Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Rozgrzeszam Cię :)))))) Zawsze wydawało mi się, że mam poczucie humoru, ale ten felieton nie wywołał u mnie uśmiechu... Ech, muszę nad sobą popracować :)
Patrycjo, w zasadzie wszystko już napisałem, ale że wywołałaś mnie niejako do tablicy, chcę odpowiedzieć w dwóch słowach.
Z całą pewnością są ważniejsze sprawy, wydaje mi się, że taką myśl można znaleźć w moim tekście. Przepraszam za banał, ale rolą prasy jest zajmowanie się sprawami poważnymi i tymi zupelnie błahymi, tym bardzij rolą kogoś, kto stara się pisać felietony.
Sprawa "mgr" jest w dużej mierze kwestią konwenasu społecznego. Z dostępnej mi wiedzy wynika, że jest to po prostu nieeleganckie, bo mówimy to o sprawie sytuującej się gdzieś na tym poziomie. Etykieta, savoir-vivre. To są sprawy mi obce, dlatego mój tekst popełniłem jako laik w tej dziedzinie.
Ja sam już więcej dodać nie mogę, proponuję obejrzeć film, o którym wspominam, czy choćby "Rejs". Skoro twórcy tych filmów mogli troszeczkę pośmiać się z owego "magistra" i "inżyniera", to ja też chyba mogę.
Nie, no masz rację. Chodziło mi bardziej o to, że jak ktoś pracuje w zawodzie, który wykonywać można tylko po spełnieniu pewnych wymagań w zakresie wykształcenia, to nie widzę żadnych przeciwskazań do "chwalenia się" tytułem na wizytówce. Powiedziałabym nawet, że jest to wskazane. Może nie każdy obecny mgr, czy inż. jest pełnowartościowym i dobrze wykształconym magistrem, czy inżynierem, ale nie da się tego ocenić po wizytówce (z literkami, czy bez).
A jeśli chodzi o to sprawdzanie wykonawcy, to muszę Ci powiedzieć, że są ludzie, których w ten sposób oszukano, a raczej poprzez niedopowiedzenie wykorzystano. Stąd mój przykład, który dla większości jest mało trafny.
Poza tym wkurzył mnie ten artykuł - sory Andrzej. Ale czepianie się takich drobiazgów... Czy to ma jakieś znaczenie? Nie używam na codzień swoich literek, ale jeśli miałby mi ktoś mieć za złe ich wpisywanie na wizytówce służącej mi w pracy w danym zawodzie, to wzięłabym to za jakąś fobię, frustrację, albo zazdrość...
Do "trycji"... każdy rozsądny człowiek sprawdza uprawnienia kogoś do wykonywania danej czynności (czytaj projekt budowlany), a nie sugeruje się tytułem zapisanym na wizytówce. Zawsze możesz zażądać przedstawienia uprawnień wystawionych przez instytucje państwową na piśmie, a jak to Ci mało możesz to skonfrontować sprawdzając daną osobę w danej instytucji. Więc ten przykład jest nie trafny.
A co do artykułu ...Sami wszyscy wokół widziamy jak to nie którzy ludzie machają nam swoimi tytułami naukowymi, zdobywanymi lub niezdobywanymi. Wiedzę i intligencję człowieka określa sie po dokonaniach i słowach, a nie po trzech literkach na wizytówce.
Hmm, dostajesz wizytówkę mężczyzny, który mówi, że może przygotować Ci projekt Twojego wymarzonego domu. Na wizytówce jest napisane: Jan Kowalski. Projekt zrobiony, zapłacony. Nie dostajesz pozwolenia na budowę, ponieważ okazuje się, że Pan Jan Kowalski nie ma uprawnień do sporządzania projektów budowlanych, a co gorsza, nawet potrzebnego wykształcenia. Ale projekt zrobił, zapłaciłeś mu. Jakie masz podstawy do żądania zwrotu pieniędzy, jeśli Pan Jan Kowalski nie chwalił się odpowiednimi literkami? - Może to naciągane i znalazłby się niejeden kruczek prawny na Pana Jana, ale chciałam pokazać, że pracując w danej branży na wizytówce powinny być informacje o tytułach naukowych (bo mgr jest zdaje sie tytułem naukowym, w przeciwieństwie do inż.) potrzebnych do prowadzenia działalności. Oczywiście zgadzam się z Tobą w przypadkach, gdy kurier na wizytówce pisze, że jest magistrem psychologii :)
Rozgrzeszam Cię :)))))) Zawsze wydawało mi się, że mam poczucie humoru, ale ten felieton nie wywołał u mnie uśmiechu... Ech, muszę nad sobą popracować :)
Patrycjo, w zasadzie wszystko już napisałem, ale że wywołałaś mnie niejako do tablicy, chcę odpowiedzieć w dwóch słowach.
Z całą pewnością są ważniejsze sprawy, wydaje mi się, że taką myśl można znaleźć w moim tekście. Przepraszam za banał, ale rolą prasy jest zajmowanie się sprawami poważnymi i tymi zupelnie błahymi, tym bardzij rolą kogoś, kto stara się pisać felietony.
Sprawa "mgr" jest w dużej mierze kwestią konwenasu społecznego. Z dostępnej mi wiedzy wynika, że jest to po prostu nieeleganckie, bo mówimy to o sprawie sytuującej się gdzieś na tym poziomie. Etykieta, savoir-vivre. To są sprawy mi obce, dlatego mój tekst popełniłem jako laik w tej dziedzinie.
Ja sam już więcej dodać nie mogę, proponuję obejrzeć film, o którym wspominam, czy choćby "Rejs". Skoro twórcy tych filmów mogli troszeczkę pośmiać się z owego "magistra" i "inżyniera", to ja też chyba mogę.
Nie, no masz rację. Chodziło mi bardziej o to, że jak ktoś pracuje w zawodzie, który wykonywać można tylko po spełnieniu pewnych wymagań w zakresie wykształcenia, to nie widzę żadnych przeciwskazań do "chwalenia się" tytułem na wizytówce. Powiedziałabym nawet, że jest to wskazane. Może nie każdy obecny mgr, czy inż. jest pełnowartościowym i dobrze wykształconym magistrem, czy inżynierem, ale nie da się tego ocenić po wizytówce (z literkami, czy bez).
A jeśli chodzi o to sprawdzanie wykonawcy, to muszę Ci powiedzieć, że są ludzie, których w ten sposób oszukano, a raczej poprzez niedopowiedzenie wykorzystano. Stąd mój przykład, który dla większości jest mało trafny.
Poza tym wkurzył mnie ten artykuł - sory Andrzej. Ale czepianie się takich drobiazgów... Czy to ma jakieś znaczenie? Nie używam na codzień swoich literek, ale jeśli miałby mi ktoś mieć za złe ich wpisywanie na wizytówce służącej mi w pracy w danym zawodzie, to wzięłabym to za jakąś fobię, frustrację, albo zazdrość...