Kapitan Żeglugi Wielkiej Bohdan Górecki rzucił kotwicę i, jak twierdzi, na dobre zamknął morski rozdział swojego życia. W 1997 roku powrócił z Kanady w rodzinne strony i prowadzi obecnie stadninę konną i gospodarstwo agroturystyczne w Duranowie koło Sochaczewa.
Przez blisko 40 lat pływał po morzach i oceanach całego świata. Z Alaski do Japonii przewoził drewno statkiem o ładowności 700 tys. ton, odkrywał mielizny na wodach Oceanii, niedźwiedzie polarne karmił mydłem wytworzonym z foczego tłuszczu, po czym oznaczał je czerwoną farbą. Dowodził wielkimi tankowcami, z Houston na Jamajkę transportował kukurydzę. Mimo iż ćwierć wieku spędził jako kapitan na Oceanie Lodowatym pod kołem podbiegunowym, zapytany o port, który zrobił na nim największe wrażenie, z uśmiechem wskazuje marokańską Casablance.
W moim życiu było wiele przypadku
- Nie było jednej konkretnej przyczyny, dla której wyjechałem z Polski. Tak naprawdę na moją decyzję złożyło się wiele czynników. Między innymi nieszczęśliwa miłość, czy brak jakichkolwiek perspektyw dla 20-letniego człowieka w Sochaczewie, pod koniec lat 60. - mówi pan Bohdan. - Pojechałem odwiedzić rodzinę w Kanadzie. O moim pozostaniu w kraju klonowego liścia zadecydował rzut monetą. Orzeł zostaję, reszka wracam do Polski. Wypadł orzeł i tak zaczęła się moja przygoda na obczyźnie.
Początkowo było ciężko. Nie znał języka, często zmieniał miejsce zamieszkania w poszukiwaniu pracy. Przez jakiś czas zarabiał na życie jako górnik w kopalni odkrywkowej rudy żelaza, później przeniosł się do Vancouver, gdzie podjął sezonową pracę na kutrze rybackim. Swojego szczęścia postanowił szukać na północy. W miasteczku Prince Rupert na granicy z Alaską przez 2,5 roku pełnił funkcję latarnika morskiego na statku Alexander Mackenzie. Wymagano wtedy od niego uzyskania pierwszego stopnia kapitana, więc powrócił do Vancouver, gdzie zdał egzamin.
Dzisiaj, jeśliby zliczyć wszystkie certyfikaty żeglarskie pana Bohdana, byłoby ich blisko 20, w tym ten najważniejszy - Kapitan Żeglugi Wielkiej, gdzie w rubryce ograniczenia widnieje wpisane słowo - brak. - Chyba nie mam tylko zdanego egzaminu na łodzie podwodne - śmieje się pan Bohdan.
Zarówno konie jak i morze, to spokój i wolność
- Mój powrót do Polski i zajęcie się hodowlą koni to kolejny, zupełnie inny etap życia, lecz zgodny z moją naturą, gdyż zawsze najwyżej ceniłem sobie wolność i spokój. Po wielu latach na pokładzie swojego statku Kwatin stwierdziłem, że nadszedł czas na zmiany - kontynuuje Bohdan Górecki. - W Kanadzie zapuściłem korzenie, moje dzieci zaczęły dorastać, a ja obiecałem sobie, że pokażę im Polskę. Obiecałem także swojej córce, że gdy zrobi dwa lata fortepianu w rok, to kupię jej konia. Od jednego się zaczęło i z biegiem czasu założyłem własną stadninę. Jestem już dziadkiem. Ostatnio w odwiedzinach były u mnie wnuki, które staram się nauczyć języka polskiego.
Obecnie w szkole jazdy konnej pana Bohdana znajduje się 12 koni (2 ogiery, 2 wałachy, 8 klaczy). Wszystkie konie to araby czystej krwi litewskiego pochodzenia, odkupione od stadniny wilnowskiej. Osiągają one także sukcesy w wyścigach. Ogier Vijoklis jest obecnym rekordzistą na dystansie 1600 m na warszawskim Służewcu, z czasem 1:54.
3,5-hektarowe gospodarstwo, położone na obrzeżach Sochaczewa przy ulicy Duranów 7, oprócz kompleksowych kursów nauki jazdy konnej i zajęć hipoterapii prowadzonych przez doświadczonych instruktorów, oferuje również inne atrakcje na łonie przyrody. To idealne miejsce, aby odpocząć od miejskiego zgiełku. Sam gospodarz płynnie komunikuje się w języku angielskim i francuskimi, dodatkowo dla zainteresowanych prowadzi kursy językowe.
Maciej Frankowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze