Reklama

Hej, szable w dłoń…

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
02/11/2005 11:58
Hej, szable w dłoń…
Jakoś tak z końcem października, stawiła się na stołecznym majdanie cała szlachta, rycerstwo, damy dworu, że o dostojnikach i pospólstwie nie wspomnę. Zjawił się takoż starosta sochaczewski Ziutosław Płowy herbu Gołąb wraz ze swymi przybocznymi: rycerzem Stefmirem Wygadanym z Grefkowic oraz pisarczykiem onym Jędrkiem na odwachu.
Zanosiło się takoż na twarde starcie, albowiem Czerwone Pola, na które wszyscy chrapkę mieli, starosta kupcom angielskim był już przyobiecał, co nie w smak było drużynie księcia Bogumiła, któren całe pięć trzosów złota za nie oferował. Ziutosław jednakoż jeno w twarz mu się roześmiał, jakby ony pludry jakoweś dawał. Po czym na środek majdanu wyskoczywszy zebranemu tam towarzystwu, użalać się począł, że w starostwie dutków mało, takoż konfidencyja z zamorskimi kupcami co przyobiecali dwukrotnie więcej, jest dla jego stanicy wybawieniem.
Jakoż zjawił się i ów angielski kupiec, któren, o dziwo, gębą po naszemu nad wyraz sprawnie obracał, tak, że niejeden z ciżby dziwować się począł, iż choć nie uczony zamorskie parle, parle pojmuje. Ony zrazu przekonywać począł, że pragnie właśnie u nas interesa sprawować, boć przecie tytuł gminy Fair Play dzierżymy, więc chyba onego z kretesem nie wyryćkamy i spichlerze wielkie na Czerwonych Polach rychtować dozwolimy.
W tym momencie wyrwał się z grona kupieckiego wywodzący Józwa Czarny i optując za swoim zeSpołem groźnie natarł na przyjezdnego, pytając, czy też kramów jakowyś na polach rychtować nie przemyśliwają. Na co tamten w popłochu danym słowem pieczętował, że takowej kofnuzyji naszym sprzedawczykom nie uczynią, bo do bitki im niespieszno i rozpierdziuchy o kramy jakoweś wywoływać im niepilno.
Jnszy z towarzystwa, imć Julian, co mu ta sieczki z ciżem sterczały o bity trakt na Polach się dopominał, bo po rżysku stąpać nie chatko. Anglik z Kołomyi zaklinał się jednakoż na włócznie przodków, że trakt ów za jeden jedyny dukacik oddadzą, co onemu tym łatwiej przyszło, żeć przecie onej drogi takoż nie ma.
Na takie dictum zaszumiała cała stanica i niejeden za rękojeść szabli chwytał, więc szczęk oręża rozniósł się po majdanie, zaś Jurko, fechmistrz z Żelichowa, już nie zdzierżywszy, klingą ludziom starosty w oczy zaświecił. Po czym ruszył naprzód, wołając, że książęca drużyna na górę dutków od niewiernych się nie ogląda, jeno interesu swoich ciurów i pospólstwa wypatrując.
Zerwał się na to z miejsca pułkownik chorągwi Sojuszu, Krzyśko Niezgodny z Żyżyna, odparowując, iż wiele już wiosen mija, jak skryby książęce nad planami Pól się mitrężą, a kiedy one spaćkają, nierychło będzie wiadomo. Wtedy książe Bogumił o sprzeciwach szlachty co do planów zakrzyknął, ale zanim jeszcze umilkł, już Krzyśko lament wielki podniósł, imputując onemu, iż ten owe protesty podjudzać będzie. Na pomoc Bogumiłowi skoczył bez wahania imć pan Tadeusz grożąc, że gdy ruszą Kry, siak czy śmak i tak jaśnie Oświecony Pan Wojewoda całe one targi unieważnić jest władny. Drugi zaś książęcy, imć Julian herbu Zasuwa, przekrzykiwał podekscytowane towarzystwo, zarzucając starościcowi, że mało grajcarów za Pola wytargował.
- Pan się tu eksponujesz, jak książe jaki – odparował Krzyśko z Żyżyna – a przecie żeś jeno onego chorąży dla wygody Jegomości na służbę przyjęty. Jak w owym starciu, kiedyśmy się razem potykali.
- Ja tam nie byłem! – zakrzyknął oburzony imć Julian.
- Byłeś waść, byłeś! – krzyczeli rycerze Sojuszu.
Ale Julian uznawszy, że go oszwabić zamiarują, w przekonaniu pozostał, że jego w onej potrzebie nie było.
Przed szereg wysunął się z kolei Stefmir Wygadany z Grefkowic, któren zakrzyknął dramatycznie, iż to zmowa, która ma sprawić, by kupców przestraszyć i pognać, skąd przyszli. Wtedy hoża Danuśka z Radzanowa, bardzo się za ciekawiła, iluż to silnych parobków do spichlerzy przyjętych zostanie, a usłyszawszy, że zaledwie kilkunastu, posmutniała jakowoś i rezon zupełnie straciła. Natenczas Christofer Dobry Mor’a z zamorskiego zaciągu, zaciągając nieco, próbował języka zasięgnąć, czy też kupcy zdecydowali już za Czerwone Pola złotą monetą zapłacić. Na ono usłyszał, że owszem, jednakowoż dopiero wtenczas, gdy jako żywo skryby plany wyrychtują, bo nad rosnącą trawą może kmieć jaki, nie zamorski bogaty kupiec deliberować.
Tak to obie strony sporu rozstały się na niczym, jeno na odchodnym nieobyczajne suplementa pod nosem cedząc.
Imć Burzymir z Okopów
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości