Reklama

Cierpienia młodego...

    Zamieram. Nie wyłapałam tego momentu. Nie zorientowałam się. Zaczęłam nosić szlafrok po mieszkaniu. Piję więcej herbaty. Jest słodsza. Chodzę z nią od pokoju do pokoju, z tym pękatym kubkiem, z tą zgaszoną miną. Brakuje mi tylko papilotów, męża ze szczodrym wąsem. Byłaby świetna komedia. Zmęczone małżeństwo.  Ale moje zmęczenie jest pojedyncze.
    Męczę się. Mówię za dużo. Za głośno. Gdy nie ma o czym mówić, mówię jeszcze więcej i głośniej. Chcę zatkać sobie uszy. Chcę zakneblować się zatyczkami do uszu. Męczę się wbiegając po schodach. Męczę się patrząc na siebie w lustrze. Znudziła mnie moje powaga. Z żartów śmieję się tylko z grzeczności.
    Siedzę przy laptopie jak dziecko z książki o zdrowym trybie życia. Jestem obrazkiem podpisanym „skolioza”. Opatrzono mnie czerwonym iksikiem. Dobre mamusie pokazują na mnie, pytają: „Chcesz się garbić jak ta pani?”. Słucham Franka Sinatry. Zdrapuję z nosa opaloną skórę. Nowy dokument w Wordzie odbija się pustką w moich oczach.
    Jestem głodna i zimna. Nie rozpala mnie wizja jedynek, nie rozpala wizja piątek. Bardzo długo idę korytarzem na lekcję. Zawsze się spóźniam. Moje podręczniki są ciężkie i zatęchłe. W szkolnej ławce jest za ciasno. Włosy boleśnie wkręcają się w śrubki na oparciu krzesełka. Dotykam czasem drewnianej ręki sąsiada i czuję dreszcz grozy.
    Widzę pomarańczowe drzewo. Jesień przyszła, tak sobie myślę. I zaraz karcę siebie za te banalne wnioski, bo przecież drzewo może się palić. Podjeżdżam pod nie rowerem, ale dalej jest zimno. To jesień.
    Nie wyłapałam tego momentu. Z moich ciężkawych myśli wyłania się ładne określenie. „Jesienna melancholia”. Z przyjemnością wyobrażam sobie, że mogę teraz całą tę pustkę, papiloty, skoliozę i Sinatrę przybrać w nowy łaszek. Odmieniam się. Z czerwonego iksika, ze złego przykładu, hultaja nie na miejscu, mogę stać się czymś brzmiącym jak tytuł smutnego wiersza licealistki (koniecznie bez rymów, bo tylko takie się liczą).       

„Jesienna melancholia”
Jesień nadeszła
Drzewo zrobiło się pomarańczowe
O jejku jak mi smutno


PS Ostatnie zdanie czwartego akapitu pochodzi z „Cierpień młodego Wertera”. Nie ma to większego znaczenia. Ja i tak wiem, Werterze, że czujemy to samo.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości