Reklama

KINO ROBOTNIK - felieton

Kulturka
14/12/2008 12:31
KINO ROBOTNIK

Wspominając przeszłość naszego miasta, nie można pominąć miejsc, które zachowały się we wspomnieniach wielu pokoleń mieszkańców Sochaczewa. W tamtych czasach można było miło spędzić czas w licznych placówkach kultury. Jedną z nich było legendarne kino Robotnik.

Przed wojną, kino nazywało się „Mewa” i prowadzili je panowie Graber i Kołodziejczak. Obiekt przejął po wojnie Wojewódzki Zarząd Kin w Warszawie. Pierwszym kierownikiem kina był Bolesław Paluchow. Jego miejsce zajął, w 1971 roku, Stanisław Barszczewski. Potem kino do samego końca jego istnienia, czyli do 1991 roku, prowadziła pani Barbara Warzecha.

Pojemność kina to 339 miejsc, wliczając w to parter i balkon. Bilet wstępu kosztował od 9 do 12 złotych. Dla porównania: bochenek chleba kosztował trzy złote. Cena zależała od popularności filmu, godziny emisji i miejsca na sali. W kinie pracowano we wszystkie niedziele i święta. Dniem wolnym był natomiast poniedziałek.

W czasach komunistycznych, repertuar kina był dobierany pod dyktando ówczesnej władzy i jej propagandy. Z początku grano wiele filmów wojennych oraz produkcji kinematografii radzieckiej. Ogromną popularnością cieszyła się seria filmów o wodzu Apaczów Winnetou czy „Skarby króla Salomona”. Rekordy popularności biły takie amerykańskie produkcje takie jak: „Love story”, „Absolwent”, „Skłóceni z życiem”, „2000 Odyseja Kosmiczna”, „Planeta małp”, „Nocny kowboj”, „Znikający punkt” czy „Easy Rider”. Publiczność szczelnie wypełniała salę kinową, gdy na ekranie pojawiały się filmy o samurajach Akiro Kurosawy czy, także japońska, seria o Godzilli.

W 1986 roku pani Warzecha wprowadziła tak zwane „Maratony Filmowe”. Polegało to na tym, że z małymi przerwami wyświetlano trzy filmy. Przeważnie były to filmy komediowe, sensacyjne i tzw. kino moralnego niepokoju. Wszystko to serwowano w godzinach wieczornych i nocnych, z piątku na sobotę. Na uwagę zasługuje fakt, że dopiero w tym czasie można było wyświetlać tzw. „półkowniki”, czyli filmy, które długo zalegały na półkach, gdyż komunistyczna propaganda nie zgadzała się na ich emisję. Inną atrakcją - tym razem dla dzieci i młodzieży szkolnej do dwunastego roku życia – były „Poranki Filmowe”. Trwały godzinę. Bilety na nie sprzedawano po 2 złote. Emitowano przeważnie ekranizacje lektur szkolnych. Zajmowały dwa lub trzy seanse. Wszystkie okoliczne szkoły mogły nacieszyć się takimi filmami jak: „Król Maciuś Pierwszy”, „Historia Żółtej Ciżemki” czy „Akademia Pana Kleksa”. W sobotę grano przeważnie dwa seanse, a w niedzielę aż cztery. Po poranku przychodził czas na film dla starszej niż uprzednio, młodzieży. Następnie około 17.00, lub 18.00 grano filmy dla dorosłych. Gdy film był opatrzony podtytułem „dla dorosłych”, ściśle przestrzegano granicy wieku. Należało koniecznie wylegitymować się dokumentem, w przypadku młodych ludzi, najczęściej legitymacją. W tygodniu filmy grano o godzinach 17.00 lub 18.00.

Niektórzy do dziś pamiętają, że sławnym i wielkim produkcjom kino Robotnik poświęcało więcej niż jeden seans. Samo „Wejście Smoka” z Brucem Lee, przy zapełnionej po brzegi sali, grano tu przez półtora miesiąca. Komplet widzów zapewniały też m.in. „Potop”, „Pan Wołodyjowski”, „W pustyni i w puszczy”, „Sami Swoi”, „Nie ma mocnych” czy „Noce i Dnie”. Grano również filmy popularno - naukowe dla młodzieży jak np. „Helga”, gdzie pokazany był poród. Stąd, czasem zdarzało się, że po wyjściu z kina mdlała któraś z dziewcząt.

Kino Robotnik, to nie tylko seanse filmowe. Wiele osób pamięta do dziś, organizowane w nim akademie z okazji świąt: 1 Maja, Rewolucji Październikowej, 22 lipca i potem 3 Maja. Zapraszano także na koncerty w kinie popularne zespoły, zagrali w nim Trubadurzy z Krawczykiem, Skaldowie czy 2 plus 1. Odbywały się także spotkania z aktorami, między innymi z Wacławem Kowalskim i Romanem Wilhelmim.

Jednak nie przez cały okres działalności kino funkcjonowało w budynku przy ulicy Warszawskiej. Na pewien czas, ze względu na remont, przeniesiono je do Domu Rzemiosła przy ulicy Żeromskiego. Taki stan rzeczy panował w latach osiemdziesiątych. Stąd też, wielu widzom w pamięci utkwiło, że w tym lokalu mogli obejrzeć „Człowieka z żelaza” i „Człowieka z marmuru”.

Po remoncie, kino wróciło do lokalu przy ulicy Warszawskiej. Remontem objęty był nie tylko budynek ale i stanowiska kasjerek. Gdy piszemy o pracownikach, nie sposób nie wspomnieć jeszcze kinooperatorów. W kabinie projekcyjnej, która była w istocie dużym pokojem, stały dwa wielkie projektory. Filmy przywożono na dwóch szpulach i analogicznie zakładano na obie maszyny. Gdy jeden zwój kliszy się skończył, operator musiał przełączyć obraz na drugą maszynę, tak, aby film zachował ciąg. Na ówczesne warunki techniczne, zdarzało się czasem, że film się zerwał czy zaciął w maszynie. Jednak dobry pracownik obsługujący maszyny, szybko zaradził sytuacji klejąc film, niekiedy w trakcie projekcji, specjalnym klejem. Na szczególną uwagę zasługuje Zbigniew Harmata, nieżyjący już kinooperator, którego byli pracownicy kina wspominają jako niezastąpionego w technicznych sprawach. Pracował w kinie przez 15 lat. W kinie pracowały również bileterki, w tym pani Dworak, jej syn Jan Dworak był potem prezesem Telewizji Polskiej, jest znanym producentem filmowym. Dworak, w lutym 2004 roku, tak wspominał na łamach „Expressu Sochaczewskiego” kino Robotnik: - Miałem kilka lat, gdy zacząłem chodzić do kina, ponieważ moja mama była tam bileterką. Zatem bywałem tam dość często Pamiętam, jak będąc małym brzdącem, postanowiłem wybrać się tam sam. Mieszkaliśmy wtedy na ulicy Staszica, za szpitalem. Droga z mojego domu na ulicę Warszawska, gdzie mieściło się kino, wydawała mi się istną wyprawą. Oczywiście do kina wypuściłem się bez wiedzy rodziców. Odwiedzałem też inne kina w Sochaczewie: Wiedzę, Błękit i Chemik. Pierwszym filmem, jaki zobaczyłem w kinie Robotnik, był radziecki obraz „Sekretarz rajkomu”. Można powiedzieć, że w Sochaczewie zrodziła się moja miłość do filmu.

Jan Dworak nie był zapewne jedynym sochaczewianinem, który dzięki kinu Robotnik rozkochał się w filmie. Przedział wiekowy widzów kina Robotnik obejmował wszystkie pokolenia mieszkańców Sochaczewa: od najmłodszych do najstarszych. Wierni kinu byli nawet sędziwi wiekiem stali widzowie, którzy odwiedzali salę projekcyjną całymi latami.

W samym kinie nie sprzedawano słodyczy czy napojów. A już na pewno nie było mowy o popcornie. Na sali nie dało się słyszeć nawet szeleszczenia foliami, ponieważ czuje bileterki chodziły po sali i zwracały uwagę mówiąc: „proszę nie szeleścić”.

Filmy transportowano na różny sposób. Początkowo przewożono je pociągami. W późniejszych latach, dbając o przyciągnięcie widza, nie czekano bezczynnie aż przywiozą film. Gdy kopia była zgrana, na przykład w Tomaszowie lub w Wieluniu, to pracownicy kina sami zajmowali się transportem szpul do Sochaczewa. Stąd też, jeszcze gorące szpule, od razu po przywiezieniu montowane były na sochaczewskich projektorach.

W czasach rozkwitu działalności kina, robione były przedsprzedaże całej widowni. Kino samo wysyłało pracowników, aby takim firmom jak Boryszew czy Energomontaż Północ, sprzedać bilety dla całej załogi. Gdy film cieszył się dużą popularnością, niektóre osoby kupowały więcej biletów, aby je potem odsprzedać z zyskiem. Ludzi takich nazywano „konikami”.

Aby ogrzać budynek kino posiadało własną kotłownię, która pochłaniała część budżetu placówki. Projektory nagrzane podczas sesji chłodzono wodą.

W pamięci warto zachować może też pracę kasjerki, która wydawała bilety urywane z krążka zawierającego tysiąc sztuk. Duża plansza widowni, pomagała kasjerce dokładnie wydzielić miejsca i zapisać je na biletach. Najlepsze miejsca standardowo przypadały na końcu widowni.

Zarówno dziś, jak i przed laty, dużą wagę przywiązywano do reklamy. Repertuar był ustalany na cały miesiąc. Do określonych filmów przychodziły też plakaty. Wówczas całe kino było nimi równo oklejone. Jednak już na miasto nie dawano plakatów. Na specjalnych afiszach pisano tytuł filmu, kiedy i gdzie jest grany film, i rozwieszano je dwa razy w tygodniu.

Nierozerwalną częścią działalności placówki, było tak zwane kino ruchome lub objazdowe. Dojeżdżało ono do najdalszych zakątków, wykraczających nawet poza granice dzisiejszego powiatu sochaczewskiego.

Pojawienie się pierwszych telewizorów, w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, nie miało większego wpływu na działanie kina w Sochaczewie. Jego problemy zaczęły się dopiero w 1989 roku. Po zmianie ustroju, państwo nie chciało już dopłacać do działalności kin. Robotnik utrzymał się z wielkim trudem, znaczne kwoty wkładali weń właściciele do 1991 roku. Poważną tamę dla dalszej działalności wprowadziło wejście na rynek odtwarzaczy video. Mało kto z ich posiadaczy myślał już wtedy, by udawać się do kina i wypożyczał kasety VHS w wypożyczalniach, które wyrastały w naszym mieście, jak grzyby po deszczu. Seanse dla pięciu osób na widowni, nie miały sensu, ani uzasadnienia finansowego. Bodaj w 1991 roku, nieżyjący już Roman Błażejewski, próbował wskrzesić kino pod nazwą „Amor”, miało ono w założeniu prezentować także filmy wideo. Kino się nie przyjęło, nazwa tak. Potem były tu przez lata dyskoteki. Pomimo, że zmieniali się właściciele i nazwy - Calypso, La Stadia - to i tak wszyscy mówili, że idą do Amora. Kino Robotnik zostało całkowicie zapomniane. Dziś jego budynek, to szpecąca miasto ruina, która pewnie któregoś dnia całkowicie zniknie z pejzażu Sochaczewa.
Pozostaną jedynie wspomnienia pełnej po brzegi sali kinowej i tłumów, jakie czekały w kolejkach po bilet.

Łukasz Kuciński

Wspomnienia o kinie Robotnik ukazały się w II części książki „Spacerkiem po Sochaczewie” wydanej przez Express Sochaczewski.
Promocja książki miała miejsce 5 grudnia w Państwowej Szkole Muzycznej w Sochaczewie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    fraterr 2009-01-06 09:13:34

    Też pamiętam Błękit, byłem w 1986 na TERMINATORZE , coś nawaliło ze sprzętem i co 10 min przerywali film na chwilę , zapalali światła i coś naprawiali, ale mimo tego świetnie się bawiliśmy , wtedy to był szał na takie filmy :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    czarna noc 2008-12-22 17:49:22

    ja tam wolalam Błekit był pod reka a do robotnika kawal i nie zawsze byly bilety

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    fraterr 2008-12-15 14:30:55

    Pamiętam wyjścia do kina, niezapomniane wrażenia , no i te tłumy przed kinem, a po seansie przeżywanie scen z filmu w drodze do domu.... Zachodnie nowsze produkcje ukazywały życie na "zachodzie" , tak jak teraz przed filmem dają reklamy i zwiastuny, wtedy nadawano kronikę :)) ale to kicha była....najpierw chodziłem na poranki, potem na filmy młodzieżowe.. raz pamiętam mama zabrała mnie na "9 i pół tygodnia" jeszcze nie bylem pełnoletni ale udało mi się wejść . Fajne to były czasy.. mimo ,że nie było popcornu i dobrego jak teraz nagłośnienia to i tak dawne wizyty w kinie pozostawiły miłe wspomnienia i wrazenia..

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości