Reklama

Komu słonik przynosi szczęście?

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
08/04/2004 08:28
Bodajże w środę, w godzinach popołudniowych, siedziałem w fotelu po naprawdę ciężkim dniu, kiedy usłyszałem charakterystyczne piknięcie, oznaczające, że ktoś czeka przy mojej furtce. W pierwszym momencie pomyślałem sobie, że ktoś się po prostu wygłupia, bo gości się nie spodziewałem. Piknięcia jednak się powtórzyły i stały jeszcze bardziej uporczywe. Postanowiłem sprawdzić „kogo licho niesie”. Kiedy wyszedłem przed dom, moim oczom ukazała się stojąca przy furtce brunetka. W pierwszej chwili przetrząsnąłem pamięć w celu sprawdzenia czy miałem z nią już kiedyś do czynienia. Bezskutecznie.
Kiedy się przywitałem i spytałem w czym mogę pomóc, brunetka niewyraźnie się przedstawiła, a jej usta zaczęły wyrzucać zgłoski w niesłychanym wręcz tempie, jakieś tysiąc na sekundę. Szybko dowiedziałem się, że jestem szczęśliwcem, ponieważ mam oto niepowtarzalną okazję pomóc chorym dzieciom. Że wystarczy nabyć pięknego słonika za jedyne 20 zł, żeby dzieci były zdrowe i szczęśliwe. Kiedy tylko próbowałem dojść do słowa, brunetka jeszcze bardziej przyspieszała tempo swojej wypowiedzi. Postanowiłem więc odczekać , aż pani zabraknie tchu. Dzięki temu dowiedziałem się, że słonik jest piękny i jak wiele szczęścia mogę dać chorym dzieciom. Kiedy brunetka już ósmy razy powtórzyła to samo, przeszła od szybkiego mówienia do wpatrywania się we mnie z wyczekującym wyrazem twarzy.
Ja jednak powiedziałem po prostu, że nie jestem zainteresowany i już szykowałem się do odejścia, a wtedy brunetka znowu przeszła do fazy niesamowicie szybkiego mówienia. Machała mi przed oczyma jakąś legitymacją i przekonywała, że może podać numer telefonu, pod którym ponad wszelką wątpliwość potwierdzone zostanie, że ona to ona. Wytłumaczyłem więc łopatologicznie, że opłacam studia, mam też wiele innych wydatków i raczej nie zakupię słonika, który mi się nawet nie podoba. Na twarzy brunetki pojawił się wyraz bezgranicznego rozczarowania i tak się rozstaliśmy.
Całe to zdarzenie skłoniło mnie jednak do sprawdzenia, czemu ostatnio tak wiele osób zbiera pieniądze na rozmaite chore dzieci, a chorym dzieciom raczej się nie poprawia. Niestety szybko okazało się, że „śliczny” - błyszczący słonik był najprawdopodobniej tak zwanym „picem na wodę”. Okazuje się, że najpopularniejszymi przedmiotami „sprzedawanymi” przez rzekomych wolontariuszy są krzyżówki dla dzieci z żółtaczką, plastikowe zabawki dla dzieci chorych na raka i pamiątkowe czekoladki (z naklejonym, uprzednio wydrukowanym w warunkach domowych, logo). Dotarłem do kilku osób, które rozszyfrowały zakusy fałszywych wolontariuszy.
- Jeden pan przychodził do mnie do sklepu z krzyżówkami. Mówił, że zbiera na dzieci z domu dziecka –opowiada pani Krystyna. - Krzyżówek nie rozwiązuję, ale dawałam mu po te dwadzieścia złotych, w końcu na szczytny cel, aż koleżanka przekonał mnie, żebym sprawdziła pana wolontariusza, ponieważ jego wizyty stawały się coraz częstsze. Pewnego dnia poprosiłam go, żeby pokazał mi jedną z krzyżówek. Okazało się, że wydrukowano ją przed dwoma laty, a nie przy okazji akcji zbiórki pieniędzy dla dzieci. Spojrzałam tylko na pana i powiedziałam: ”Aha, bierze pan zwroty z kiosków ruchu, a potem naciąga ludzi”. Tylko się głupio uśmiechnął i wyszedł.
Zagrywka o tyle sprytna, co bezczelna. Na dworcu Śródmieście można nabyć zwroty z „ruchu” za połowę, jedną trzecią ceny. Wystarczy jednak opowiedzieć bajkę o dzieciach z domu dziecka, aby z nic niewartych krzyżówek uczynić chodliwy towar.
Kiedy podejdzie do nas wolontariusz, najlepiej poprosić go o jakiś dokument, który potwierdziłby, że taka akcja zbiórkowa jest na terenie naszego kraju w ogóle prowadzona. Dokument należy dokładnie przeczytać, bo często okazuje się on zwykłą koncesją na prowadzenie działalności gospodarczej typu sprzedaż. Jeśli dokument wzbudza jakieś wątpliwości, warto poprosić o numer telefonu pod którym można by sprawdzić dane wolontariusza. Okazuje się to często świetną metodą na pozbycie się natręta.
- Był u mnie pan, który zbierał na dzieci chore na raka. Strasznie namawiał, nie dawał za wygraną. W końcu poprosiłam go, by podał mi jakiś numer telefonu, do sztabu tej całej akcji. Powiedział, że nie ma sprawy, skoczy tylko do samochodu, ponieważ zostawił tam notes. Wyszedł i już nie wrócił.
Na czarną listę można również wciągnąć kolorowanki, „pamiątkowe” plastikowe długopisy i „srebrne” medaliki (sprawa o tyle paskudna, że „organizatorzy” grają na uczuciach religijnych). Na słonika, o którym pisałem we wstępie, też bym uważał. Nie udało mi się co prawda potwierdzić, że akcja, której słonik stał się głównym bohaterem, to naciąganie, ale nie znalazłem też żadnego potwierdzenia, że pieniążki naprawdę trafiają do chorych dzieciaków.
Sensownym rozwiązaniem byłoby prowadzenie jakiejś ewidencji, w której każda osoba zbierająca pieniądze, musiałaby figurować. Jeden telefon i wiadomo by było czy pieniądze, które za chwilę oddamy z dobrego serca, naprawdę zostaną przeznaczone dla potrzebujących dzieciaków. Póki co proponuję jednak wstrzymać się z przekazywaniem pieniędzy wolontariuszom pukającym do drzwi. Przecież zawsze można wysłać SMS dla jakiejś akcji Polsatu, czy innego TVN-u. A jeśli już ktoś koniecznie chce wrzucić pieniążek do puszki, niech poczeka jeszcze niecały rok. Na ulice wyjdą wtedy wolontariusze Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W ich przypadku mamy pewność, że naprawdę pomagamy potrzebującym.
Sebastian Stępień
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Rafal 2004-04-08 00:00:00

    Tytułem komentarza, ponieważ sprawa jest co raz poważniejsza i zatacza coraz szersze kręgi:

    1. KAŻDY wolontariusz zbierający publicznie pieniądze MUSI mieć zgodę MSWiA! Taka zgoda jest JEDNORAZOWA i dotyczy określonego czasu trwania akcji.Najczęściej o taką zgodę występuje organizacja prowadząca całą akcją np. WOŚP lub PCK - a wolontariusze mają identyfikatory z podanymi telefonami gdzie można potwierdzić taką zgodę.

    2. NIKT NIE MA PRAWA NAGABYWAĆ NAS W DOMU LUB GDZIEKOLWIEK - to jest jawne łamianie prawa, nie wspominając o etyce, nie każdy potrafi wprost odmówić i na tym właśnie żerują psedowolontariusze - dotyczy to także wielkich akcji WOŚP, PCK i innych, pieniądze zbiera się od tych KTÓRZY SAMI CHCĄ COŚ OFIAROWAĆ A NIE OD TYCH KTÓRYM WSTYD ODMÓWIĆ!

    3. Każda organizacja zbierająca datki MUSI być ZAREJESTROWANA W SĄDZIE KRS! I powinna mieć swój numer KRS - jeśli go nie ma - ŁAMIE PRAWO i działa nielegalnie - sam nr. telefonu gdziekolwiek zupełnie nic nie oznacza, bo co raz częściej ten proceder uprawiają "normalne" firmy, które w tak niecny sposób zarabiają na ofiarności ludzi.

    4. W naszym wspólnym interesie jest piętnowanie takich rzeczy - CI LUDZIE wywołują wielką krzywdę niwecząc pozytywny wizerunek legalnych organizacji pozarządowych w Polsce. Jeśli już nawet fundacja lub stowarzyszenie chce zbierać pieniądze - niech robi to LEGALNIE a nie naruszając prawo, cel nie uświęca środków choćby był najszczytniejszy.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości