Z tym naszym sztandarem – mówi Andrzej Seniuk – to było tak. W 1981 roku Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” w Chemitexie podjęła decyzję o ufundowaniu przez członków Solidarności własnego sztandaru. Rozpisano więc konkurs na jego projekt. Spośród wielu propozycji, po bardzo twardych i wnikliwych dyskusjach wyłoniono w końcu zwycięzcę, a został nim artysta Janusz Rogulski. Rozmowy były twarde, ponieważ, jak twierdzi Andrzej Seniuk, zarówno on jak i kilka innych osób z Komisji Zakładowej obstawało za tym, aby na sztandarze nie było symboli religijnych. „Wychodziliśmy z założenia, iż ma on teraz i w przyszłości służyć wszystkim związkowcom: wierzącym, ateistom, osobom innych wyznań, a nie wiadomo było także, jak jeszcze koleje losu Związku się potoczą. To przeważyło i projekt Janusza wygrał”. Znalazły się na ten cel związkowe pieniądze i sztandar chodakowskiej „Solidarności” zamówiony został w klasztorze na Starym Rynku w Warszawie u sióstr, które trudniły się haftowaniem sztandarów. Niestety nad tą robotą zastał je 13. grudnia. Po jej zakończeniu, już w stanie wojennym, siostry nierozsądnie przesłały do zakładu wiadomość, że sztandar jest do odebrania… Po sztandar pojechali więc funkcjonariusze SB. Potem pokazali go nam jedynie i sztandar zniknął. Przez cały stan wojenny nie było mowy o tym, żeby się o niego upominać, myśleliśmy nawet, że go zniszczyli. Również po zniesieniu stanu wojennego nie było z kim na ten temat rozmawiać. „Dopiero w 1989 roku, gdy odrodziła się „Solidarność” – mówi Andrzej Seniuk – ja na jednym ze spotkań w Urzędzie Wojewódzkim w Skierniewicach z wojewodą Borczykiem, zapytałem go o nasz sztandar. I ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, usłyszałem: - „Sztandar?! A przecież jest do odebrania”. I poszli gdzieś tam do podziemi, i przynieśli ów zaginiony sztandar. Więc wsiadłem wtedy natychmiast w taksówkę, trochę klucząc, drogą okrężną przywiozłem go do Sochaczewa i zostawiłem u Hanki Królowej, która była wtedy przewodniczącą Związku. Ta moja ostrożność wynikała z niepokoju i niepewności, czy przypadkiem czegoś nie kombinują. Wtedy walka jeszcze się nie skończyła i zdarzały się różne przypadki. Mogli mnie gdzieś w lesie w drodze do domu zatrzymać tzw. „nieznani sprawcy”. Przyznam, że trochę się bałem”. Jakiś czas potem nastąpiło uroczyste poświęcenie tego sztandaru w Chemitexie, jego chrzestnymi zostali: Anna Urbanowicz, posłanka ze Skierniewic i Maciej Bednarkiewicz, adwokat, poseł ze Skierniewic. Następnie z Chemitexu sztandar trafił do „Oddziału” w Sochaczewie, skąd po włamaniu, jakie tam nastąpiło, zabrałem go i umieściłem w bezpiecznym miejscu. Co roku, sztandar ten uczestniczy w procesji Bożego Ciała. A teraz, po uroczystościach 25-lecia „Solidarności”, chcę go przekazać do Muzeum Ziemi Sochaczewskiej, bo tam będzie dla niego najlepsze miejsce”. bus
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze