Ponieważ deszczowy pies jest mylony z innymi gatunkami rodziny psowatych, poczułem chęć zajrzenia do słownika, żeby ustalić, kim jestem naprawdę. Oto skrócone wyniki, które podaję za Słownikiem Języka Polskiego PWN (wersja elektroniczna):
kojot - canis latrans, zwierzę drapieżne z rodziny psów, zbliżone do szakala, o brązowawej sierści, żyjące głównie w preriach Ameryki Płn. i Środkowej;
szakal - zwierzę z rodziny psów, występujące w wielu gatunkach, wyglądem zbliżone do wilka, lecz mniejsze; najbardziej znany jest szakal złocisty (canis aureus), o gęstej, twardej sierści, barwy zwykle rudoszarej, na brzuchu - białawej; aktywny nocą; zamieszkuje płn. Afrykę, Azję i Półwysep Bałkański;
i wreszcie pies - canis familiaris, zwierzę domowe z rodziny o tej samej nazwie, powszechnie hodowane na świecie w różnych rasach i odmianach (około 300), często tresowane dla specjalnych celów, np. dla tropienia zwierzyny, szukania przestępców, ratowania tonących.
Ostatnio gatunki pomylił jeden z radnych i nazywał mnie na sesji rady miejskiej tak kojotem, jak szakalem. Wszystkiemu winien chyba Internet i nasz portal e-Sochaczew, gdzie rejestruje się coraz więcej psowatych. Są tam i „kojot”, i „szakal”, a także moje felietony sygnowane dobrze czytelnikom znanym „deszczowym psem”. Przy całym szacunku dla kojotów i szakali, jestem jednak psem i to deszczowym. Jednocześnie po raz kolejny pragnę przypomnieć, że nie obrażają mnie obelgi z zakresu psowatych, a także wszelkie parafrazy takowych. Mam jednak świadomość, że ów radny, nazywając mnie „szakalem”, chciał mnie jednak obrazić. Na wszelki wypadek sprawdziłem i to w słowniku. Rzeczywiście, można tak używać wyrazu szakal. Słownik o tym użyciu mówi, że oznacza ono człowieka czerpiącego zyski z czyjegoś nieszczęścia, wyzyskującego kogoś. Z czyich to nieszczęść czerpię zyski, kogo wyzyskuję? Jak słowo daję, nie mam pojęcia. Czym zatem zasłużyłem sobie na tego szakala? Odpowiadam: umiarkowanie krytycznym tekstem dotyczącym działania owego radnego na niwie publicznej. Tym samym moje życzenia, aby nie traktować osobiście tego, co piszą gazety nie spełniły się. Zresztą ani przez chwilę w to nie wierzyłem. Ale życzenia często dotyczą spraw nierealnych. W rozmowach kuluarowych radny nazywał mnie jeszcze inaczej. Niestety te określenia nic wspólnego z rodziną psowatych nie miały. Cóż, nasz bohater z pewnością nie jest zoologiem. Za to sprawnie posługuje się językiem polskim. Mam także świadomość, że moi adwersarze nie pomylą mnie nigdy z wilkiem, ponieważ wilk uchodzi za zwierzę szlachetne, a tego by sobie przecież nie darowali. Czekam jednak na lisa i fenka. Lis jak wiemy jest chytry i zdradliwy, a fenek to taki marny fenek, więc może się nadać. A mnie już tylko pozostaje powiedzieć, że jednak pies to nie szakal i nie kojot, tak samo jak osły i zebry nie są końmi.
Andrzej Gąsiorowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze