Podczas wyborów Miss Sochaczewa w chodakowskim MOK-u jedna dziewczyna „zgarnęła” trzy szarfy, Miss Sochaczewa, Miss Publiczności i Miss Radia Fama. Anna Żaczek, bo o niej mowa, zgodziła się ze mną porozmawiać i podzielić wrażeniami z tego pamiętnego wieczoru. - Oswoiłaś się już z myślą, że uznano cię najpiękniejszą dziewczyną Sochaczewa? - W pewnym sensie tak, ale dochodzą jeszcze różne imprezy, dużo takich sytuacji, w których trzeba będzie się pokazać, tak, że emocje jeszcze przede mną. - Nie przeraża cię to? - Przeciwnie, bardzo się cieszę. Lubię się pokazywać publicznie, więc nie ma problemu. - Mieszkasz w tym momencie w Łodzi, tam studiujesz. Czy to nie przeszkadza ci w pełnieniu obowiązków najpiękniejszej? - Na pewno na wszystkie imprezy organizowane w Sochaczewie będę przyjeżdżać, niezależnie od tego czy będę miała szkołę, czy nie. Tytuł jednak do czegoś zobowiązuje. - Dwudziestego listopada, pamiętny wieczór, występ przed publicznością. Jakie wiązały się z tym emocje? Jak to wspominasz? - Tak, wieczór pamiętny pod każdym względem. Dla mnie pierwszy występ przed tak szeroką publicznością. Nawet pierwszy raz na scenie, w różnych strojach. Trzeba było powiedzieć coś o sobie, a to było najbardziej stresujące, przynajmniej dla mnie. Z całego wieczoru najbardziej zapadł mi w pamięć występ w sukniach ślubnych. Myślę, że publiczności również. Dziewczyny ubrane jak księżniczki, tak też się czuły. To było chyba najpiękniejsze. - A które wyjście było dla ciebie najtrudniejsze? - W sukniach wieczorowych. Było to pierwsze wyjście po niby kartingu i od razu w szpilkach. Nogi miałam jak z waty, straszna trema. Żeby się tylko nie pomylić, nie potknąć, żeby wszystko ładnie powiedzieć, a przede wszystkim nie zapomnieć własnego nazwiska. Ale jak już to dobrze poszło, to wszystkie następne wyjścia zdawały się być łatwe. - Kiedy nadszedł czas ogłoszenia wyników, spodziewałaś się, że zdobędziesz trzy szarfy? - Nie, najbardziej się cieszę z tytułu Miss Publiczności. Przynajmniej dla mnie jest najważniejszy, bo wydaje mi się najbardziej obiektywny i dlatego pragnęłam go zdobyć. - Kiedy już zdobyłaś tytuł Miss Radia Fama, czy liczyłaś , że otrzymasz kolejne? - Nie. Stałam w szarfie Miss Radia Fama i myślałam, że skoro już zdobyłam tytuł, to pewnie nie zdobędę innego. Tak więc to było bardzo miłe zaskoczenie. - Część oficjalna się zakończyła, wyszłyście przed MOK, a tam stały dwie białe limuzyny... i co było dalej? - Pojechałyśmy na kolację do Teresina, atmosfera była bardzo miła. Około jedenastej zaczynamy się zbierać do domu, wsiadamy do pięknej białej limuzyny z telewizorem, barkiem, telefonem, po prostu wszystkim i... nic. Stoimy. Po chwili kierowca uchyla okienko i pada zdanie: „Dziewczynki? Popchniecie mnie, bo jest oblodzone i nie mogę wyjechać?” i trzeba było popchnąć(śmiech). Na szczęście chłopaki z pizzerii wybiegli prawie od razu na parking i nam pomogli. Gdyby nie oni, to w ogóle byśmy stamtąd nie wyjechały. Kazali nam wsiąść do samochodu i się nie ruszać, tak że zachowali się naprawdę w porządku. Druga ciekawa sytuacja miała miejsce, kiedy już wracałyśmy. Mniej więcej w połowie drogi do Sochaczewa, nagle jakieś wstrząsy, limuzyna ledwo jedzie. Pytamy kierowcę, co się stało. Padła odpowiedź: „Wiecie co dziewczynki, zjedziemy na stację benzynową, bo mi się paliwo skończyło”. Tak że powrót był pełen niespodzianek i zgrzytów organizacyjnych. Nie jest jednak prawdą to, co napisali w jednej z lokalnych gazet, że jedna limuzyna się zepsuła i dziewczyny musiały wracać autobusem. - A jaka była reakcja rodziny i znajomych? - Mama była szczęśliwa. Obdzwoniła wszystkich znajomych i całą rodzinę. Potem urywały się telefony z gratulacjami. Było mi bardzo przyjemnie. Wszyscy zadowoleni. Moi znajomi z Łodzi są bardzo dumni, że studiują z koleżanką, która została miss. Podchodzą, pytają „Ania, Ania, mogę sobie zrobić z tobą zdjęcie?”(śmiech). - Na koniec może zachęcisz jakoś dziewczyny, żeby za rok startowały, bo chyba nie ma się czego bać. - Powiem szczerze, że kiedy spotykam jakąś dziewczynę po raz pierwszy, to nawet jeśli jej nie znam, to widzę w niej wiele pozytywów. W każdej dziewczynie jest wiele dobrych rzeczy i uważam, że każda jeśli się tylko postara i jeśli będzie bardzo chciała, uwierzy w siebie, stanie przed lustrem i przestanie rozwodzić się nad swoimi mankamentami, a zobaczy, co jest w niej ładnego. Po prostu każda dziewczyna ma szansę wygrać, bo każda ma coś w sobie. I uważam, że warto wystartować, bo to jest fantastyczne przeżycie i pozostają po nim bardzo miłe wspomnienia. - Dziękuję za rozmowę i jeszcze raz gratuluję. - Dziękuję Z Miss Sochaczewa rozmawiał Sebastian Stępień
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze