Reklama

Czekamy na irlandzki cud

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
30/10/2007 15:12
Białe miasteczko, strajki w Radomiu, przedwyborcze spoty i spory na temat prywatyzacji służby zdrowia – te wydarzenia pamięta z pewnością wielu z nas. Na czołówki gazet i serwisów informacyjnych regularnie powraca temat dramatycznej sytuacji w polskiej służbie zdrowia. Powraca i tym razem za sprawą wprowadzanego od stycznia europejskiego, czyli krótszego czasu pracy, który w opinii środowiska medycznego będzie gwoździem do trumny. Jak te zmiany przełożą się na sytuację sochaczewskiego ZOZ-u? Czy nasi lekarze zamierzają strajkować, czy widzą szansę na poprawę sytuacji i czy plan likwidacji NFZ to początek prywatyzacji służby zdrowia?
Z zastępcą ordynatora oddziału chirurgii, przewodniczącym Związku Zawodowego „Solidarność” dr. Arturem Papierowskim i przewodniczącym Związku Zawodowego Lekarzy dr. Witoldem Bołozem rozmawia Martyna Mikulska.
- Na Mazowszu strajkuje w tej chwili 6 szpitali (stan na 23.10.). Czy sochaczewscy lekarze zamierzają się do nich przyłączyć?
- dr Artur Papierowski - Strajkują głównie szpitale warszawskie. Nasz związek nie prowadził strajku i nie zamierza go prowadzić, będziemy jedynie popierać ewentualne akcje strajkowe. Podjęliśmy taką decyzję ze względu na trudną sytuację w szpitalu. Chodzi o to, że jeżeli zastrajkowaliby lekarze, to straciliby wszyscy pracownicy, którzy są uzależnieni od naszej pracy – pielęgniarki, salowe i służby pomocnicze. Poza tym nikt nam nie daruje pieniędzy ofiarowanych na podwyżki, tak jak niektórym zakładom, choćby temu w Radomiu. Można powiedzieć, że udało nam się wyjść na prostą, bo mimo że sytuacja finansowa szpitala nie jest w pełni optymistyczna, to jednak ci pracownicy, którzy zostali, dają z siebie wszystko.
- dr Witold Bołoz - Trudno na razie powiedzieć, że na pewno będziemy strajkować czy też nie. To, czy przystąpimy do strajku będzie zależeć od stanowiska dyrekcji co do płac, zatrudnienia itd.
- A co z unijnym czasem pracy, zgodnie z którym lekarz będzie mógł pracować tylko 7 godz. i 35 min. na dobę, a tygodniowo niecałe 38 godzin?
- A..P. - Sprawy pracownicze związane z unijnym czasem pracy, który będzie wprowadzony od 1 stycznia, wyglądają u nas dramatycznie. Owszem, uważam, że te przepisy powinny być respektowane, ale w momencie kiedy dojdziemy do unijnej sytuacji finansowej. Boimy się i nie chodzi tylko o kadrę lekarską, ale i pielęgniarki, których też brakuje. Do tej pory praca wyglądała w ten sposób, że oprócz pracy na etatach, byliśmy zatrudniani na kontrakcie, dzięki czemu mogliśmy pełnić dodatkowe dyżury. Od nowego roku będziemy musieli wybrać albo etat, albo kontrakt. Etat oznacza krótszy czas pracy, a więc mniejsze zarobki. Z drugiej strony nie wiadomo, czy wszyscy zgodzą się na podpisanie kontraktu, bo to oznacza utratę wszystkich praw pracowniczych. Przykładowo gdy lekarz złamie sobie rękę czy poważnie zachoruje, zostaje na lodzie, bo nie dostanie pensji. Gdy pojedzie na szkolenie, to oprócz tego, że w tym czasie nic nie zarobi, będzie musiał pojechać tam na własny koszt.
- W.B. – Spełnienie unijnych norm czasu pracy wiąże się z zatrudnieniem większej ilości pracowników, a u nas w Polsce jest niestety mało lekarzy, którzy chcą pracować w szpitalach. Czytałem ostatnio w jednej z gazet, że w przypadku Warszawy, tylko w 30 szpitalach należących do miasta, w związku ze zmianą czasu pracy zabraknie 400 lekarzy. Kontrakty jako takie będą korzystne dla lekarzy, ale pod warunkiem, że zaproponuje się im odpowiednio wysoką stawkę godzinową. Zgodnie z wyliczeniami, żeby było to dla nas opłacalne musielibyśmy dostawać 80-100 zł za godzinę, ale nikt takiej stawki niestety nie może nam zaproponować.
- Ale jakąś decyzję trzeba będzie w końcu podjąć.
- A.P.
- W szpitalu cały czas prowadzimy rozmowy z tej sprawie, ale nie są one łatwe. Dyrektor Pasiak przekonuje, że jedyną szansą na dalsze istnienie szpitala jest albo zatrudnienie dwukrotnej liczby lekarzy, co jest jednak niemożliwe ze względu na sytuację finansową szpitala, albo zatrudnienie wszystkich na kontrakcie, co będzie dobrym rozwiązaniem, ale tylko dla dyrekcji. Od początku roku ze szpitala odeszło 10 lekarzy, od dwóch lat nie było u nas żadnego stażysty, bo nikt nie chce przyjść pracować za takie pieniądze. Ja, jako zastępca ordynatora chirurgii z 27-letnim stażem i drugim stopniem specjalizacji dostaję na rękę 1500-1600 zł miesięcznie. Teraz dorabiamy dzięki dyżurom, ale zgodnie z unijnym prawem od stycznia będzie można mieć tylko dwa miesięcznie. W tej chwili na oddziale chirurgii pracuje 5 lekarzy i już wiadomo, że zabraknie osób do dyżurowania. Praca zmianowa na oddziale zabiegowym przy takie kadrze w ogóle nie wchodzi w rachubę, ponieważ przy każdej operacji musi być dwóch lekarzy, a do obstawienia jest przecież jeszcze poradnia chirurgiczna itd.
- W.B. – W związku ze zmianą czasu pracy, oprócz kontraktów będzie jeszcze jedna możliwość. Chodzi o pracę zmianową, w której będzie można pełnić dyżury, obostrzeniem ma tu być 11 godzin odpoczynku na dobę. Minus jest taki, że w tym przypadku często nie będziemy mieć ciągłości opieki nad pacjentem, ponieważ brakuje lekarzy. Na oddziale wewnętrznym w ciągu ostatnich 4 lat odeszło 6 lekarzy, mamy ich w tej chwili 10, ale to i tak za mało, by pracować na zmiany.
- Czy wyjściem z problemu może być prywatyzacja?
- A.P.
- Z moich obserwacji wynika, że wszystko niestety idzie w tym kierunku. Słynny szpital św. Zofii w Warszawie niedługo będzie już całkowicie sprywatyzowany. A różnica będzie duża. Oczywiście w prywatnym szpitalu nikt nie będzie płacił za usunięcie guza na jelicie czy żylaków, czy pęcherzyka żółciowego, bo takie zakłady podpisują kontrakty właśnie na takie miłe, ładne zabiegi. Szpitale publiczne, takie jak nasz muszą przyjąć każdego nawet pijaka z ulicy, prywatny nie, bo nikt przecież nie zmusi go do podpisania takiego kontraktu. Poza tym wydaje mi się, że można prywatyzować, ale nie te szpitale, które powstają od podstaw za własne pieniądze szpitali. Przejęcie ZOZ-u, w sytuacji, gdy mieszkańcy wykupują teraz cegiełki, aby go ratować, byłoby niemoralne i niegodne.
- W.B. - Prywatyzacja nie jest rozwiązaniem problemu, bo trzeba skądś ściągnąć lekarzy, ale nie ma skąd. Poza tym niezależnie czy właścicielem ZOZ-u będzie samorząd, publiczny czy prywatny podmiot, nic się nie zmieni.
- Plany likwidacji Narodowego Funduszu Zdrowia to dobry kierunek?
- A.P. - NFZ powinien być już dawno zlikwidowany. Gdy obowiązywały jeszcze kasy chorych widzieliśmy, że wreszcie coś zaczyna grać, dlatego byliśmy za tym, żeby przy nich zostać. Tak duży moloch, jak NFZ nie jest w stanie objąć wszystkiego, poza tym przy dzisiejszym systemie nikt z nas nie wie, dlaczego istnieją tak duże różnice w finansowaniu szpitali, dlaczego niektóre stać na podwyżki, a inne nie.
- W.B. – Nie zastanawiałem się nad tym. Za czasów kas chorych pacjenci mieli problem, żeby leczyć się nie w swoim województwie, obecny system umożliwia leczenie w całej Polsce i mam nadzieję, że ewentualne zmiany nie będą powrotem do kas. Osobiście marzę o takiej sytuacji, że może do mnie przyjść każdy pacjent i nie muszę się martwić o to, czy dostanę za to świadczenie pieniądze. A wiemy, że obecnie szpital pracuje niemal charytatywnie, bo NFZ nie zwraca nam środków za tzw. nadwykonania.
- Sochaczewska służba zdrowia wytrzyma te zmiany?
- A.P.
To, że służba zdrowia w ogóle u nas funkcjonuje, to wynik uporu i postawy samych pracowników, którzy znoszą ciągłe upokorzenia w zakresie uposażenia. To, że wytrzymujemy tu tyle wszyscy, to kwestia przywiązania i sentymentów do tego szpitala, ale kiedyś i to może u nas pęknąć i powiemy dość.
- W.B. – Nawet jeśli w szpitalu zapadną niekorzystne dla nas decyzje, to nie będziemy od razu podejmować strajku. Muszą być wyczerpane wszelkie inne możliwości – negocjacje, rozmowy. Strajk zawsze jest ostatecznością i nikt nie mówi, że to dobre rozwiązanie, zarówno dla szpitala, pracowników, jak i pacjentów.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości