Mamy dopiero koniec marca, a w sochaczewskim szpitalu skończyły się już zapisy do niektórych specjalistów. Najgorzej jest z kardiologiem i endokrynologiem, do końca roku nie ma szans na wizytę. „Podczas ostatniej wizyty u kardiologa w grudniu ubiegłego roku dostałam skierowanie na badanie Holter ekg. Badanie wykonałam w połowie marca, a z zapisaniem do specjalisty czekałam na otrzymanie wyników – opowiada nasza czytelniczka. - Liczyłam się z tym, że drugi kwartał nie wchodzi w grę, ale jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że nie ma szans na wizytę do końca roku, mimo kiepskich wyników. Panie z rejestracji zasugerowały, żebym w dniu dyżuru przyszła do lekarza i poprosiła o przyjęcie, ale czy to jest normalna sytuacja?” Inna pacjentka, po przebytej grypie, otrzymała skierowanie do pulmonologa. Najbliższy termin przypada w maju! Tragiczna sytuacja dotyczy również endokrynologa, który przyjmuje w poradni raz w tygodniu. Chętnych ze skierowaniem jest bardzo dużo, bo w ostatnim czasie nastąpił prawdziwy wysyp schorzeń tarczycowych. Niestety do końca roku wszystkie terminy są już zarezerwowane. Co ma w takiej sytuacji zrobić pacjent? Ten, którego na to stać, idzie do lekarza prywatnie, inni, gorzej sytuowani, wystają pod gabinetem, prosząc o przyjęcie lub ... rezygnują, licząc na Boską opiekę. Agnieszka Jaczyńska – kierownik działu obsługi klienta w sochaczewskim szpitalu twierdzi, że wszystkiemu winne są kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia. Limit miejsc do poszczególnych poradni jest taki, że nie wystarcza dla wszystkich, a na listę dostają się ci, którzy zgłoszą się jako pierwsi. Pytamy dlaczego zmieniono zasady zapisów? Dotychczas było tak, że rejestrowano pacjentów na następny kwartał, tym razem - do końca roku. Agnieszka Jaczyńska tłumaczy, że system zapisów kwartalnych był niezwykle karkołomny, od czwartej rano przed szpitalem, a później przed rejestracją ustawiały się tłumy chętnych, dochodziło do ciągłych kłótni i przepychanek. Poza tym NFZ wymaga, aby zapisy prowadzone były w systemie ciągłym, by pacjent miał dostęp do lekarza na bieżąco. Ale, jak widzimy, jest to kolejna fikcja, bo w marcu kończą się „numerki” do niektórych specjalistów. Bez szans pozostają więc ci, którzy zachorują w kolejnych miesiącach, no chyba, że trafią bezpośrednio na szpitalny oddział, ale wtedy najczęściej choroba jest już mocno zaawansowana. Agnieszka Jaczyńska zapewnia, że szpital, podobnie jak w roku ubiegłym, będzie renegocjował kontrakty. Lekarze są bowiem gotowi do pracy, chodzi o pieniądze z NFZ. Przypomina także, że w 2008 r. udało się dwukrotnie pozyskać dodatkowe środki na specjalistów. Między innymi dlatego tworzy się tzw. listy rezerwowe, na które wpisywani są pacjenci, którzy nie dostali się do specjalistów, a oczekują na taką wizytę. Te listy rezerwowe mają być kartą przetargową w rozmowach z Funduszem o zwiększeniu kontraktu. Wszyscy zainteresowani mogą telefonicznie dowiadywać się o możliwość dodatkowych zapisów, dodaje Agnieszka Jaczyńska. Ale obecnie z tym również jest problem, gdyż przez awarię centrali telefonicznej, rejestracja w minionym tygodniu była nieosiągalna. Cały czas zgłaszał się sygnał zajętego numeru. Jednak to nie długotrwałe rozmowy blokowały telefon, a uszkodzona centrala. Wiele mówi się w kraju o profilaktyce zachorowań, o wczesnym zgłaszaniu się do lekarza, kiedy choroba jest jeszcze w zarodku. Tymczasem rzeczywistość jest taka jak widać. Narzekają więc pacjenci i lekarze pierwszego kontaktu, na których spada cały ciężar wizyt. Nawet jeśli chory raz w roku dostanie się do specjalisty, to pozostaje jeszcze 12 miesięcy, które musi jakoś przetrwać. Jolanta Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze