Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Do przyjaciół gówniarzy
Motto: Kto się za ten wiersz obraża
Ten się sam za gówniarza uważa
Przeglądam w myśli wszystkich mych przyjaciół twarze
I myślę sobie, och psiakrew! czyż wszyscy są gówniarze?
Ach, nie! Jest kilku wiernych, z tymi pojechałbym nawet do Kielc.
A reszta? Ach, reszta, proszę pani, to jest gówno, wprost na szmelc.
Pytacie mnie, czemu do Kielc, a nie do Afryki lub na Borneo?
O, tam łatwiej przyjacielem być wśród tropikalnych puszcz,
Niż gdy za ścianą woła ktoś: puszcz mnie pan, ach, puszcz.
A pluskwy, ach, nietropikalne, mnożą się jak w aparacie tym ĄRoneo?.
O, tak w ohydnej wszawości małego miastka,
Gdy metafizyk głąb wypiera dowolna wprost namiastka,
Gdzie zamiast uczuć wszelkich są tylko jakieś marne substytuty,
A miłość dają tylko, ach, nieszczęsne prostetuty
(Bo krzywych zabrakło już),
A syf i tryper biegną w krok tuż, tuż,
Gdzie zwykła dorożkarska buda zastąpi wszelkie narkotyki świata,
I gdzie jedyne piękno jest: na zgniłych domkach jakaś, proszę pani, wieczorna, ta tak zwana,
ach, poświata,
I wszystko to na tle zupełnej nędzy
W smrodzie u gospodyni jakiejś potwornej wprost jędzy,
W ciągłej niepogodzie, co lepsza jest od słońca,
Bo wtedy wszystko zda się bliskim już, ach, końca -
Tak sobie wyobrażam Kielce, symbol, jako szczyt ohydy,
I jako jakieś Paramount najgorszej małomiasteczkowej brzydy.
A może piękne to jest, ach, miasteczko, ach, i nawet miłe
I niełatwo jest w nim złapać nawet kiłę...
W każdym razie tam przyjacielem być i w tych warunkach
Trudniej jest niż w afrykańskich najtropikalniejszych choćby wprost stosunkach.
Gdy człowiek gębą sra,
A tyłkiem podpatruje obroty gwiazd i mgławic dalekich spirale,
Gdy mu muzyczka skądiś gra,
A on gdzieś przy powale wydusza miliony pluskwich gniazd,
Gdy beznadziejność dusi jak ohyda i śmierdząca zmora,
Gdy człowiek sobie siebie widzi jako cuchnącego własnym sosem, ach, potwora -
Może to wszystko przejdzie, ach, a może nie,
W każdym razie to jest wszystko bardzo fe.
A do tego napisane nie krwią a gównem, bardzo źle.
Ja nie chcę tego, nie, nie, nie!
Tak sobie wyobrażam Kielce, symbol, jako szczyt ohydy,
I jako jakieś Paramount najgorszej małomiasteczkowej brzydy.
Słowa: Witkacy
Muzyka: Zbigniew Raj
Przyczynek do hecy z Deszczowym Psem!
Cześć wszystkim,
A szczególnie witam i pozdrawiam Ciebie Andrzeju,
Miałem okazję nie tak dawno osobiście Cię poznać. Zarówno po tym spotkaniu jak i czytając Twoje teksty widzę jasno, że jesteś człowiekiem o dużej inteligencji i elokwencji (bez dwuznaczności – w pozytywnym sensie). Masz również lekkie pióro – moje gratulacje – jest to nie tak częsta umiejętność czy zdolność. Jednak nie znam zbyt dużej liczby twoich tekstów, więc nie bardzo mogę oceniać poziom Twojego dziennikarstwa. Nie zamierzam go również oceniać telko po przytoczuonych wyżej tekstach z tego jednego Echa Powiatu.
Moim zdaniem wśród kryteriów dobrej roboty dziennikarskiej do ważniejszych należą:
- dążenie do prawdy, krytyczne (nie krytykanckie) widzenie rzeczywistości,
- podejmowanie, zajmowanie się tematyką ważną dla społeczności mniejszej czy większej,
- szczególnie ważne jest to czy takowa działalność przynosi pożytek tejże społeczności.
Fajnie że masz dość ostre, krytyczne widzenie rzeczywistości – to bardzo potrzebna cecha w dziennikarstwie. Czy jednak dostatecznie skutecznie i bezstronnie zastosowałeś te przymioty w odkrywaniu prawdy na temat postawy twórców eSochaczew?
Co my tu mianowicie mamy?:
Najpierw odsądzasz od jakiegokolwiek sensu i obiektywności wizerunek i osąd nad współczesnym Sochaczewem autorstwa dwóch dziennikarzy Życia – poniekąd słusznie,
a zaraz potem przyjmujesz na 100% optykę tychże dziennikarzy w ocenie i opisie poglądów i postaw przedstawicieli naszej lokalnej społeczności, których wypowiedzi są cytowane, a właściwie należy powiedzieć w swoisty sposób „używane” przez dziennikarzy Życia.
Nie wiem czy zadałeś sobie trud porozmawiania z osobami, których rzekome opinie czy wypowiedzi są przytaczane. Ja z kilkoma z tych osób rozmawiałem i pytałem, jak się ma to, co faktycznie tymże dziennikarzom mówili, do tego co przedstawia artykuł w Życiu. Otóż mniej więcej z treści takiej pojedynczej rozmowy telefonicznej czy bezpośredniego wywiadu w artykule były użyte wyrwane z kontekstu wątki czy urywki wątków – bardzo dowolnie dobierane przez dziennikarzy według z góry założonych tez. Mniej więcej z tego co było mówione przez daną osobę – w artykule znajduje się 2-5% tego co powiedziała. A już na pewno niewiele to miało wspólnego z intencjami wypowiadających się osób. Nie możemy więc tutaj mówić o porządnej robocie dziennikarskiej lecz o luźniej „impresji”, która z faktycznymi poglądami tychże Sochaczewian nie za wiele ma wspólnego. Myślę, że ze względu na własne doświadczenie zawodowe powinieneś się domyśleć tej „manipulacji” dziennikarskiej nawet bez takiego śledztwa, które zrobiłem ja sam. A cóż ty bracie sam zrobiłeś? Wziąłeś pędzel – no i z-malowałeś „fajny” obrazek-impresję, może atrakcyjny, dynamiczny, wciągający w odbiorze, ale czy prawdziwy...?
Andrzeju – z Twoimi przymiotami i cechami, które wymieniłem na początku tej mojej pisaniny – możesz robić coś naprawdę dobrego dla naszego miasta i powiatu, a nie strzelać z Wielkiej Armaty do Marcina, do Rafała – czy w ogóle do eSochaczew. Jaki to ma cel i sens? Twórcy eSochaczew zbudowali i ciągle zasilają swoją wiedzą, aktywnością, pomysłami „urządzenie społeczne” pożyteczne dla innych. Wiem, że niejednokrotnie podtrzymywanie życia (w sensie technicznym, sprzętowym, itp.) tego organizmu wiązało się z nakładami finansowymi z własnej kieszeni prowadzących wortal. A jednak oni to robią dla Sochaczewa już ponad pięć lat. Posądzanie ich jakąś pogardę dla naszego miasta, a jakieś wielkomiejskie maniery, czy zapatrzenie w Warszawę jest nie ma uzasadnienia. I taką opinię mogę śmiało sformułować na podstawie kilkuletnich obserwacji działalności publicznej Marcina, Rafała i ich kolegów z wortalu, a nie na podstawie kilku zdań wyrwanych z kontekstu wg klasycznej definicji manipulacji.
Dlaczego w wyrażasz opinię, że Twój osąd jest nieodwołalny? Przecież możemy w miarę naszych możliwości robić coś dobrego na forum publicznym (np. na eSochaczew) dla naszej społeczności, ukazywać rzeczy i szanse, których może inni nie widzą, pobudzać i samemu uczestniczyć w pożytecznych inicjatywach społecznych i lokalnych.
Słowo jest groźną bronią, którą się dość sprawnie posługujesz. Ale nie krzywdź innych, bo oni zaczną się bronić i mogą przy tym skrzywdzić Ciebie. Pewnie dlatego Marcin napisał to ostanie zdanie w swojej odpowiedzi na Twojego Deszczowego Psa…
Pozdrawiam serdecznie Ciebie Andrzeju jak i eSochaczewian
Róbmy razem coś dobrego i pożytecznego dla innych, nie wzbudzajmy niepotrzebnych awantur i sensacji spierając się o to, kto jest większym Patriotą Sochaczewskim. Taka ocena należy raczej do lokalnej społeczności i mierzy się dopiero po latach aktywności danej osoby, czy grupy osób.
Zen-ek
PS. A te spacje to jednak mógłbyś stosować – z litości nad czytelnikiem! Taki tekst „ciurkiem” przez stronę czy półtorej naprawdę trudno przeczytać.
Co to jest "sochaczewianizm"?
Oto przykłady:
1. pisanie o wielkiej ogólnopolskiej imprezie na 9 stronie - choć FAKT i Superexpress napisali na 2 i 3. O największej imprezie esochaczew tez nie napisano bliżej. Zawsze bowiem znajdą sie jakieś super infornacje, o tym, że z dachu spadł kot, albo Kolejna Bardzo Ważna Osoba z władz lokalnych zaszczyciła swoją obecnością gdzieśtam. Bzura zdaje się przegrała z sensacyjnym niusem na temat jakikolwiek.
2. cenzura na prowadzone na tej stronie dyskusje na temat pomnika Jezusa Chrystusa - nawet bojownicy z ES nabrali wody w usta. Problem przewijał się na tym forum przez pół roku. A gdzież panie Autorze felietonu była wtedy Pańska elokwencja?
3. brak odwagi cywilnej żeby umiescić swój felieton na stronie esochaczew.pl, choć taka możliwość Autor posiada. Przypomina to walenie w wielki bęben w Sochaczewie, choć i tak wiadomo, ze poza miastem nikt tego bębna nie słyszy. Do walenia w bęben można dodać: "a u Was to bija murzynów".
To prawda, pracujemy poza Sochaczewem i mieszkamy poza Sochaczewem. Nasza wadą jest to, że wyobrażamy sobie, że istnieją pewne standardy i procedury funkcjonowania. Stąd pewne nasze zdziwinie, że tak nie jest. Natomiast nie brakuje pary, żeby walnąć w gwizdek, choćby po to, zeby jak Autor felietonu spocząć na zasłużonych laurach.
serdecznie pozdrawiam
Marcinie,
moją odpowiedź na Twój list otwarty znajdziesz w Hyde Parku. Nie zamieszczam go celowo w tym miejscu, ponieważ nikt z adwersarzy chyba nie ma ochoty na dyskusję argumentacyjną. Póki co wytyka mi się i przytyka. Obawiam się, że dalsza dyskusja, co lubię powtarzać dość często, prowadzi w stronę werbalizmu, gdzie jakiejkolwiek prawdy ustalić już nie sposób. Zdaję sobie sprawę, że z moim poglądem na świat jestem w zdecydowanej mniejszości. Jeden z adwersarzy zarzucił mi w Hyde Parku, że plotę „filozoficzne komunały”. Mogę odpowiedzieć tylko jedno. To, co w chwilach naszego szczęścia jest „komunałem”, staje się czym innym, kiedy przychodzi zwątpienie, kiedy dotykają nas nieszczęścia, na które nie mamy wpływu. Wtedy człowiek i to każdy, jestem o tym głęboko przekonany, zaczyna się nad tymi komunałami zastanawiać i stają się one dla niego czymś żywotnym i autentycznym.
Nie zbijam na mojej krytycznej ocenie tego co pojawiło się w „Życiu” żadnych punktów, ponieważ jakiekolwiek punkty mam głęboko w nosie. Nigdy ani Was nie wspierałem, ani nie przeszkadzałem. W żadnym również słowie nie zaatakowałem portalu, wręcz przeciwnie. Nie zaatakowałem Waszego sukcesu, a jedynie dziwną metamorfozę, której, jak mi się zdaje, ulegliście. Metamorfozę, za którą poszły określone poglądy. Wiele z nich jak mi się wydaje stoi w sprzeczności także i ideałami harcerstwa, którego jesteś zasłużonym członkiem. Nie zgadzam się z nimi i tyle. Nie ma w tym nic osobistego. Nie mam zamiaru żonglować dalej słowami, nie uważam się także za profesjonalistę, czy z kogoś w tym rodzaju. W ogóle słowo „profesjonalista” jest dla mnie jak puste naczynie. Na portalu zaczęto mi nawet wyrzucać, że nie robię akapitów, za chwilę ktoś czerwonym długopisem pokreśli błędy, jest to z jednej strony śmieszne, z drugiej deprymujące, choć w tym miejscu warto także wspomnieć, że mimo wszystko poziom dyskusji na „eSochaczew” jest, w porównaniu do portali ogólnopolskich wysoki. To jest kolejna rzecz, która dobrze o Sochaczewie świadczy. Nie wiem, czy to ma dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie, ale ja naprawdę darzę Cię sympatią. Przede wszystkim dlatego, że jesteś człowiekiem czynu, bo nigdy nie mieliśmy okazji lepiej się poznać. Nie jestem zadowolony z tego, że się w tę dyskusję wdałem. Pewnie lepiej było zostawić sprawę jak jest, to znaczy Sochaczew pozostawić jako miasto „rednecków” nie zsiadających z traktorów i przestępców spędzających czas za kratkami. Człowiek jest bardzo odporną na argumentację istotą, dlatego nie mam najmniejszej wiary, że zmienię Twoje, czy Twoich kolegów poglądy. Już zupełnie na zakończenie. Przywary, które przypisałeś sochaczewianom pewnie istnieją w nas, mieszkańcach tego miasta. Jednak żadne inne miejsce na świecie nie jest od nich wolne, podkreślam ŻADNE, stąd użyteczność terminu „sochaczewianizm” jest znikoma.
Z poważaniem
AG
Czytając "teksty" Gąsiorowskiego w Echu zastanawiaja mnie jedna rzecz:
Jak to jest z tą naszą słynną polską mentalnością, że dopóki wszyscy jadą na jednym wózku to jest dobrze, każdy się "wspiera" wypowiada co raz to nowe pochwalne "ody" i przy każdej okazji deklaruje poparcie, współpracę i Bóg wie co jeszcze. Nie daj Boże jak komuś się coś uda - wyjdzie ponad stan przeciętności, zostanie zauważony itp. Zaraz ci "przyjaciele" dyskredytując jego sukces próbują zbić choć kilka swoich punkcików, w imię prywatnych spraw i kompleksów, na zasadzie "patrzcie oto ja i też coś mogę". Dla niewtajemniczonych jest to osławiony sochaczewianizm właśnie.
Kompleksów, bo słowa Gąsiorowskiego "chadza się (w Warszawie) do nudnych pubów i jeszcze nudniejszych klubów dla sfrustrowanych managerów" są dokładnym tego przykładem. Pisanie o jakimkolwiek miejscu - czy to Sochaczewie, Szczecinie, Warszawie czy Brochowie w takim kontekście jest co najmniej nie na miejscu a już na pewno nie jest godne "rzetelnego dziennikarza". Wszędzie są różni ludzie - smutni, sfrustrowani lub radośni, jak sam celnie napisał "to człowiek tworzy swój świat" . Jeśli taki jest tworzony przez Gąsiorowskiego świat jak opisany przez niego w Echu to wygląda on bradzo smutno. Nie wiem gdzie "chadza" Gąsiorowski ale ja mam szczęście nie trafiać do takich miejsc czy to w Warszawie czy Sochaczewie czy Feliksowie, w którym obecnie mieszkam i jemu też radzę je omijać. Być może wtedy sam radośniej spojrzy na życie i przestanie, przy okazji, wmawiać innym kompleksy które "wołają" z co drugiego zdania jakie wypowiada.
To napisałem ja Rafał Jabłoński - "warszawski karierowicz z popłatną pracą" , który śmiał autorowi reportażu w Życiu udowodnić, że w Sochaczewie jest Szkoła Muzyczna, MOK, Muzea: Ziemi Sochaczewskiej i Kolei Wąsk., kluby sportowe, ludzie żyją i pracują, bawią się i uczą o czym w Życiu nie napisano - a czym zasłużyłem na krytykę Redaktora Gąsiorowskiego, który z pewnością posiada lepszą "legitymację" do oceny Sochaczewa dlatego, że on sam tak uważa.
Do przyjaciół gówniarzy
Motto: Kto się za ten wiersz obraża
Ten się sam za gówniarza uważa
Przeglądam w myśli wszystkich mych przyjaciół twarze
I myślę sobie, och psiakrew! czyż wszyscy są gówniarze?
Ach, nie! Jest kilku wiernych, z tymi pojechałbym nawet do Kielc.
A reszta? Ach, reszta, proszę pani, to jest gówno, wprost na szmelc.
Pytacie mnie, czemu do Kielc, a nie do Afryki lub na Borneo?
O, tam łatwiej przyjacielem być wśród tropikalnych puszcz,
Niż gdy za ścianą woła ktoś: puszcz mnie pan, ach, puszcz.
A pluskwy, ach, nietropikalne, mnożą się jak w aparacie tym ĄRoneo?.
O, tak w ohydnej wszawości małego miastka,
Gdy metafizyk głąb wypiera dowolna wprost namiastka,
Gdzie zamiast uczuć wszelkich są tylko jakieś marne substytuty,
A miłość dają tylko, ach, nieszczęsne prostetuty
(Bo krzywych zabrakło już),
A syf i tryper biegną w krok tuż, tuż,
Gdzie zwykła dorożkarska buda zastąpi wszelkie narkotyki świata,
I gdzie jedyne piękno jest: na zgniłych domkach jakaś, proszę pani, wieczorna, ta tak zwana,
ach, poświata,
I wszystko to na tle zupełnej nędzy
W smrodzie u gospodyni jakiejś potwornej wprost jędzy,
W ciągłej niepogodzie, co lepsza jest od słońca,
Bo wtedy wszystko zda się bliskim już, ach, końca -
Tak sobie wyobrażam Kielce, symbol, jako szczyt ohydy,
I jako jakieś Paramount najgorszej małomiasteczkowej brzydy.
A może piękne to jest, ach, miasteczko, ach, i nawet miłe
I niełatwo jest w nim złapać nawet kiłę...
W każdym razie tam przyjacielem być i w tych warunkach
Trudniej jest niż w afrykańskich najtropikalniejszych choćby wprost stosunkach.
Gdy człowiek gębą sra,
A tyłkiem podpatruje obroty gwiazd i mgławic dalekich spirale,
Gdy mu muzyczka skądiś gra,
A on gdzieś przy powale wydusza miliony pluskwich gniazd,
Gdy beznadziejność dusi jak ohyda i śmierdząca zmora,
Gdy człowiek sobie siebie widzi jako cuchnącego własnym sosem, ach, potwora -
Może to wszystko przejdzie, ach, a może nie,
W każdym razie to jest wszystko bardzo fe.
A do tego napisane nie krwią a gównem, bardzo źle.
Ja nie chcę tego, nie, nie, nie!
Tak sobie wyobrażam Kielce, symbol, jako szczyt ohydy,
I jako jakieś Paramount najgorszej małomiasteczkowej brzydy.
Słowa: Witkacy
Muzyka: Zbigniew Raj
Przyczynek do hecy z Deszczowym Psem!
Cześć wszystkim,
A szczególnie witam i pozdrawiam Ciebie Andrzeju,
Miałem okazję nie tak dawno osobiście Cię poznać. Zarówno po tym spotkaniu jak i czytając Twoje teksty widzę jasno, że jesteś człowiekiem o dużej inteligencji i elokwencji (bez dwuznaczności – w pozytywnym sensie). Masz również lekkie pióro – moje gratulacje – jest to nie tak częsta umiejętność czy zdolność. Jednak nie znam zbyt dużej liczby twoich tekstów, więc nie bardzo mogę oceniać poziom Twojego dziennikarstwa. Nie zamierzam go również oceniać telko po przytoczuonych wyżej tekstach z tego jednego Echa Powiatu.
Moim zdaniem wśród kryteriów dobrej roboty dziennikarskiej do ważniejszych należą:
- dążenie do prawdy, krytyczne (nie krytykanckie) widzenie rzeczywistości,
- podejmowanie, zajmowanie się tematyką ważną dla społeczności mniejszej czy większej,
- szczególnie ważne jest to czy takowa działalność przynosi pożytek tejże społeczności.
Fajnie że masz dość ostre, krytyczne widzenie rzeczywistości – to bardzo potrzebna cecha w dziennikarstwie. Czy jednak dostatecznie skutecznie i bezstronnie zastosowałeś te przymioty w odkrywaniu prawdy na temat postawy twórców eSochaczew?
Co my tu mianowicie mamy?:
Najpierw odsądzasz od jakiegokolwiek sensu i obiektywności wizerunek i osąd nad współczesnym Sochaczewem autorstwa dwóch dziennikarzy Życia – poniekąd słusznie,
a zaraz potem przyjmujesz na 100% optykę tychże dziennikarzy w ocenie i opisie poglądów i postaw przedstawicieli naszej lokalnej społeczności, których wypowiedzi są cytowane, a właściwie należy powiedzieć w swoisty sposób „używane” przez dziennikarzy Życia.
Nie wiem czy zadałeś sobie trud porozmawiania z osobami, których rzekome opinie czy wypowiedzi są przytaczane. Ja z kilkoma z tych osób rozmawiałem i pytałem, jak się ma to, co faktycznie tymże dziennikarzom mówili, do tego co przedstawia artykuł w Życiu. Otóż mniej więcej z treści takiej pojedynczej rozmowy telefonicznej czy bezpośredniego wywiadu w artykule były użyte wyrwane z kontekstu wątki czy urywki wątków – bardzo dowolnie dobierane przez dziennikarzy według z góry założonych tez. Mniej więcej z tego co było mówione przez daną osobę – w artykule znajduje się 2-5% tego co powiedziała. A już na pewno niewiele to miało wspólnego z intencjami wypowiadających się osób. Nie możemy więc tutaj mówić o porządnej robocie dziennikarskiej lecz o luźniej „impresji”, która z faktycznymi poglądami tychże Sochaczewian nie za wiele ma wspólnego. Myślę, że ze względu na własne doświadczenie zawodowe powinieneś się domyśleć tej „manipulacji” dziennikarskiej nawet bez takiego śledztwa, które zrobiłem ja sam. A cóż ty bracie sam zrobiłeś? Wziąłeś pędzel – no i z-malowałeś „fajny” obrazek-impresję, może atrakcyjny, dynamiczny, wciągający w odbiorze, ale czy prawdziwy...?
Andrzeju – z Twoimi przymiotami i cechami, które wymieniłem na początku tej mojej pisaniny – możesz robić coś naprawdę dobrego dla naszego miasta i powiatu, a nie strzelać z Wielkiej Armaty do Marcina, do Rafała – czy w ogóle do eSochaczew. Jaki to ma cel i sens? Twórcy eSochaczew zbudowali i ciągle zasilają swoją wiedzą, aktywnością, pomysłami „urządzenie społeczne” pożyteczne dla innych. Wiem, że niejednokrotnie podtrzymywanie życia (w sensie technicznym, sprzętowym, itp.) tego organizmu wiązało się z nakładami finansowymi z własnej kieszeni prowadzących wortal. A jednak oni to robią dla Sochaczewa już ponad pięć lat. Posądzanie ich jakąś pogardę dla naszego miasta, a jakieś wielkomiejskie maniery, czy zapatrzenie w Warszawę jest nie ma uzasadnienia. I taką opinię mogę śmiało sformułować na podstawie kilkuletnich obserwacji działalności publicznej Marcina, Rafała i ich kolegów z wortalu, a nie na podstawie kilku zdań wyrwanych z kontekstu wg klasycznej definicji manipulacji.
Dlaczego w wyrażasz opinię, że Twój osąd jest nieodwołalny? Przecież możemy w miarę naszych możliwości robić coś dobrego na forum publicznym (np. na eSochaczew) dla naszej społeczności, ukazywać rzeczy i szanse, których może inni nie widzą, pobudzać i samemu uczestniczyć w pożytecznych inicjatywach społecznych i lokalnych.
Słowo jest groźną bronią, którą się dość sprawnie posługujesz. Ale nie krzywdź innych, bo oni zaczną się bronić i mogą przy tym skrzywdzić Ciebie. Pewnie dlatego Marcin napisał to ostanie zdanie w swojej odpowiedzi na Twojego Deszczowego Psa…
Pozdrawiam serdecznie Ciebie Andrzeju jak i eSochaczewian
Róbmy razem coś dobrego i pożytecznego dla innych, nie wzbudzajmy niepotrzebnych awantur i sensacji spierając się o to, kto jest większym Patriotą Sochaczewskim. Taka ocena należy raczej do lokalnej społeczności i mierzy się dopiero po latach aktywności danej osoby, czy grupy osób.
Zen-ek
PS. A te spacje to jednak mógłbyś stosować – z litości nad czytelnikiem! Taki tekst „ciurkiem” przez stronę czy półtorej naprawdę trudno przeczytać.
Co to jest "sochaczewianizm"?
Oto przykłady:
1. pisanie o wielkiej ogólnopolskiej imprezie na 9 stronie - choć FAKT i Superexpress napisali na 2 i 3. O największej imprezie esochaczew tez nie napisano bliżej. Zawsze bowiem znajdą sie jakieś super infornacje, o tym, że z dachu spadł kot, albo Kolejna Bardzo Ważna Osoba z władz lokalnych zaszczyciła swoją obecnością gdzieśtam. Bzura zdaje się przegrała z sensacyjnym niusem na temat jakikolwiek.
2. cenzura na prowadzone na tej stronie dyskusje na temat pomnika Jezusa Chrystusa - nawet bojownicy z ES nabrali wody w usta. Problem przewijał się na tym forum przez pół roku. A gdzież panie Autorze felietonu była wtedy Pańska elokwencja?
3. brak odwagi cywilnej żeby umiescić swój felieton na stronie esochaczew.pl, choć taka możliwość Autor posiada. Przypomina to walenie w wielki bęben w Sochaczewie, choć i tak wiadomo, ze poza miastem nikt tego bębna nie słyszy. Do walenia w bęben można dodać: "a u Was to bija murzynów".
To prawda, pracujemy poza Sochaczewem i mieszkamy poza Sochaczewem. Nasza wadą jest to, że wyobrażamy sobie, że istnieją pewne standardy i procedury funkcjonowania. Stąd pewne nasze zdziwinie, że tak nie jest. Natomiast nie brakuje pary, żeby walnąć w gwizdek, choćby po to, zeby jak Autor felietonu spocząć na zasłużonych laurach.
serdecznie pozdrawiam