Przez cały dzień nikt nie odpowiadał na wysyłane przeze mnie wiadomości. Nie było ich może znów tak wiele, nie dotyczyły śmiertelnie poważnych kwestii, właściwie obyłabym się i bez odzewu ze strony znajomych – ale co fakt, to fakt. Nieswoje przeczucie, że stoję z dłonią wyciągniętą do powitania, której nikt nie potrząsa, z czasem przerodziło się w pewność – świat o mnie zapomniał.
Wreszcie! – chciałoby się powiedzieć. Wreszcie role się odwróciły! Teraz to rzeczywistość w jakiś niepojęty sposób wyparła się mnie, zostałam wypisana z rejestru na czas nieokreślony. W końcu co im szkodzi, gdzieś tam, na zewnątrz, jednostka nie robi wielkiej różnicy. A pozwalając sobie na skromność – marna jednostka, mogłabym dodać. Ale nie odbieram tego personalnie! Wiadomo, ludzi jest dużo, jakoś się mieszczą, a gdzie jednego ubędzie, tam przybędzie kogoś innego. W tej radosnej kawalkadzie nie ma miejsca dla maruderów, powstałą dziurę można zapchać inną Justyną, jamnikiem, poświąteczną promocją albo mięsnymi delikatesami. Jaka to różnica dla Absolutu? Jaka to różnica dla siedmiu miliardów ludzi na planecie Ziemia?
Jak już wspomniałam, odkrycie, że zostałam zapomniana, przyniosło mi po części ulgę. Życie nie mogło już mnie znienacka dopaść. Jak cudownie proste jest nie istnieć! Resztę dnia (piszę: „dnia” dla ułatwienia, bo dla nieistniejących ludzi nie ma czegoś takiego jak „czas” czy „pora”) spędziłam maszerując po ciemnym pokoju w rytm nagrań Otisa Reddinga. Spocznij, żołnierzu. Twoja wypłata, najemniku. Życie przestało dobijać się do mnie, zaczepiać niczym natrętny pijaczek w parku – „Jak tam zdróweczko?”, „Panienka nie boi się tak sama?”.
Jeśli istnieje gdzieś Kraina Banałów, wszelkie stwierdzenia rodzaju „Życie, choć piękne, potrafi dać w kość” z pewnością sprawują tam władzę, a przynajmniej dzierżą znaczące urzędy. Łatwo jest nie istnieć, kiedy nic i tak do istnienia mnie nie zmusza. Łatwo być pacyfistą, gdy nie ma żadnej wojny. Łatwo jest ględzić walce z przeciwnościami losu i bojach o własne szczęście, gdy wszystko idzie jak z płatka, a szczęście wpada znacznie częściej niż wypadałoby zwykłemu gościowi. To oczywiste, że nie odpowiada mi walka, gdy walki i tak nie ma. Wolę sobie posiedzieć, po co wyważać otwarte drzwi? A mimo to, mam nadzieję, że gdy życie mnie dopadnie, stanę do boju i zawalczę o swoje szczęście. Jak na człowieka przystało.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze