Trudno pisać o sobie, ale spróbuję: przed trzynastu laty opuściłam Podkowę Leśną i zamieszkałam na skraju Puszczy Kampinoskiej; od Sochaczewa dzieli mnie – zgodnie z mapą – 16 kilometrów, od Bzury piętnaście minut spacerkiem przez las. Jestem redaktorem, tłumaczką, czasem piszę krótkie opowiadania i wiersze, którym powierzam swoje myśli. Interesuje mnie literatura, muzyka, teatr. Kuszą mnie podróże, a w szczególności Sahara, gdzie byłam wiele razy i ciągle jeszcze nie mam dość tamtych widoków.
Często goszczę u siebie przyjaciół, spędzamy czas wędrując po okolicy, grając, śpiewając, a po ożywionych dyskusjach - dogadzając swemu łakomstwu. Mam spory zbiór książek kucharskich i chętnie sięgam po bardzo staroświeckie przepisy.
Chciałabym pisać o dalekich i bliskich podróżach, o książkach, a też o rozkoszach stołu.
Wielka przyjaźń łączy mnie nie tylko ludźmi, między innymi również z moim starym pianinem. Temu instrumentowi - z wieku i urzędu – należy się pierwszy wpis.
…
Tę niezwykłą znajomość zawarłam bardzo dawno. Miałam cztery i pół roku, kiedy ten instrument przybył do naszego domu. Razem z nim wprowadziła się muzyka. Kiedy mój starszy o dwanaście lat brat grał Etiudę Rewolucyjną, przycupnięta w kątku, nieruchomiałam pod kaskadami burzliwych, niepokojących dźwięków. Zapewne pełne, szlachetne brzmienie pianina sprawiało, iż ćwiczenia i gamy – przez ogół uczących się uznawane za nudny obowiązek – dla mnie były przyjemnością. Nie zostałam pianistką, ale lubię budzić moje pianino ze snu. Robię to prawie co dzień. Jego obecność w moim domu jest czymś bardzo ważnym.
Los dla tego dziś prawie stuletniego instrumentu był łaskawy: nigdy nie stał w żadnej stodole, nigdy nie dotykali go domorośli stroiciele, a ci, którzy ćwiczyli na jego klawiaturze swoje umiejętności, traktowali go z należnym szacunkiem.
Są wśród moich przyjaciół tacy, którzy przyjeżdżają bardziej do mojego pianina niż do mnie.
W zeszłą sobotę i niedzielę do mojego pianina przybyła czteroosobowa pielgrzymka: Witek, który zakochał się w jego brzmieniu, postanowił podzielić się swym zachwytem i przybył z Asią, Jolą i Grzesiem. Jola – wiolonczelistka, pianistka i poetka – grała przez całe sobotnie popołudnie, chwilami towarzyszył jej na gitarze Grzegorz. A my słuchaliśmy, słuchaliśmy, słuchaliśmy… Jej gry, jej wierszy, jej głosu.
Cóż, najwyraźniej jestem uzależniona. Wielką radość sprawia mi, że tym upojeniem dźwiękami mogę się dzielić z przyjaciółmi.
A historia instrumentu? Pochodzi z założonej przed 175 laty niemieckiej firmy fortepianów i pianin. Słuchanie jego brzmienia daje prawdziwe wytchnienie od zgiełku dzisiejszego świata.
Po prostu mam wiele szczęścia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pozdrawiam. Podziwiam i zazdroszczę po trosze. Od kiedy sięgam pamięcią, marzyłam o tym, żeby grać na pianinie. Na razie nic z tego nie wyszło, ale wszystko przede mną, może w końcu się uda.
Pani Basiu jestem pod ogromnym wrażeniem książki Pani autorstwa pt. "Podkowa i stare koronki". Kupiłam ją dzisiaj właściwie i głównie ze względu na sentyment do "starej Podkowy" z opisów mojej mamy no i jeszcze z powodu Pana Jacka, który był moim a jest mojej mamy sąsiadem od wielu lat.... i się znamy:) Kierowała mną zwykła ciekawość. Zaczęłam ją czytać i wciągnęła mnie bez reszty :) właściwie dobijam do końca lektury a tutaj dom, dzieci i cała reszta leżą odłogiem, bo oderwać się od niej nie sposób !! Ciekawa treść, humor z jakim jest pisana, kompozycja, ilość ciekawostek także Pani wrażliwość i przenikliwość robią na mnie ogromne wrażenie!! Zaintrygowana nowo poznaną autorką postanowiłam dowiedzieć się o niej czegoś więcej za pomocą internetu. Tym sposobem trafiłam na "Otwarte ogrody" i Pani tomik poezji pt. "Wiersze przydrożne" swoją drogą (choć aż głupio tak kogoś komplementować bez końca) jednak nie mogąc tego pominąć wspaniale przez Panią czytany. Postanowiłam zakupić go niezwłocznie. Niestety z przykrością widzę, że w sklepach internetowych jest niedostępny.... ps. Dosłownie dwa dni temu spotkałam Pana Jacka przypadkiem, tym razem liczę na to, że uda mi się otrzymać od Państwa wpisy do mojego egzemplarza książki, byłoby mi niezmierni miło....:) Pozdrawia serdecznie, najnowsza fanka :)
Pozdrawiam. Podziwiam i zazdroszczę po trosze. Od kiedy sięgam pamięcią, marzyłam o tym, żeby grać na pianinie. Na razie nic z tego nie wyszło, ale wszystko przede mną, może w końcu się uda.
Pani Basiu jestem pod ogromnym wrażeniem książki Pani autorstwa pt. "Podkowa i stare koronki". Kupiłam ją dzisiaj właściwie i głównie ze względu na sentyment do "starej Podkowy" z opisów mojej mamy no i jeszcze z powodu Pana Jacka, który był moim a jest mojej mamy sąsiadem od wielu lat.... i się znamy:) Kierowała mną zwykła ciekawość. Zaczęłam ją czytać i wciągnęła mnie bez reszty :) właściwie dobijam do końca lektury a tutaj dom, dzieci i cała reszta leżą odłogiem, bo oderwać się od niej nie sposób !! Ciekawa treść, humor z jakim jest pisana, kompozycja, ilość ciekawostek także Pani wrażliwość i przenikliwość robią na mnie ogromne wrażenie!! Zaintrygowana nowo poznaną autorką postanowiłam dowiedzieć się o niej czegoś więcej za pomocą internetu. Tym sposobem trafiłam na "Otwarte ogrody" i Pani tomik poezji pt. "Wiersze przydrożne" swoją drogą (choć aż głupio tak kogoś komplementować bez końca) jednak nie mogąc tego pominąć wspaniale przez Panią czytany. Postanowiłam zakupić go niezwłocznie. Niestety z przykrością widzę, że w sklepach internetowych jest niedostępny.... ps. Dosłownie dwa dni temu spotkałam Pana Jacka przypadkiem, tym razem liczę na to, że uda mi się otrzymać od Państwa wpisy do mojego egzemplarza książki, byłoby mi niezmierni miło....:) Pozdrawia serdecznie, najnowsza fanka :)