Reklama

GDZIE SKARB TWÓJ, TAM SERCE TWOJE"

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
29/12/2008 10:10
Burzliwe losy serca Fryderyka Chopina
Gdy Fryderykowi Chopinowi niewiele już zostało życia, prosił swą siostrę: „Wiem, iż wam Paskiewicz nie pozwoli mnie przewieźć do Warszawy, więc zabierzcie przynajmniej moje serce". Tak - według legendy - miały brzmieć słowa umierającego w swym paryskim mieszkaniu 39-letniego kompozytora. Kiedy nad ranem 17 października 1849 roku ten ostatni zakończył żywot, profesor Cruveilhièr wydobył z klatki piersiowej serce, aby, zgodnie z wolą Chopina, przesłać je do Warszawy. Losy serca Chopina były równie dramatyczne, jak losy naszej ojczyzny w ostatnich dwustu latach. Pojawiają się w całej historii również wątki sochaczewskie. Ale zacznijmy od początku.
Serce Fryderyka Chopina, złożone w urnie, którą włożono do hebanowej skrzynki, ukryte jak kontrabanda pod kilkoma spódnicami, Ludwika Jędrzejewiczowa przewiozła przez granicę austriacko-rosyjską do kraju. Niektórzy twierdzą, że hebanowa skrzynka została sporządzona trochę później, już wówczas, gdy Ludwika - powróciwszy w styczniu 1850 roku do Warszawy - przekazała relikwie do kościoła Świętego Krzyża. Faktem jest, że czas jakiś serce znajdowało się w domu państwa Kalasantego i Ludwiki Jędrzejowiczów, nim doczekało się drugiej, tym razem dębowej oprawy i nim trafiło do podziemi kościoła Świętego Krzyża. Jeszcze wcześniej, nim ujął się za nim były pensjonariusz Mikołaja Chopina, ówczesny biskup Jan Dekert, drewniana skrzynka ze słojem i moczącym się w spirytusie sercem znajdowała się w zakrystii kościoła.
Miejscowi księża sprzeciwiali się przeniesieniu serca Chopina z podziemi do kościoła, gdyż jego właściciel nie był świętym. Rodzina czyniła starania, przekonując, że w ścianie świątyni wawelskiej znajdowało się już serce Klementyny z Tańskich Hoffmanowej. To poskutkowało. Serce Chopina zostało wmurowane w ścianę drugiego filaru podtrzymującego nawę główną świątyni po lewej jej stronie, zaś samą relikwię ochraniały dwie puszki: ołowiana i drewniana.
Kiedy w 1877 roku postawiono w kościele epitafium poświęcone pamięci tragicznie zmarłego Polikarpa Girsztowda, wszyscy sądzili, że jest to ostatni monument w świętokrzyskim kościele. Tymczasem, w trzy lata później, stanął wykuty w marmurze karraryjskim pomnik nad sercem Chopina, a zamówiła go siostra kompozytora, Jędrzejowiczowa, u rzeźbiarza Leonarda Marconiego. Z finansową pomocą pospieszył komitet społeczny. Na opłacenie kosztów przeznaczono dochód ze specjalnego koncertu, zorganizowanego przez Towarzystwo Muzyczne Warszawy z inicjatywy jego prezesa, Władysława Żeleńskiego.
Była to już druga tablica w miejscu, gdzie spoczęło serce kompozytora. Na pierwszej pomylono datą jego chrztu z rzeczywistą datą urodzin. Warszawskie gazety wykryły pomyłkę, fakty szybko skorygowano. Nowa tablica zawierała również cytat z Ewangelii św. Mateusza „Gdzie skarb twój, tam i serce twoje" oraz napis „Tu spoczywa serce Fryderyka Chopina". W ścianie świątyni świętokrzyskiej, serce Fryderyka Chopina przetrwało do września 1944 roku, kiedy to Niemcy splądrowali świątynię i wykradli serce.
Od początku powstania kościół Świętego Krzyża znajdował się w rękach niemieckich. Dopiero 23 sierpnia powstańcom udało się odbić cały ten obszar. Powstańcy nie zdołali jednak utrzymać kościoła zbyt długo, gdyż Niemcy ponownie go opanowali. Biuletyn powstańczy z tego okresu informował za powstańczą radiostacją „Błyskawica", że „w czasie akcji Niemcy zapalili kościół (gdzie było B.K.) przechowywane serce Chopina". Kilka dni później w „Biuletynie Informacyjnym" nr 66 znalazło się jednak sprostowanie. Podano, że urna z sercem Chopina nie spłonęła, znalazła się pod opieką Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej, kierowanego przez podporucznika Kazimierza Moczarskiego – „Rafała". Prawda była jednak inna. Urna z sercem Chopina znajdowała się już w niemieckich rękach. Czy Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej wiedziało o tym? Czy podało uspokajający komunikat „ku pokrzepieniu serc" mieszkańców walczącej stolicy, ukrywając rzeczywisty stan rzeczy w imię wyższych celów, czy też informowało w dobrej wierze, sądząc, że urna, która znalazła się w jego posiadaniu, jest autentyczna?
Za tym drugim zdaje się przemawiać fragment zapisków Kazimierza Moczarskiego, sporządzonych przez niego po powstaniu, a więc nie mających już znaczenia propagandowego. Szef BIP-u zanotował: „W „Café Bodo" (kawiarnia na ul. Foksal, w początkach września 1944 roku – B.K.) znów próba normalnej pracy. Poza „kaefami" rozporządzamy zdobyczną krótkofalówką niemiecką. Przechowujemy serce Chopina, wyniesione z kościoła Świętego Krzyża". A może tym, co się znalazło w posiadaniu Biura Informacji i Propagandy, było zupełnie coś innego niż urna z sercem Chopina? Ta bowiem znajdowała się już w tym czasie w rękach Niemców.
Z kolei ks. Alojzy Niedziela, od grudnia 1943 do 1960 roku pełniący posługę kapłańską w kościele Świętego Krzyża, miał był świadkiem odbicia go przez powstańców w sierpniu 1944 roku. Przed spodziewanym szturmem miejscową plebanię miał odwiedzić niemiecki kapelan o nazwisku Schultze (bądź Schulze). Kapelan ów miał w rozmowie z miejscowymi księżmi wyrazić się, że walki mogą się skończyć całkowitym zburzeniem świątyni. Zdając sobie sprawę ze znaczenia, jakie ma dla Polaków serce Chopina znajdujące się w kościele, zaproponował, aby księża dali mu je na przechowanie, obiecując zarazem jego zwrot po ustaniu walk. Nie widząc innej możliwości miejscowi księża przystali na propozycję niemieckiego duchownego i przekazali mu urnę z sercem Chopina, która przy pomocy kilku niemieckich żołnierzy została wyjęta z rozbitego filara.
Relację o przejęciu serca przez Niemców, podaje generał SS Heinz Reinefarth, zwany katem Warszawy, z którym rozmawiał w początkach lat siedemdziesiątych XX wieku Krzysztof Kąkolewski. „Dostałem ataku czerwonki - powiedział Reinefarth. - Leżałem w swojej kwaterze. Zameldował się oficer, komunikując, że jego oddział po wielogodzinnych walkach zajął kościół (Świętego Krzyża - B.K.), gdzie znalazł jakąś relikwię, i oficer postawił przed moim łóżkiem skórzany futerał. Na futerale było na małej plakietce nazwisko. Kazałem go postawić na szafie. Arcybiskup Warszawy był poza Warszawą i von dem Bach nawiązał z nim kontakt, ale arcybiskup powiedział, że nie ma świętego o tym nazwisku. Wtedy otworzyłem futerał, w środku było naczynie. Okazało się, że nazwisko na futerale należało do jego fabrykanta i było reklamą firmy. Nazwisko na naczyniu brzmiało „Chopin". W mgnieniu oka przypomniał mi się, bo zawsze pasjonowałem się muzyką i sam gram, testament Chopina: ciało w Paryżu, serce w Warszawie. Chopin w sercu pozostał Polakiem".
Niemieckiego generała niewiele interesowała droga, jaką przebyła urna, zanim trafiła do jego rąk. Otrzymał ją od swego podwładnego, który przypisał sobie zasługę znalezienia relikwii w zajętym „po wielogodzinnych walkach" kościele, zatajając, że dostarczył ją kapelan Schultze. Kiedy o urnie z sercem Chopina powiadomiono generała Ericha von dem Bacha, ten postanowił oddać ją prawowitym właścicielom, czyli hierarchom polskiego Kościoła. Zdawał sobie sprawę z doniosłości propagandowej takiego gestu.
