Reklama

Doomowa apokalipsa w Fonobarze- Relacja z koncertów: Weedeater, Broken Betty, Major Kong

Kulturka
18/07/2012 01:05
Doomowa apokalipsa w Fonobarze- Relacja
Weedeater, Broken Betty, Major Kong
(15.07.2012, „Fonobar”, Warszawa”)

Major Kong, czyli bong za bongiem i Doom na smolisto- czarnym niebie


Jeszcze kilka lat temu nie bardzo byłoby kogo wystawić przed taką kapelą jak Weedeater, a teraz w zasadzie można przebierać i przebierać. Reprezentacja ekip supportujących podczas pierwszej edycji „Days Of The Ceremony” jest niezwykle mocna. Ostatniego niedzielnego wieczoru mogliśmy podziwiać dwie załogi: lubelski Major Kong i gdyński, Broken Betty. I zapewne nie tylko my byliśmy zDOOMieni poziomem granej przez nich muzyki, ale również i członkowie bandu z Północnej Karoliny, którzy wtopili się w tłum, żywo reagując na dźwięki płynące niczym posoka ze sceny „Fonobaru”.
Major Kong jako rozgrzewacz przed głównym daniem wieczoru wypełnia swą rolę idealnie. Piszę te słowa pamiętając ich zeszłoroczny koncert przed samurajami z Church Of Misery. Zresztą przed niedzielnym setem rozmawiając z Domelem- basistą grupy powiedziałem mu, że jak zagrają równie dobrze co wtedy to będzie miazga. Odpowiedział mi tylko: „Będzie lepiej”! I okazało się, że słowa dotrzymał, bo kapela powstała na zgliszczach stonerowego Fifty Foot Woman przywaliła, że aż miło. Głównym punktem wieczoru było odegranie nowego materiału („ Doom For The Black Sun”, 2012). Kawałki zabrzmiały niezwykle soczyście, można było zatopić się w tych brudnych dźwiękach i płynąć aż po bezkres. Jednak czas w tym przypadku nie był naszym sprzymierzeńcem, gdyż koncert grupy minął niezwykle szybko. Też tak mieliście?

Broken Betty- Totalna nawałnica dźwięków.


Trójmiejska formacja muszę przyznać w ostatnim czasie zaskoczyła mnie mega- pozytywnie. Po dwóch dosyć udanych, aczkolwiek mocno pachnących grungem płytach, zespół uderzył po raz trzeci w tym roku, zostawiając po sobie fonograficzny ślad w postaci „Original Features”. Na scenie „Fonobaru” ten ślad jest pewnie równie mocny. Myślę, że ekipa Jana Galbasa swoim „powertripowym” występem mogła wydrążyć sporej wielkości dziurę w podłodze. Już pod koniec pierwszego utworu liderowi grupy zerwała się najgrubsza struna w basie, co zdarza się raczej niezbyt często, a może być jedynie potwierdzeniem tego z jaką intensywnością grupa weszła w koncert. Dzięki uprzejmości Domela z Majora, który użyczył swojej basówki obyło się bez przerwy w koncercie. Mogliśmy jechać dalej. A bryka pod nazwą Broken Betty mknęła w zawrotnej prędkości, czasami tylko zwalniając, by uraczyć nas riffami w konwencji, która rządziła tego wieczoru. Odegrali w całości ostatnią epkę, w tym „ Bastard Rocket”, który moim zdaniem jest mocno „fu manchowy”, czy też „dozerowy”, co w tym przypadku nie jest bynajmniej żadnym zarzutem, a wręcz przeciwnie. Koncert zakończyli wieńczącym ostatnią płytę, numerem „Terminus / Freedom Out Of Fire”. Co prawda nie brzmiał on może tak space"owo jak na epce, jednak koncertowe wykonanie miało być może jeszcze więcej mocy. Duża w tym zasługa genialnej gry sekcji rytmicznej, a w szczególności perkusisty, który bezlitośnie okładał swój zestaw, nie oszczędzając jego, a tym bardziej siebie ani przez chwilę. Gitarzysta generował bardzo soczyste riffy, a bas dudnił i dodawał całości odpowiedniego groove"u. Szkoda jedynie, że wokal nagłośniony był tak, że niewiele było go słychać. Ale widocznie wszystkiego mieć nie można. No chyba, że na scenie za chwilę miała ulokować się taka kapela jak: Weedeater.


Weedeater- „Zło, Zniszczenie, Piekło, Płomienie”.

Bękarty Bongzilli i Buzzovena w tym roku świętują piętnastolecie swojego istnienia. Jednak spoglądając na Dixiego i resztę można mieć wrażenie, że całe życie to dla nich jedno wielkie święto. Frontman kapeli w koszulce Bad Brains wszedł, a w zasadzie wskoczył na scenę mocno pociągając z butelki „łiszkacza”, by dokonać dzieła zniszczenia na wszystkich zgromadzonych tego wieczoru. Przeważał materiał z ostatniej płyty („Jason...The Dragon”, 2011), chociaż zagrali też m.in. kawałki z przedostatniego longa („Good Luck and Good Speed”, 2007) z genialnym „Weed Monkey” na czele. Miło było oglądać rozszalałego perkusistę grupy. Keith "Keko" Kirkum pokazał, że słuszna postura nie przeszkadza w generowaniu istnego huraganu dźwięków, a tylko dodaje siły. Siły, która miała moc Kałasznikowa wespół z Perschingiem. Riffy grane przez Dave"a "Shepa" Shepherda były bezbłędne, ale prawdziwa potęga tkwi w ciężkim jak diabli dołowaniu basu Mr. Collinsa, który dodatkowo zachowywał się jakby zjadł przed koncertem całą apteczkę medykamentów rodem z filmu „Las Vegas Parano”. Natomiast jego wzrok przeszywał do szpiku kości.
Muszę przyznać, że trzymałem się dzielnie chcąc chociaż w minimalnym stopniu wtórować Dixiemu, jednak pod koniec skapitulowałem i totalnie odleciałem.
Weedeater to kapela, która nie bierze jeńców tylko pożera wszystko w całości (nazwa w końcu zobowiązuje:)) Jedyne czego mi brakowało tego wieczoru to właśnie buchających w stronę sceny oparów z konopnych liści, ale być może to mój węch zaczyna szwankować?!
Przed każdym kontaktem z Weedeaterem powinno pojawiać się ostrzeżenie: Nie próbujcie robić tego co Dixie bo prowadzi to do samozniszczenia!!!
„Days Of The Ceremony” zaczyna wkraczać w decydującą fazę. Już dziś w warszawskim klubie „Progresja” zagra włoski kolos „Ufomammut”. Jako supporty pokażą się dwie polskie grupy z kręgu stoner- doom metalu, Belzebong i Dopelord. Tak się składa, że tego dnia urodziny obchodzić będzie lider pierwszego z wymienionych zespołów. Bawmy, więc się bardzo ładnie i proponuję jakąś miłą niespodziankę przygotować:)

Tekst: Ch-Fu

Zapraszamy do poniższej fotorelacji!!!
Zdjęcia z koncertów: Major Kong, Broken Betty- Hanna Mirecka
Weedeater- Wojciech Samborski

Pozostałe koncerty w ramach festiwalu:

20 VII - The Flying Eyes + Horisont + Vagitarians (bilety - 30/40 zł)
25 VII - Eyehategod + Vagitarians + o.d.r.a. (bilety - 65/75 zł)

Wszystkie gigi odbędą się na openerowej scenie klubu Fonobar.

Przypominamy, że odbędzie się także after party Days of the Ceremony. Gwiazdą after party jest CROWBAR, który wystąpi w warszawskiej Progresji 8 sierpnia.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości