Jakiś czas temu, przy zupełnie innej okazji, kiedy ktoś z moich bliskich wybierał się na tę najbardziej tajemniczą wędrówkę człowieka, napisałem w wierszu słowa: szpitalne gołębie spokojnie podszczypują dusze chorych. Oczywiście nie mogłem przewidzieć, że tak nieszczęśliwie wpiszą się one w późniejszą rzeczywistość. W Katowicach dusze gołębi przewodziły w ostatniej drodze sześćdziesięciu sześciu duszom ludzkim.
W takich sytuacjach Polacy zrywają się ze swojego snu i zapędzenia. Niosą pomoc jak potrafią najlepiej. Ale ta posługa to już jest rzecz dla nas, nie dla zabitych. W Talmudzie czytamy, że anioł śmierci zlatujący do człowieka, cały pokryty jest oczami. Po cóż mu one? Oto zdarza się, iż anioł przybywający po dusze przekonuje się, że zjawił się przed czasem. Wtedy nie pokazuje się człowiekowi i nie dotyka jego duszy. Jednak niepostrzeżenie zostawia mu jedną parę niezliczonych oczu, które posiada. Te nowe oczy widzą o wiele więcej niż stare. Widzą wszystko na nowo i to nowe jest zupełnie inne od tego, co znało się dotychczas. I między obdarowanym a zwykłymi ludźmi otwiera się przepaść nie do pokonania, bo on już wie, a inni nie widzą nic. Nasza pomoc, choć konieczna, nie zasypie przepaści, która pojawiła się między nami, a ocalonymi rodzinami zmarłych. W takich chwilach ujawnia się wielki paradoks Boskich decyzji. Oto odchodzą od nas nie Ci, którzy wspinają się po wysokich górach, zdobywają bieguny, walczą na frontach nieustannej światowej wojny, ale rodzice z dziećmi, którzy wybrali się, żeby obejrzeć piękne ptaki - gołębie. Ptaki, które są przecież symbolem Ducha Świętego. Ja sam nie śmiałbym zachęcać rodzin ofiar do wiary i nadziei. Albo znajdą ją sami albo musimy nad tym spuścić zasłonę milczenia. Jest jeszcze inny aspekt sprawy. Goniący za pieniądzem świat przymyka oczy na wiele rzeczy. Na rozpatrywanie tak prozaicznych spraw, jak zalegające na dachach wznoszonych w pośpiechu molochów śnieg i lód, nikt się oczywiście nie ogląda. A może myśli o tym, ale jedynie w kontekście pieniędzy które trzeba by wydać na załatwienie problemu… Jednak te pozornie nieważne rzeczy mają tendencję do milczącego wzrastania i zawsze odzywają się wtedy, kiedy my zajęci jesteśmy czymś innym. Na przykład oglądaniem gołębi z naszymi dziećmi. Piszę te słowa z gorzkim poczuciem, że jakiekolwiek rozliczenie nie jest w tym przypadku możliwie. Co najwyżej słucham z zażenowaniem erystycznych popisów właścicieli zawalonej już dzisiaj budowli. Zmarły niedawno ksiądz Jan Twardowski mówił, że o Bogu nie da się mówić inaczej niż w paradoksalny sposób. Podobnie jest z wielkimi tragediami ludzkości. Nic nam lepiej nie pokazuje naszego miejsca w świecie. Przed aniołem śmierci nic nas nie może uchronić. W szczególności nie są to pieniądze, zaszczyty i władza. Paradoks wyraża się w tym, że tak samo nie bronią nas przed bezsensowną śmiercią dobre uczynki, wiara, nadzieja i miłość. To Bóg i tylko Bóg. Los Hioba w udręce, szaleństwo i rozpacz… Nie wiem dlaczego w telewizyjnych relacjach tak mało miejsca poświęcano ptakom. Co najwyżej, co jakiś czas pokazywano osamotnione zwierzęta siedzące na potężnej betonowej ścianie. A przecież to one prowadziły dusze swoich opiekunów. Tym, którzy zostali, pozostaje wiara, że w towarzystwie ptaków droga najbliższych im ludzi nie była samotna…
Andrzej Gąsiorowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze