Reklama

Chemiczne małżeństwo nie truje miasta

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
28/07/2011 08:59
Chemiczne małżeństwo nie truje miasta
Zakłady Chemitex, po latach eksploatowania ogromnego terenu w Chodakowie, zostawiły w spadku po sobie kikuty budynków, hektary skażonej ziemi i setki ludzi do dziś odczuwających skutki bliskiego kontaktu z siarką i innymi chemikaliami. Jak na ironię, teren fabryki nadal przyciąga jedynie firmy, które zajmują się tą ciemniejszą stroną naszej gospodarki - usługi śmieciowe, przesypownie, czy magazyny niebezpiecznych odpadów. I właśnie ta ostatnia dziedzina wzbudza niepokoje wśród mieszkańców. Pojawiają się zarzuty o nieprawidłowe przechowywanie, a co więcej- pozbywanie się trujących substancji, w tym metali ciężkich, takich jak rtęć, ołów, nikiel. Najwięcej pytań sochaczewianie stawiają w kontekście dwóch pożarów, do jakich doszło na terenie firmy Eco-Service, bo to właśnie ta spółka zajmuje się transportem i magazynowaniem substancji niebezpiecznych. Czy śpimy na ekologicznej bombie, czy mamy do czynienia z własciwie zorganizowanym i nieszkodliwym dla innych rodzinnym biznesem?
Zaniepokojeni są wędkarze z Chodakowa, którzy co jakiś czas obserwują zmieniający się kolor rzeki. Kilku mieszkańców tej dzielnicy twierdzi, że po ogromnym pożarze, jaki miał miejsce dwa lata temu, beczkowozami przywożono ciecze, które wylewano do osadników. Sochaczewianie pytają z kolei, dlaczego transport niebezpiecznych substancji odbywa się zatłoczonym miastem, bez odpowiednich pozwoleń i jak są chronione trujące substancje na terenie firmy?
Odpowiedzi szukaliśmy w różnych instytucjach powołanych do ochrony środowiska, a także u właścicieli firmy – Kingi i Michała Kisielewskich.
Rzecznik straży pożarnej, mł. brygadier Mirosław Gorzki powiedział nam, że po pożarze sprzed dwóch lat, kiedy płonęły farby, rozpuszczalniki, folie i wiele innych szkodliwych substancji, firma Eco-Service została objęta specjalną kontrolą. Nieprawidłowości, jakie wtedy stwierdzono, zostały usunięte i bezpieczeństwo p-poż. znacznie się poprawiło. Kinga Kisielewska dodaje, że aby ograniczyć do minimum jakiekolwiek ryzyko, na składowisku został zainstalowany monitoring, system alarmowy, czujniki dymowe i dodatkowe hydranty do poboru wody w przypadku pojawienia się ognia. Zatrudniono również ochronę. Mirosław Gorzki uspokaja natomiast, że próbki pobrane w związku z pożarem nie wykazały obecności szkodliwych związków chemicznych.
Dlaczego zatem spółce Eco–Service cofnięto w ubiegłym roku pozwolenie na działalność, o co wnioskował Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w Płocku, a następnie wydano jej nowe zezwolenie na dzialalność? Starostwo Powiatowe w Sochaczewie, przyznaje, że po kontroli WIOŚ decyzja została cofnięta i ponownie przyznana 5 listopada 2010 r. Nie podano nam jednak daty cofnięcia pozwolenia. Michał Kisielewski nie ukrywa, że starostwo poszło firmie na rękę zachowując ciągłość decyzji, bez której nie mogłaby działać dalej. W miejsce jednego pozwolenia otrzymali drugie, wykonując w tym czasie zalecenia pokontrolne.
Prezes Eco-Service całe zamieszanie z decyzją tłumaczy pożarem naczepy, który miał miejsce na drodze dojazdowej do b. Chemiteksu. Wyjaśnia, że był to upalny lipiec ubiegłego roku i doszło do samozapłonu. Wtedy firma posiadała jeszcze decyzję obowiązującą do 2011 r. , ale WIOŚ wytknął właścicielom, że na placu, bez pozwolenia, przechowują szkodliwe materiały, które powinny być zabezpieczone w magazynie. „Poprzednią decyzję otrzymaliśmy na 10 lat, w tym czasie zmieniły się przepisy dotyczące zabezpieczania odpadów przemysłowych, a takimi zajmujemy się w 99 procentach. Sami stwierdziliśmy, że poprzednia decyzja nie wystarcza” – dodaje Michał Kisielewski.
Andrzej Hasa, szef płockiej delegatury WIOŚ mówi nam, że chodziło także o porządek na terenie firmy. Dziś na placu znajdują się tylko puste kontenery na odpady płynne, makulatura i opakowania. Pozostałe odpady, głównie płynne i łatwo palne, przechowywane są w odpowiednio przystosowanym magazynie. A są to rzeczywiście niebezpieczne substancje – farby, kleje, oleje, rozpuszczalniki, związki alkaliczne, także z zawartością metali ciężkich.
Kinga Kisielewska przyznaje, że dwa pożary były dla nich potężną nauczką. Między innymi dlatego zrezygnowali z magazynowania odpadów popralniczych, wyjątkowo szkodliwych. Substancje stosowane w pralniach chemicznych, w wysokiej temperaturze rozkładają się tworząc trujący fosgen – używany kiedyś jako gaz bojowy. Tylko w niewielkich ilościach, jak zapewnia nasza rozmówczyni, przyjmują azbest i przepracowane oleje silnikowe.
Do sposobu magazynowania odpadów nie ma zastrzeżeń Agnieszka Tomaszewska, kierownik referatu ochrony środowiska w Urzędzie Miejskim, która kontrolowała firmę w ubiegły poniedziałek.
Magazyn, który nam pokazano, posiada specjalny kanał połączony ze szczelną studnią, do której ścieka to, co ewentualnie wyleje się z beczki. Ścieki właściciele wywożą do oczyszczalni w Błoniu, z którą mają zawartą umowę. Jak przekonuje Michał Kisielewski, nie korzystają także z kanalizacji komunalnej, mają własne szambo. Pytany o możliwość zanieczyszczenia Bzury ich płynnymi odpadami, odpowiada krótko: „My tego nie robimy. Wylanie czegoś do Bzury byłoby dla nas samobójstwem. Moglibyśmy stracić wszystko – firmę i klientów. Wbrew pozorom nietrudno w dzisiejszych czasach ustalić, kto jest sprawcą takiego procederu”.
Eco–Service to duża firma obsługująca zakłady przemysłowe z całego kraju, ale również z terenu powiatu. Jej miesięczny obrót to kilka tysięcy ton odpadów, ale jak twierdzi Michał Kisielewski, tylko 20 proc. trafia do magazynu w Chemitexie. Pozostałe 80 proc. samochody, którymi dysponuje firma, przewożone jest bezpośrednio od kontrahenta do miejsca utylizacji lub recyklingu. Zezwolenie dla firmy Eco-Service obejmuje bowiem także transport surowców niebezpiecznych.
Dlaczego zatem nie zgłaszają przejazdu takiego transportu? Michał Kisielewski wyjaśnia to tak: „Zgłoszenie przewozu szkodliwych substancji obowiązuje tylko w przypadku trucizn, a my nie zajmujemy się ich obrotem. W ciągu 10 lat działalności nie mieliśmy ani jednego takiego transportu. Nasze samochody są natomiast oznakowane czerwonymi tablicami , które zawierają specjalne numery. One określają substancję, jaką przewozimy. Jest to wskazówka przede wszystkim dla służb ratowniczych na wypadek nieprzewidzianego zdarzenia”.
Zgodnie z przepisami wszystkie szkodliwe odpady powinny mieć specjalną kartę, w której można prześledzić ich drogę, od momentu wytworzenia, do utylizacji. Właściciele Eco–Service pokazują nam plik takich kart z lipca. Rotacja towarów jest naprawdę duża.
Czy zatem powinniśmy się bać firmy działającej wprawdzie na obrzeżach miasta, ale też blisko ludzkich skupisk? Na pewno potrzebna jest stała kontrola uprawnionych służb, bo pożar sprzed dwóch lat pokazał, jak niebezpieczna to działalność. Nie bez znaczenia są kwalifikacje właścicieli – oboje są chemikami po Politechnice Warszawskiej, a więc wiedzą, jak szkodliwymi substancjami obracają. Ważne są też ich zapewnienia, że są otwarci na kontrole i zalecenia, bo one podnoszą jakość i bezpieczeństwo usług firmy. Przyznają jednak, że niektóre zakłady z ich branży nie są uczciwe w tym co robią.
Może właśnie dlatego należy zachować także wobec Rco-Service zasadę ograniczonego zaufania?
Jolanta Sosnowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama