Reklama

Gdzie jest Julita?

Niewiele osób piastujących określone stanowiska – polityczne, menedżerskie czy urzędnicze stać, aby pokazać, że za (ich?) sukcesami stoją konkretni ludzie. O tej znanej prawdzie przypomniałem sobie, kiedy przeglądałem w lokalnej prasie i portalach materiały o rozwoju sochaczewskiego oddziału położniczego. W relacjach pojawiało się mnóstwo nazwisk, prócz nazwiska położnej Julity Misiak.


Temat stał się dla mnie żywotny, ponieważ w styczniu w sochaczewskim szpitalu przyszła na świat nasza córka. Przez to wydarzenie zostaliśmy przeprowadzeni przez Julitę Misiak. Jestem przekonany, że takiego porodu nie mielibyśmy nawet w tak zwanej najlepszej warszawskiej klinice, za który to poród klinika wystawiałby nam słony rachunek. Było lepiej niż w domu. Ciepło, rodzinnie, sympatycznie i... zabawnie. Pracując z Julitą moja żona miała pomoc faktyczną i psychologiczną na każdym etapie rodzenia dziecka, bo nie jest tak, że wydarzenie to sprowadza się do kilku godzin.

Reklama

Dotąd uważałem, że udział w porodzie to cokolwiek pretensjonalna zabawa nowego mieszczaństwa, ale okazało się, że w Sochaczewie w ogóle nie ma dyskusji na ten temat. Ma pan być i koniec – powiedziano mi, za co dziękuję nie tylko Julicie, ale całemu personelowi. Narodziny dziecka widziane własnymi oczami okazały się być dla mnie tym, co w filozofii określa się mianem doświadczenia metafizycznego, do czego szerzej odniosę na moim blogu w NaTemat.pl, bo tutaj chcę trzymać się ściśle sochaczewskich tematów. 

Zawodu dziennikarza, z którego zapewne zna mnie część z Państwa, nie wykonuję już od kilku lat. Ale nieskromnie powiem, że dziennikarski i publicystyczny nos mi pozostał, no i że… ciągnie wilka do lasu. Praca dziennikarza z kolei to również praca detektywistyczna.

Reklama

Krótkie analizy i dociekania, do których skłoniła mnie oczywista sytuacja, doprowadziły do następujących wniosków. Za zmianami w sochaczewskim szpitalu, za, przepraszam za kolokwializm, wypasiona porodówką, może stać Julita Misiak. Wyjątkowa położna, która do pracy w Sochaczewie trafiła ze znanej porodówki na Żelaznej w Warszawie. Zdobyte tam doświadczenie pozwala jej m.in przyjmować porody w wodzie i w domu  (czego chyba nikt inny na ternie miasta nie robi). W ogólnopolskim konkursie „Położna na Medal” zajęła szóste miejsce pośród osiemdziesięciu sześciu rywalek.  To właśnie ta Julita Misiak, która nie pojawiła się „nawet na zdjęciu” w jakiejkolwiek relacji mediów i urzędów.

Nie przeprowadziłem oczywiście pełnego dziennikarskiego śledztwa. Moją tezę opieram głównie na doświadczeniu osobistym, krótkich wizytach na położnictwie i materiałach prasowych. Pamiętam również, że kiedy na świat przychodził mój syn (a było to już kilka lat temu), nie było tak fajnie, choć nie było również źle. Oczywiście rodził się na miejscu, w Sochaczewie.

Reklama

Wróćmy jednak do Julity. Julita jest pasjonatką tego co robi. Jej profesjonalizm wynika z pasji, a z pasją wiąże się nieinstrumentalne traktowanie pacjentek (czy może lepiej podopiecznych), jak również ich rodzin. Julita wie, że poród to wydarzenie dla wszystkich, i że nie ma powodu, żeby było to takie samo wydarzenie jak wyrwanie zęba, czy zszycie rozciętego kolana. Dla Julity przeprowadzanie mamy i dziecka przez poród to sztuka. Sztuka bez pretensji. 

Tego co piszę o Julicie, nie opieram wyłącznie na własnych spostrzeżeniach. Dużo rozmawiam z ludźmi i wiele młodych mam, które miały przyjemność pracować z Julitą w sochaczewskim szpitalu i nie tylko, potwierdza wszystko, co zostało wyżej napisane.

Reklama

Gdzie zatem jest Julita? Czy sochaczewska porodówka przemieniła się sama? Czy ciepłe kolory sal porodowych wymyśliły się same? Czy nowe urządzenia służące komfortowi rodzących, pojawiły się same?  Skąd wreszcie wzięła się bezpłatna szkoła rodzenia, jej wyposażenie i kto przeszkolił szkolących, żeby przekazali swą wiedzę przyszłym mamom i tatom?  Czy nowy duch wstąpił w sochaczewski szpital samoistnie?

Wydaje mi się, że znam odpowiedzi na te pytania, choć bez wnikliwego dziennikarskiego dochodzenia, nie chciałbym ich udzielać w tym miejscu. Państwo będziecie mieli zapewne własne zdanie. Jedno wydaje mi się pewne. Brak Julity Misiak w relacjach o sukcesach sochaczewskiej porodówki jest uderzający.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Malgosia22 2014-06-21 13:07:19

    Moje pierwsze dziecko rodziłam w Warszawie. Nie jestem zachwycona. W tym roku urodziłam moje drugie dziecko w Sochaczewskim szpitalu i jestem bardzo zadowolona. W tym miejscu chciałabym podziękować Pani Ninie (przepraszam nie pamiętam nazwiska - taka blondynka). Pomogła w przyjściu na świat mojej córeczce, za co jej bardzo dziękuję. Również inne panie na oddziale położniczym były bardzo miłe. KOBIETY NIE TRZEBA JECHAC DO WARSZAWY W SOCHACZEWIE JEST WSPANIALE !

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Pensu 2014-06-05 00:18:45

    Pani Julita jest cudowną osobą. Jako położna bardzo dba o przyszłą mamę. Podczas porodu daje
    z siebie 200% jest bardzo profesjonalna. Sochaczew zyskał wspaniałą położną.Pani Julito jak rodzić to tylko z Panią.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    rupi 2014-06-03 13:25:44

    W ostatnim czasie miałam okazję rodzić w naszym szpitalu. Osobiście Pani o której piszecie nie poznałam,ale chciałam podziękować Pani Agnieszce, Pani Mariolce i Pani Ewie. Podczas mojego pobytu miałam okazję być pod ich opieką i na żadną z nich złego słowa powiedzieć nie mogę. Sale owszem bardzo przyjemne i z pewnością zapewniają większą intymność i spokój podczas takiego wydarzenia jak poród. Myślę,że dlatego też mąż mniej się stresował towarzysząc mi :) Tylko niestety kolorowe ściany to nie wszystko. Fajnie by było gdyby personel mógł jeszcze pracować na sprzęcie ,który działa bez problemu. O aparatach do KTG to książkę można napisać. O lekarzach się nie wypowiadam, bo jak dla mnie to panie położne i pielęgniarki odwalają tam najwięcej pracy. Dziewczyny nie bójcie się rodzić u nas i nie słuchajcie opowieści jak z horrorów. I chyba też trzeba pamiętać,że nawet najcudowniejsza położna nie urodzi za nas a niestety nie każda przyszła mama chce współpracować o czym też miałam okazję się przekonać. Pozdrawiam wszystkie panie położne z porodówki i z całego oddziału położniczego.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama