Reklama

Karma To Burn wSochaczewe

Kulturka
16/11/2010 23:37
BOGOWIE STONER ROCKA W SOCHACZEWIE- Relacja

Ostatnią jak dotąd imprezą z cyklu jam session w "Metalowcu" mieszczącym się przy ul. Płockiej był koncert legendy stoner rocka- zespołu Karma To Burn.

Jak w ogóle doszło do tego, że zespół z naprawdę górnej rockowej półki, który ma na swoim koncie współpracę z takimi artystami jak: Johnny Garcia, koncerty u boku największych grup ciężkiego grania, a w składzie muzyków związanych z takimi kapelami jak: Nebula, Treasure Cat czy Year Long Disaster, przyjechał do naszego niewielkiego miasteczka?! Przecież nie jesteśmy żadnym kulturowym centrum Polski czy nawet nie zasługujemy na miano ważnego miejsca na tej płaszczyźnie w regionie. O głowę biją nas takie "metropolie" jak: Teresin, Żyrardów, czy Błonie. A jednak to nie do nich lecz do naszego Sochaczewka przyjechał band from U.S.A. Otóż jak mówi stare jak świat porzekadło "Spróbować zawsze można". I wedle tej maksymy postąpił perkusista Luna Negra, Grzesiek Kawka i postanowił napisać do panów z KTB z zapytaniem o wspólny set w Sochaczewie. Zespół miał zagrać 12-go listopada koncert w Warszawie, a 14-go w Berlinie. W związku z tym, że pomiędzy tymi datami była pusta przestrzeń a kapela miała "okienko" a na dodatek Sochaczew znajdował się na trasie do stolicy Niemiec to muzycy zdecydowali się zagrać u nas. W dodatku zrobili to praktycznie całkowicie za darmo za co im chwała i ogromny szacunek.
Jednak mimo iż muzycy odpisali na maila twierdząco i potwierdzili to słowami w bezpośrednien rozmowie z Luną po koncercie w stolicy, jednak podczas przygotowań do imprezy, w Metalowcu czuć było lekką nerwowość i w powietrzu zawisło pytanie "Czy aby na pewno przyjadą?". A nawet później w momencie, gdy zespół przyjechał "Zagrają czy odjadą?". Ufff okazało się, że zagrali.
I to jak zagrali!!!
Była mniej więcej wpół do 19ej, gdy na teren posesji Płocka 50 podjechał ogromny autokar. Samochód ten wyglądał bardziej na jakiś futurystyczny wehikuł niż pojazd, którym miała by podróżować rockowa kapela. A propo"s wysiadła zeń ekipa równie odjazdowo wyglądająca co sam pojazd. Perkusista, którego wyraz twarzy przypominał Charlesa Mansona (w końcu jego nazwisko- Oswald jak wiadomo kojarzy się z domniemanym zabójcą J.F. Kennedy"ego), reszta ekipy też prezentowała się ciekawie. Po serdecznym przywitaniu weszli do środka lokalu przeprowadzić mały rekonesans ("Czy aby na pewno zagrają i nie zwieją?") a następnie zaczęli się przy naszej pomocy rozpakowywać ze swym sprzętem. A było co rozpakowywać. Wnieśliśmy razem z nimi praktycznie cały ich "stuff", którego waga mogłaby przewyższyć ze dwa samochody osobowe. Teraz już wiadomo, że nie ma żartów. "Ta zabawa nie jest dla dziewczynek" jak śpiewał onegdaj Janerka. Wielkie piece Marshalla, które sięgały sufitu sali robiły niesamowite wrażenie.
Właściwa część imprezy zaczęła się o godzinie 20-ej z minutami. Na scenę weszli tradycyjnie chłopaki z Luna Negra i tradycyjnie też dali czadu. Po mniej więcej półgodzinnym secie sochaczewsko- warszawskiego kwartetu i wymianie perkusji salwą dźwięków zaatakowali nas Amerykanie.
Od pierwszych dźwięków wiadomo było, że będzie to niezapomniany wieczór. KTB to maszyna, dobrze naoliwiona, siejąca spustoszenie i nie biorąca jeńców. Na szczęście obyło się bez ofiar, chociaż młyn był totalny. Licznie zgromadzona publika wtórowała kapeli podczas wszystkich ich kawałków. Grupa zagrała ... no właśnie nie wiadomo ile- godzinę a może dwie? Ale przy ich muzyce tego upływającego czasu nie można w żaden sposób zmierzyć. Te dźwięki były zupełnie "Out Of Time". Na pewno oprócz tnących jak brzytwa riffów, momentami walcowatych a innym razem ultraszybkich, ciężkiego dudniącego basu i masywnej perkusji ważne jest sceniczne zachowanie muzyków. To prawdziwi showmani. Zupełnie nie przeszkadza brak wokalu (na koncercie w Warszawie podczas kilku numerów rolę wokalisty pełnił nowy nabytek grupy, odpowiedzialny również za drugą gitarę znany z Year Long Disaster, Daniel Davies). Niesamowite wrażenie robi basista grupy, Rich Mullins. Odziany w super obcisłe ciuchy, z klasyczną dżokejką z równie klasycznymi przyciemnianymi okularami "przymocowanymi" na niej, wykonywał podczas całego koncertu prawdziwy festiwal szpagatów (muzyk non stop gra w dużym rozkroku) i min. Perkusista grupy, który oprócz pokaźnej brody imponował niesamowicie efektowną grą na perkusji. Nie wiem w jaki sposób można grać na talerzach umieszczonych na wysokości ponad 2 metrów, ale skurczybyk robił to niesamowicie. William Mecum- założyciel i gitarzysta grupy rzucał się po całej scenie zupełnie jak my wszyscy w bezgranicznej ekstazie. Jeśli natomiast chodzi o wspomnianego wcześniej drugiego gitarzystę kapeli to wyróżniał się on przede wszystkim wzrostem, który przy jego androgenicznej posturze dawał wrażenie człowieka pająka (dosłownie). Z początku nie pasował mi on do tej dobrze mi znanej układanki pod nazwą Karma To Burn, lecz z czasem to przeświadczenie minęło. Widać, że chłopak zaczyna łapać o co w tym całym rock"n rollowym klimacie chodzi. Co do muzyki jaka zabrzmiała chyba nie ma sensu wyróżniać utworu, który wypadł najlepiej, gdyż cały koncert był zagrany na niesamowicie równym, wysokim poziomie. Ani chwili wytchnienia, nie było żadnych pauz na zbędną konferansjerkę tylko sama muzyka, która bombardowała nas kawalkadą dźwięków. Mi osobiście brakowało nieco większego grona reprezentantek pierwszego albumu, choć "Patty Hearst"s Closet Mantra" to było spełnienie moich modlitw. Zagrane z jeszcze większym żarem niż na płycie. Brak wokalu nie wpłynął na odbiór kawałka a muzycy widząc, że znamy tekst na pamięć byli wyraźnie pod wrażeniem. Na koniec koncertu zagrali utwór "Twenty". Od razu w głowie wyświetlił się teledysk go promujący. Zaczęliśmy się wygłupiać imitując pewną sekwencję, która stanowi główny motyw klipu. Muzycy byli tym faktem wyraźnie rozbawieni. To był naprawdę niezwykły wieczór, pełen uniesień i ekstatycznych przeżyć. Jeszcze przez jakąś godzinę później muzycy byli do naszej dyspozycji podpisując różnego rodzaju gadżety jakie można było kupić z rąk urodziwej blondyny z obozu grupy, a także plakaty, które nam w ogromnej ilości rozdali. Pamiątkowe zdjęcia, toasty itd. itp. Na końcu udało się porozmawiać nieco na osobności z gitarzystą grupy Williamem. Z jego wypowiedzi można wywnioskować, że zapowiadana współpraca z ex- wokalistą Kyussa Johnem Garcią na razie jest odłożona na bliżej nieokreśloną przyszłość, gdyż cytuję "To leniwy meksykaniec" ( "Lazy Mexican"). Tak więc na razie następców "Two times" nie będzie. Za to dowiedziałem się, że lider KTB lubuje się w literaturze Charlesa Bukowskiego ("Woow man Charles Bukowski!", gdy zobaczył jego wizerunek na mojej koszulce) i Jacka Kerouaca. "Metalowca" i imprezę porównał do robionych dawniej na pustyni w Kaliforni "Generator Parties". Być może grupie po serii koncertów w większych klubach brakowało bardziej intymnej atmosfery i powrotu do przeszłości. Może było to dla nich kolejne doświadczenie, a może hołd dla rock"n rolla i jego istoty. Bo czyż rock to nie muzyka buntu, rebelia dla wtajemniczonych i wybranych?! Tak czy inaczej dzięki wielkie chłopaki. Wpadajcie jak najczęściej:)!!!
Mam nadzieję, że takie Wydarzenie jak koncert KTB wprawi w ruch koncertową machinę w naszym mieście, które to jak dotąd dla artystów różnej maści jest jedynie plamą na mapie i stanowi tylko trasę do Warszawy bądź Poznania. Może już wkrótce to się zmieni i będą oni przystawali u nas nie tylko na stacji benzynowej, lecz na nieco dłużej. Sądzę, że "Metalowiec" może się ku temu przyczynić. W końcu spróbować zawsze można!!!

Więcej zdjęć zmprezy już wkrótce w naszej galerii na stronie
Łukasz "Ch-Fu" Szewczyk
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    luciferatu 2010-11-17 13:37:00

    "Muzamar" to wdepnij do "Metalowca" 27 listopada zagrają dwie ciekawe kapele: jedna z Sochaczewa (Astral Tetris) i z Koszalina (RoadSide). A po części koncertowej jam session z muzykami tychże kapel jak i Luna Negra i L"Ombelico Del Mondo. Więcej info już wkrótce.
    ZAPRASZAM!!!
    Łukasz "Ch-Fu" Szewczyk

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    muzamar 2010-11-17 11:10:21

    Gratuluję Grześkowi że ściągnął taką kapelę do naszego miasteczka, niestety zupełnie nic nie wiedziałam o tym koncercie a bardzo,  bardzo tego żałuję. Musiało być nieźle i zazdroszczę tym co tam byli.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama