Praca w non-proficie jest coraz częściej postrzegana jako atrakcyjna alternatywa dla zatrudnienia w nastawionych na zysk firmach czy rozleniwiającej administracji
Ponad 40 tysięcy zarejestrowanych organizacji, około 100 tysięcy osób stale współpracujących oraz ponad 1,6 miliona wolontariuszy. Setki milionów złotych wspierających różne cele. Taka jest siła polskiego sektora not-for-profit. I będzie rosła.
Trzeci sektor. To określenie pojawiło się w Polsce dopiero po 1989 r. - w centralnie zarządzanym państwie nie było miejsca na ludzi z głowami pełnymi idei. Jeśli się pojawiali, to sporadycznie, i musieli mieć naprawdę siłę tytana, żeby przebić się przez mur biurokracji realizującej jedynie słuszny pomysł na organizację państwa. Takim tytanem był Marek Kotański, który - zanim zaczął naprawdę działać - przez kilka lat udowadniał, że narkotyki, traktowane przez polskie władze jako problem "żyjącej w emocjonalnej pustce młodzieży z krajów kapitalistycznych", są tak naprawdę równie wielkim zagrożeniem w socjalistycznej Polsce. Przed 1989 rokiem działały oczywiście też inne organizacje, zazwyczaj związane z kościołem, ale to było za mało, by mówić o sektorze. Po 14 latach już można to robić, choć do tego, co dzieje się w świecie, jest wciąż daleko.
Według badań dokonanych przez Uniwersytet Johna Hopkinsa (Global Civil Society. Dimensions of the Nonprofit Sector), wartość sektora non-profit w 22 krajach rozwiniętych sięga już 1,3 biliona dolarów. Jest to równowartość 4,6% PKB badanych państw. Gdyby ten sektor był oddzielnym państwem, byłby ósmą co do wielkości gospodarką świata - przed Brazylią, Rosją, Kanadą i Hiszpanią. Jeśli policzyć pracę wolontariuszy, zatrudnienie w sektorze sięga 7% całkowitego pozarolniczego zatrudnienia, 14% zatrudnienia w sektorze usług oraz 41% zatrudnienia w sektorze publicznym.
Statystyki, nawet najbardziej dokładne, nie opisują absolutnie podstawowej rzeczy: w non-proficie spotykają się dwa światy. Jeden opisują słowa z definicji wielkie: entuzjazm, motywacja, idee, dobroczynność, pomoc innym, społeczeństwo obywatelskie, odpowiedzialność za innych. Ten świat to domena wizjonerów, urodzonych liderów, specjalistów od syntezowania rzeczywistości, płynięcia na wielkich trendach i uczuciach - w najbardziej pozytywnym znaczeniu tych słów. To jest świat kreacji i chaosu. Drugi świat, to "backoffice"owcy" trzeciego sektora. Asystenci, szefowie biur, księgowi; ci, którzy zarządzają twórczym chaosem stworzonym przez wizjonerów. Prawdziwy sukces w sektorze non-profit wymaga połączenia tych dwóch typów osobowości, synergii dwóch wymiarów działalności. Jeśli dominuje ideologia, są kłopoty z realizacją praktycznych celów organizacji. Jeśli wygrywa struktura - opadają emocje ludzi, a z nimi napływ pieniędzy.
Komentarze