Biskup Jerzy Modzelewski wspomina: "Byłem wtedy proboszczem parafii (w Milanówku). Jeżeli mnie pamięć nie myli - 4 września 1944 r. przybył do Milanówka arcybiskup Antoni Szlagowski. W kilka dni później (9 września 1944) zjawili się oficerowie niemieccy prosząc o rozmowę z arcybiskupem. Przyjęci na plebanii wyrazili życzenie, aby przedstawiciel Kościoła warszawskiego udał się do kwatery gen. von dem Bacha w celu odebrania urny z sercem Chopina. Arcybiskup wyraził zgodę. Dwoma samochodami wyjechali z Milanówka Arcybiskup, ks. Proboszcz i ks. Michalski (obecny biskup z Gniezna) wraz z asystą niemiecką. Przyjechaliśmy na Wolę do zabudowań firmy Elibor, gdzie znajdowała się kwatera gen. von dem Bacha. Na placu generał wręczył urnę Arcybiskupowi. Akcja przekazania była filmowana. W tym samym zespole osób wszyscy wrócili do Milanówka. Urna z sercem została umieszczona na pianinie w salonie-kaplicy, na I piętrze plebanii, i cały czas tam przebywała aż do dnia 17 października 1945 r. Była to 96. rocznica śmierci Chopina. W tym dniu ks. (Leopold) Petrzyk, proboszcz parafii Św. Krzyża w Warszawie, przybył na plebanię do Milanówka i w asystencji prof. (Bolesława) Woytowicza i Bronisława Sydowa odebrał urnę i zawiózł ją do Żelazowej Woli, a następnie do kościoła świętokrzyskiego w Warszawie".
Z innych źródeł wiemy – wspomnienia biskupa są błędne co do daty przybycia Niemców, którzy zjawili się w Milanówku 15 września 1944 roku. Mieli oni oświadczyć, że w ruinach kościoła Świętego Krzyża żołnierze niemieccy znaleźli urnę z sercem świętego Chopina, którą generał von dem Bach pragnie osobiście przekazać biskupowi. Biskup Szlagowski wsiadł w ofiarowany mu samochód, pojechał na Wolę, gdzie znajdowali się już wyżsi oficerowie niemieccy i żarzące się jupitery, przy blasku których miało nastąpić uroczyste, a mające oczywisty i wyłączny aspekt propagandowy, przekazanie urny z sercem genialnego kompozytora.
Arcybiskup Szlagowski nie chciał, by moment wręczenia mu serca Chopina został uwieczniony przez kamery. Dlatego umówił się z ks. Modzelewskim, że ten „przechwyci" serce w chwili, gdy niemiecki generał będzie je chciał wręczyć Szlagowskiemu. W momencie, gdy Modzelewski przejął serce, żeby je podać Szlagowskiemu, zgasło światło. Dzięki temu Niemcy nie mogli wykorzystać propagandowo tego wydarzenia.
Według innego autora opisującego losy serca kompozytora, docenta Czesława Sielużyckiego, wręczenie urny „działo się (...) na dziedzińcu przed gmachem głównym istniejącej jeszcze przed wojną warszawskiej spółdzielni Społem przy ul. Wolskiej 84", filmowanie zaś odbyło się parę dni później i gdzie indziej: „Bach-Zelewski, zorientowawszy się poniewczasie w walorze propagandowym dokonanej ceremonii, postanowił ją powtórzyć i sfilmować. Odbyło się to 17 września 1944 roku, tym razem w Ożarowie pod Warszawą. Na zachowanym do dziś fragmencie niemego, czarno-białego filmu (nagrywanie przerwała awaria elektryczności) widać dobrze postać generała na tle drewnianej sieni, gorzej - ujęte od tyłu osoby strony przeciwnej, wśród których prawie na pewno nie było abpa Szlagowskiego".
Wcześniej zacytowane sprawozdanie biskupa Modzelewskiego siłą rzeczy jest skrótowe. Nie wspomniał o tym, że urna nie stała jednak do końca wojny w jednym miejscu, że - na wszelki wypadek - była też ukrywana w domach zaufanych parafian i poza Milanówkiem. Nie wspomniał i o tym, że do Żelazowej Woli zawieziono ją na specjalne życzenie Bolesława Bieruta. Ówczesny przewodniczący Krajowej Rady Narodowej nie mógł odmówić udziału w uroczystościach chopinowskich, ale też nie chciał się pojawiać ani na plebanii w Milanówku, ani w kościele Świętego Krzyża.
W międzyczasie urna z sercem Chopina przez jakiś czas znajdowała się w Sochaczewie. Informacje poszlakowe, do których dotarł autor, wskazują, że była ona tutaj od około października 1944 roku do stycznia 1945 roku (?). Przekazy źródłowe i wspomnienia nie wymieniają jednak miejsca jej pobytu. Z informacji przekazanej przez Pana Stankiewicza dowiadujemy się, że znalazła się ona w sochaczewskim szpitalu. Tam też od września 1939 roku znalazł schronienie XIV-wieczny obraz Matki Bożej Różańcowej, zwany madryckim, przeniesiony z kościoła parafialnego. Dlaczego arcybiskup Szlagowski umieścił ją akurat w Sochaczewie? Odpowiedź wydaje się prosta. W Sochaczewie relikwia narodowa mogła być bezpieczna, gdyż tu znajdowały się siedziby wielu urzędów hitlerowskich przeniesionych z Warszawy objętej powstaniem, a następnie planowo niszczonej dom po domu. To najpierw do Sochaczewa były przywożone cenne zbiory z Muzeum Narodowego (obrazy).
To tutaj, do Sochaczewa, arcybiskup Antoni Szlagowski w towarzystwie ks. Jerzego Modzelewskiego, późniejszego biskupa, mógł za pozwoleniem generała von dem Bacha przyjechać i w tajemnicy przekazać do ukrycia urnę. O tym, że arcybiskup Szlagowski był w Sochaczewie jesienią 1944 roku, wiadomo z przekazów źródłowych. Może tu oficjalnie kontaktował się z władzami Rady Głównej Opiekuńczej, która to rada miała swoją dystryktową siedzibę w Sochaczewie. Należałoby przejrzeć setki akt tej rady, które zachowały się do dzisiaj i dokumentują życie okupacyjne na obszarze powiatu sochaczewskiego. Mimo, że pan Andrzej Jan Stankiewicz pisze, iż urna z sercem Chopina „za wyjątkiem tych kilku lat, kiedy spoczywała w ukryciu w kaplicy szpitala sochaczewskiego", mogła ona znajdować się w Sochaczewie co najwyżej od października 1944 roku do stycznia 1945 roku (?).
Z innych relacji wiemy, że, w obawie o los urny, została ona po przywiezieniu z Warszawy do Milanówka i jeszcze tego samego dnia potajemnie przeniesiona do mieszkania pianistki, Marii Findeisen, która pełniła funkcję prezesa Katolickiego Stowarzyszenia Kobiet Archidiecezji Warszaw¬skiej przy ul. Mickiewicza 12 i tam pozostawała przez pewien czas. Następnie urnę umieszczono na plebanii w saloniku na I piętrze, w prywatnej kaplicy biskupa Szlagowskiego.
Kilka dni po przewiezieniu urny z sercem Chopina do Milanówka, Antoni Nowak, zatrudniony w Centralnej Doświadczalnej Stacji Jedwabniczej jako stolarz, otrzymał zamówienie na wykonanie sekretarzyka - szkatułki do prze¬chowywania urny. Szkatułka służyła do czasu powrotu serca na jego dawne miejsce. 17 paź¬dziernika 1945 roku, o godz. 7 rano z rąk bis¬kupa urnę odebrał ks. Leopold Pietrzyk, pro¬boszcz parafii Świętego Krzyża w Warszawie. W towarzystwie pianisty i kompozytora prof. Bolesława Woytowicza oraz Bronisława Ed¬warda Sydowa delegacja udała się samocho¬dem przez Grodzisk Mazowiecki, Błonie, Paprotnię do Żelazowej Woli. Tam nastąpiło wręczenie urny ówczesnemu przewodni-czącemu Krajowej Rady Narodowej Bole¬sławowi Bierutowi.
Następnie serce Chopina przewieziono do Warszawy. Po powitaniu na rogatkach Woli urna powróciła do kościoła Świętego Krzyża. Foto¬grafie z uroczystości w Żelazowej Woli i w Warszawie zostały opublikowane wraz z fe¬lietonami Jarosława Iwaszkiewicza pt. "Serce Chopina" w październikowym „Przekroju".
Tuż przed powrotem urny do kościoła Świętego Krzyża szczegółowych jej oględzin dokonał Bronisław Edward Sydow. W raporcie dla Towarzystwa im. Fryderyka Chopina stwierdził: „urna składa się z zewnętrznej skrzynki dębowej, w której znajduje się druga skrzynka - mahoniowa (według Jędrzejewicza - hebanowa). W wieko jest wpuszczona srebrna blaszka w formie serca z napisem wyrytym, zawierającym daty urodzenia i zgonu Fryderyka Chopina. Wewnątrz tej skrzynki znajduje się słój kryształowy, hermetycznie zamknięty, w którym w przezroczystym alkoholu znajduje się doskonale zachowane serce Chopina. Rzuca się w oczy wielkość serca: jak na postać średniego wzrostu jest ono niepomiernie wielkie".
Z relacji Stanisława Podlewskiego, który wczesnopowojenne dzieje serca Chopina spisał i opublikował w tygodniku „Za i przeciw" w 1973 roku, wynika, że tą polską relikwią zainteresowano się tuż po wyzwoleniu Warszawy, zaś 18 września 1945 roku zawiązał się komitet obywatelski podpisany pod odezwą, która pojawiła się na wypalonych murach Warszawy na początku października tegoż roku: „Warszawo! W murach twych spoczywa od lat serce Fryderyka Chopina - tylko bowiem w stolicy Polski lec mogło na wieczny spoczynek serce, które swą miłość do ojczystej ziemi zaklęło swym geniuszem w najpiękniejsze, najgłębsze akordy muzyki. W tragicznych dniach 1944 roku, gdy mury twe rozpadały się w nicość śmierci, a twoi mieszkańcy wypędzeni ze swych domostw przez barbarzyńskiego wroga szli w najpotworniejszą tułaczkę, musiało opuścić twe mury również i serce Chopina. Przechowywane z pietyzmem poza miastem, wraca w dniu 17 października 1945. w 96. rocznicę śmierci Fryderyka Chopina, na swe dawne miejsce spoczynku - w mury kościoła Świętego Krzyża. Wraca tak, jak wróciło w twe mury tysiące innych serc, serc żywych, gnanych ku miastu najżarliwszym pragnieniem budowania nowej, najpiękniejszej Warszawy. Dzień 17 października będzie dniem twego hołdu dla nieśmiertelnego geniuszu jednego z twych synów. Będzie świętem Warszawy - miasta Chopina".
I tak też się stało. Serce Fryderyka Chopina wróciło do stolicy z plebanii w Milanówku przez Żelazową Wolę. Tam właśnie przekazane zostało władzom stolicy: magistratowi i przedstawicielom rządu. Potem przewieziono je do sali - historycznej już sali „Romy", by wreszcie - po wysłuchaniu koncertu chopinowaskiego - relikwia trafiła na powrót do kościoła Świętego Krzyża, gdzie znajduje się do dziś.
Jeśli chodzi o tablicę, to jestem sceptyczny co do pochopnego, szybkiego umieszczenia takowej na budynku byłego szpitala przy ulicy Staszica. Chodzi o to, by nie było jak z tablicą dotyczącą placu św. Dominika, czy ratusza. Historia jest tak szybko rozwijającą się nauką, że dziś wiedza dotycząca obu tych miejsc jest znacznie większa i to o konkretne informacje. Na pierwszej z tych tablic nie przeczytamy choćby, kiedy powstał konkretnie kościół dominikanek i jakie nosił wezwanie, a to już obecnie wiemy. W kwestii serca Chopina potrzeba również przeprowadzenia badań historycznych i uściślenia danych, choćby ustalenia konkretnego okresu przebywania serca wielkiego kompozytora w Sochaczewie.
Bogusław Kwiatkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama