Swąd spalenizny w całym budynku, zniszczony korytarz i pomieszczenia, a przede wszystkim akta wydziału karnego, zdezorganizowana praca sądu – taki jest bilans zdarzeń, jakie rozegrały się w poniedziałek 15 maja nad ranem w budynku sądu przy ul. 1 Maja. Pożar w budynku sądu ujawnił woźny sądowy, który o 6.35 powiadomił o nim straż pożarną. Ta, po przybyciu na miejsce, stwierdziła, że palą się dokumenty sądowe ułożone w formie pryzmy na I piętrze budynku, należącym do wydziału karnego. Strażacy, aby nie doszło do całkowitego zniszczenia akt, użyli gaśnic pianowych i proszkowych, a na koniec koca gaśniczego. Dokumenty znajdujące się w tekturowych teczkach nie paliły się otwartym ogniem, raczej tliły, ale i tak, jak ocenia rzecznik KP PSP st. kap. Mirosław Gorzki, około 30-40 proc. akt przygotowanych do spalenia, uległo zniszczeniu. Jak doszło do tego zdarzenia? Przewodniczący wydziału karnego sochaczewskiego sądu, sędzia Jacek Woźnica mówi, że sprawcy dostali się przez wybite okno do sali rozpraw na parterze. Wyważyli drzwi na korytarz, po czym dostali się na I piętro, a następnie do sekretariatu wydziału karnego, gdzie wyłamali zamki w 4 szafach pancernych. Dokumenty z nich wynieśli na korytarz i podpalili. Sędzia Woźnica przewiduje, że zniszczeniu uległo około 200 akt, ale całkowitemu spaleniu – kilkadziesiąt. Jak długo sprawcy przebywali w budynku, czy rozpalone ognisko zostawili celowo, czy może zostali spłoszeni? Pytań w tej sprawie jest wiele. Na polecenie prokuratury Rejonowej w Sochaczewie, która zajmuje się sprawą, zabezpieczono ślady, m.in. odciski palców, odciski stóp, ślady zapachowe. Powołano także biegłego pożarnika. Jak twierdzi prokurator Krzysztof Kuciński, trwają oględziny dokumentów lub tego, co z nich zostało – czasami są to pojedyncze kartki, które mogą pomóc w ustaleniu, jakie dokumenty przeznaczono do zniszczenia. Policja zakłada kilka prawdopodobnych wersji popełnienia przestępstwa. Jedna z nich to oczywiście taka, że spalenia dokumentów dopuściły się lub zleciły osoby mające konflikt z prawem. Inna wersja to rabunkowy lub chuligański motyw, bo z sądu zginęły też dwa monitory. Jakie by nie były intencje sprawców, to zdarzenie świadczy o ich wielkiej zuchwałości lub determinacji. To chyba pierwsze takie podpalenie dokumentów sądowych w kraju. Jeśli przyjąć pierwszą, najbardziej prawdopodobną wersję, to dochodzenie może potrwać, bo najpierw należy ustalić, jakie akta uległy zniszczeniu. Własne działania, zmierzające do zinwentaryzowania dokumentów prowadzi sąd. Już dziś wiadomo, że wiele akt trzeba będzie odtworzyć. Przewodniczący wydziału karnego przyznaje, że będzie to trudne zadanie, ale trzeba je wykonać. Opracowują obecnie metody, jak to zrobić najszybciej. Nie ma co ukrywać, że zdarzenia z 15 maja zdezorganizowały pracę wydziału karnego, ale, jak twierdzi prezes sądu, nie sparaliżowały jej. Tymczasowy sekretariat wydziału zorganizowano w jednej z sal rozpraw. W miejsce umieszczonych wcześniej na wokandzie spraw, których teraz akta uległy zniszczeniu, wyznaczane są inne. Budynku sądu od czasu feralnego zdarzenia pilnuje całodobowa ochrona. Jej dotychczasowego braku pracownicy sądu nie komentują. (sos)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze