Spotkanie w Załuskowie było lekcją czegoś podejrzanego. Tym podejrzanym czymś jest dzisiaj patriotyzm. Ogromna część ludzi (i to nie tylko młodzieży, jakby się na pierwszy rzut oka wydaje) uważa, że należy się strzec przed patriotyzmem. Z jednej strony podaje się nam na talerzu obraz świata, w którym podobne pojęcia w ogóle nie istnieje, z drugiej, patriotyzm psują polityczni i religijni moralizatorzy najróżniejszej proweniencji. Nadanie ośrodkowi w Załuskowie imienia generała Tadeusza Kutrzeby jest natomiast przykładem czegoś, co nazwać można patriotyzmem organicznym. Nie narzuconym i takim, który wynika z naszych naturalnych potrzeb. Trudno dziś rozstrzygać, jakim człowiekiem był generał w kontaktach międzyludzkich. Możemy już raczej jedynie czytać to, co mówi o nim historia. A ta mówi nam o wykształconym, honorowym żołnierzu, który w czasach niemierzalnego chaosu stał twardo na ziemi i bronił tego, w co wierzył, póki starczyło sił i krwi. Moralizatorzy chcą jednak uczyć patriotyzmu inaczej. Stawiając Polskę i Polaków w nieustannej opozycji do Żydów, masonów, kapitalistów technokratów z UE i kogo tam jeszcze. Historia Kutrzeby i Załuskowa, któremu patronuje, pokazuje, jak bezsensowne są te działania i że prawdziwy patriotyzm potrzebuje ich jak ryba roweru.
Andrzej Gąsiorowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze