O przełomowych zmianach w sochaczewskim systemie bibliotecznym, elektronicznych kartach, nowej siedzibie i opłatach z dyrektorem Miejskiej Biblioteki Publicznej Barbarą Bronicz rozmawia Małgorzata Pałuba.
Nowością w bibliotekach są wprowadzane właśnie elektroniczne karty. Czy wiąże się to z jakimiś zewnętrznymi wymogami?
To kolejny etap komputeryzacji zbiorów. Na początku skupiliśmy się na umieszczeniu całego księgozbioru w systemie komputerowym, teraz przyszedł czas na karty. Są one o wiele trwalsze od tradycyjnych i za pomocą jednej można będzie korzystać ze wszystkich naszych placówek. Co prawda jeszcze nie teraz, bo karty wprowadzamy sukcesywnie. Od 1 stycznia obowiązują już w bibliotece przy ul. 1 Maja. Teraz wprowadzamy je w tzw. łączniku przy ul. Żeromskiego, a w dalszej kolejności w filiach w Chodakowie, Boryszewie i Rozlazłowie. Ostatnia z nich nie jest jeszcze skomputeryzowana, ale już pozyskaliśmy sprzęt w ramach programu Kraszewski - komputery dla bibliotek.
Jakie zmiany niesie to dla czytelnika, czy usprawni jego kontakt z biblioteką? Czy nie wychodząc z domu można będzie wypożyczyć książkę?
Aż tak dobrze nie będzie. Oczywiście czytelnicy mogą na stronie internetowej biblioteki wybrać sobie coś z naszej oferty, bez konieczności szukania po regałach, i zamówić, ale po wybraną pozycję trzeba jednak przyjść do biblioteki. Za to mamy pewność, że będzie ona tam czekała. Ale tylko trzy dni, bo po tym terminie włączmy ją do księgozbioru i rezerwacja jest anulowana.
Ale z tego co wiem, na potrzeby tej nowej karty zmieniony został biblioteczny regulamin. Teraz bardziej restrykcyjnie mają być naliczane kary.
To prawda. Czytelnicy będą musieli się trochę zdyscyplinować. Program ustawiony jest tak, że automatycznie po 30 dniach za przetrzymywanie książki nalicza kary. To ma przypominać, że na książkę czekają inni. Opłaty karne nie są jednak wysokie. Za każdy dzień zwłoki - 10 gr w zaokrągleniu do pełnych złotych. Na przykład jeśli kara wynosi 70 gr, zapłacimy złotówkę. Jeśli ktoś kary nie uiści, system nie wypożyczy kolejnej książki.
Czy dojdą jeszcze inne opłaty?
Owszem, ale też niewielkie. Roczna, za wydanie kary, tak jak było do tej pory wyniesie 1 zł. Ale za duplikat, jeśli ją zagubimy, zapłacimy już 5 zł. Pobierana jest też kaucja od 70 do 150 zł za wypożyczenie materiałów z czytelni na sobotę i niedzielę, gdy nikt z nich nie korzysta. Musimy się bowiem zabezpieczyć na wypadek zniszczenia lub zagubienia książki. W takim przypadku możliwe jest też jej odkupienie. Oczywiście, jeśli wszystko jest w porządku, kaucja jest zwracana. Kaucję nakładamy też na osoby spoza terenu naszego miasta i powiatu. Wynosi ona 40 zł za każdą wypożyczoną pozycję. Po ich oddaniu również jest zwracana. Można też osobiście, telefonicznie lub przez internet prolongować przedłużenie terminu zwrotu książki o miesiąc.
Z tego co słyszałam, przy wydawaniu kart nie wszyscy chcą podawać swoje osobiste dane, uważając że to zbyt duża ingerencja w ich prywatność.
To prawda, mieliśmy takie przypadki, ale to nie nasze widzimisię, takie są w tym przypadku wymagania Głównego Urzędu Statystycznego. Chodzi o to, żeby nie dopuścić do pomyłek, bo przecież wiele jest osób o tym samym imieniu i nazwisku. GUS żąda poza tym numeru PESEL, płci czytelnika, adresu stałego pobytu, telefonu kontaktowego i przynależności do grupy społeczno - zawodowej. Ważny jest zwłaszcza telefon, bo wysyłanie upomnień pocztą drogo kosztuje, znacznie tańszy jest sms.
Jednocześnie z tymi wszystkimi zmianami czeka was trudna przeprowadzka do wyremontowanych kramnic, gdzie ma powstać duże centrum biblioteczne. Początkowo była mowa tylko o przeniesieniu tam filii z ul.1 Maja, teraz to się zmieniło.
Tak było, ale w międzyczasie prezes spółdzielni, od której lokal wynajmujemy, podniósł nam czynsz do 7,5 tys. zł miesięcznie. Dlatego nie upierałam się przy pozostaniu tutaj.
Docierają do naszej redakcji głosy a także listy od Czytelników sprzeciwiające się tej centralizacji bibliotek. Ich autorzy zwracają uwagę na dłuższą drogę do biblioteki, co będzie uciążliwe zwłaszcza dla osób starszych, z których część być może przestanie ją odwiedzać. Jest też sprawa dzieci, które tu docierają bez ryzyka przechodzenia przez ruchliwe ulice. Czy pani nie odczuwa żalu z powodu utraty tego miejsca?
Oczywiście że tak, ale mocnym argumentem jest to, iż zaoszczędzone na czynszu pieniądze będziemy mogli przeznaczyć na zakup nowych tytułów. To jest dla nas w skali roku bardzo duża kwota, bo około 115 tys. zł za wszystkie opłaty. A przecież w nowym miejscu biblioteka też będzie płaciła czynsz, więc gdyby jeszcze doszedł ten Przeprowadzkę wymusza na nas zatem rachunek ekonomiczny. A w końcu odległość między nową a starą siedzibą nie jest przecież taka olbrzymia. Obliczyłam, że idąc na skróty, około 1 km. Tutaj, w łączniku, 20 lat temu zaczynałam pracę, więc mam sentyment do tego miejsca. Gdyby więc czynsz nie był tak wysoki, to pewnie takich pomysłów by nie było.
Wobec tego kiedy przeprowadzka?
Od burmistrza miasta mam informację, że prace w kramnicach powinny zakończyć się w lutym. Będzie to dla nas logistyczny ogrom pracy. Wynajęliśmy już projektanta, który zaprojektował wnętrze przyszłej biblioteki. Z tym jednak związane są spore koszty, bo przecież na zewnątrz budynek wygląda imponująco, więc pragniemy, by tak samo było i w środku. Dlatego musimy wymienić wszystkie regały na nowe, a to właśnie one są najdroższe. Otrzymaliśmy już na nie 150 tys. zł od pana burmistrza.
Więcej w najnowszym numerze.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze