałem oryginalny styl i pisownię, dokonując tylko zmian w pisowni wielkich liter. Wspomnienia zawierają sporo dat i krótkich odnośników do nich. Spowodowane to było moją prośbą mającą na celu utrwalenie miejscowej historii.
Bogusław Kwiatkowski

„5 maja 1981 r. zostałem mianowany przez księdza Prymasa Stefana kardynała Wyszyńskiego – proboszczem parafii św. Wawrzyńca w Sochaczewie. Następowały trudne i bolesne dni choroby ks. Prymasa, zamachu na życie Ojca św. i wspaniałego pogrzebu Prymasa Tysiąclecia, pierwszego i ostatniego tak wielkiego Prymasa Polski. Przychodziły nowe czasy i nowi ludzie pragnący urządzić nasz kraj i naród według swoich pomysłów. Razem to miało nazwę Solidarność. Wspaniała idea. To na co czekaliśmy, o co modliliśmy się, za co cierpieliśmy.
W niedzielę 5 lipca 1981 r. obejmuję oficjalnie parafię sochaczewską. Mój poprzednik ks. kan. Bronisław Stawicki został mianowany proboszczem par. św. Ducha w Łowiczu. Przyszedłem do parafii z wielkimi tradycjami. Moi poprzednicy byli wybitnymi duszpasterzami, znanymi w całej Archidiecezji Warszawskiej. Obowiązki dziekana sochaczewskiego sprawował ks. prałat Zygmunt Dejciński będący już na emeryturze. Ja objąłem obowiązki wicedziekana i proboszcza parafii mając do pomocy czterech wikariuszy. Miałem wiele zapału i cieszyłem się, że mogę pracować w centralnej parafii sochaczewskiej.
Powitanie z całą parafią było radosne i serdeczne. Ułatwił mi to bardzo ks. prałat Zygmunt Dejciński. Na terenie parafii w bloku przy ul. Żeromskiego 39 zamieszkał także ks. prałat Antoni Wiśniewski – emeryt, który wcześniej był dziekanem i proboszczem parafii św. Ducha w Łowiczu. Siostry Szarytki wspomagały księży w katechizacji. Religii nauczały także osoby świeckie. Katechizacja odbywała się w dolnym kościele, w czterech obszernych salach.
Stosunek rodziców i młodzieży do nauki religii – bardzo pozytywny. Oczywiście były rodziny zaniedbane religijne, szczególnie wojskowych. Milicja, wojsko, niektórzy urzędnicy, a szczególnie członkowie partii, potajemnie chrzcili swe dzieci, „załatwiali” ze znajomymi księżmi I Komunię, bierzmowanie czy ślub i sądzili, że tak jest najlepiej. Taka praktyka nauczyła ludzi konformizmu, nie liczenia się z zasadami moralnymi i zmieniania swej twarzy /masek/ zależnie od potrzeb. Inny człowiek był w domu, inny w pracy, inny w szkole, jeszcze inny na ulicy lub w 1-majowym pochodzie. W Polsce nie było to konieczne. Wartościowi ludzie nie byli prześladowani, najwyżej nie awansowali. Jeden z naszych parafian, odważny młody lotnik, brał ślub w oficerskim lotniczym mundurze i potrafił godnie pracować jako wojskowy. To co teraz przeżywamy w Polsce jest w znacznym stopniu wynikiem tamtego zakłamania. Nigdy nie posunąłem się do tego, aby akceptować dwulicowość, stąd też parafia nasza miała i ma opinię, że księża tu utrudniają, nie idą ludziom na rękę itd.
25 listopada 1981 roku odwiedził naszą świątynię Jasnogórski Obraz Nawiedzenia. Była to okazja do wspaniałej manifestacji sochaczewian swej wiary i miłości do Ojczyzny. „Solidarność” wystąpiła bardzo licznie ze swymi sztandarami. Byliśmy umocnieni duchowo. Plebania była jednak bardzo skrupulatnie obserwowana przez służbę bezpieczeństwa. W Muzeum na I piętrze, zainstalowali się panowie z urządzeniami do podsłuchu, nagrywania i fotografowania. 4 października 1981 roku przyjechali, by złożyć mi życzenia imieninowe znajomi lekarze z Łowicza. Okazało się , że „smutni panowie” zrobili dokładne fotografie wszystkich osób oraz samochodu i posunęli się do zarzutu: „co robił pan i jego samochód przed plebanią sochaczewską?” Czuło się, że napięcie społeczne rośnie, aż nastąpiło ogłoszenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku.
Widać było jak rozpada się dotychczasowy ład i nic nie pomogły oświadczenia, że „przewodnia siła narodu” nie pozwoli na destabilizację i rozpad socjalizmu w Polsce. Próbowano ludzi zastraszyć. Nawet zaczęto mówić, że pasterkę należałoby przenieść na inną godzinę, aby czas jej sprawowania nie kolidował z godziną milicyjną. Postanowiłem nie czekać na żadne pozwolenia i w ostatnią niedzielę adwentu ogłosiłem, że pasterka odbędzie się o północy. Mimo przygnębienia wierni wracali do domów umocnieni, pełni nadziei na zwycięstwo Chrystusa.
Warto dla porządku przypomnieć, że zaczęto bardzo troszczyć się o wypoczynek dzieci z Sochaczewa i dlatego na sobotę i niedzielę wieziono je do Koszelówki. Oczywiście dzięki temu nie mogły brać udziału we Mszy św. Na moją interwencję i protest z ambony odpowiedziano, że dzieci są przywożone do Sochaczewa w niedzielę przed godz. 18-tą i kto zechce może uczestniczyć w wieczornej Mszy św. Teraz, kiedy ci sami ludzie tak gorliwie pamiętają o Mszy św. z okazji różnych świąt państwowych, ogarnia mnie zdumienie i specyficzna radość.
W 1983 roku rozpocząłem budowę nowej plebanii - pomyślanej jako budynek pomagający w pracy duszpasterskiej i służący na mieszkania księżom. 6 czerwca 1984 roku ks. kardynał J. Glemp poświęcił i wmurował kamień węgielny. W tym samym dniu ks. prałat Z. Dejciński ochodził 50- rocznicę święceń kapłańskich, a ja przy okazji 25-tą. Następują lata intensywnej pracy duszpasterskiej i administracyjnej, a także przy budowie plebanii i nowego kościoła w Pilawicach. Kamień węgielny poświęcił i wmurował pod nową świątynię ks. bp Władysław Miziołek – 17 października 1982 r. 1 maja 1987 r. zostałem mianowany dziekanem sochaczewskim. 5 października 1987 r. przewodniczę w pielgrzymce naszych parafian do Rzymu. Natomiast 26 maja 1990 r. odznaczono mnie godnością kanonika Prymasowskiej Kapituły Łowickiej.
25 marca 1992 roku zostaje utworzona Diecezja Łowicka. Cieszę się, że będzie blisko do Biskupa i że spokojnie będę mógł w Sochaczewie duszpasterzować. Niestety, propozycja pierwszego biskupa łowickiego Alojzego Orszulika, abym jako wikariusz generalny objął obowiązki w organizującej się diecezji była wielkim zaskoczeniem. 13 lipca 1992 r. dekret nominacyjny otrzymałem. Z obowiązków kurialnych zostałem zwolniony dnia 17 czerwca 2000 r. na własną prośbę, którą musiałem złożyć z powodu bardzo poważnej choroby serca.
Od 9 stycznia 1993 r. jestem wyróżniony godnością Protonotariusza Apostolskiego, czyli Infułata. Za co jestem bardzo wdzięczny Ojcu św. i swemu Biskupowi. Od dwóch lat żyję „na kredyt” – dzięki miłosierdziu Bożemu. Raduję się, że w tym roku rozpoczęliśmy budowę nowej świątyni w Sochaczewie-Karwowie. Wcześniej została utworzona z parafii sochaczewskiej – parafia św. Jana Chrzciciela w Kątach. Przy udziale parafii macierzystej powstał tam piękny kościół.
Jestem bardzo wdzięczny Chrystusowi Panu, za liczne powołania do kapłaństwa i życia zakonnego. W ciągu 21 lat mojej pracy zostało z parafii sochaczewskiej wyświęconych 16-tu księży, a w seminarium studiuje 6 – ciu alumnów. Miałem także tę łaskę, że zaopiekowałem się kapłanami starszymi, ks. prałatem Zygmuntem Dejcińskim, ks. prałatem Bolesławem Myczką – moim pierwszym proboszczem i ks. prałatem Antonim Wiśniewskim. Wszyscy odeszli do Pana jako staruszkowie, ciesząc się miłością, uznaniem księży i wiernych. Bogu i Najśw. Maryi dziękuję za moich wikariuszy, którzy kiedykolwiek ze mną pracowali. Wszystkim jestem wdzięczny za dobroć i gorliwość oraz pomoc jaką mi okazywali.”
opracowanie Bogusław Kwiatkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama