Obserwacja sochaczewskiego handlu doprowadziła mnie do wniosku, że w miażdżącej przewadze nie mamy do czynienia z kupcami czy nawet handlowcami, ale ze sprzedawcami czy wręcz handlarzami. Chodzi mi o jakość prowadzenia tego biznesu którą obserwuję jako klient. Klient w Sochaczewie nie może być nigdy pewien czy będzie mógł kupić w sklepie coś co kupował wczoraj albo tydzień temu - no może z wyjątkiem gorzały i chleba (a i to nie zawsze). Kliencie! Nie przyzwyczajaj się do serka XXX- to że sprzedają go już dwa tygodnie nie oznacza , że tak będzie zawsze - potem przez miesiąc może go nie być a potem znów się pojawi i tak w kółko. To samo z kawą YYY i sałatką ZZZ i mnóstwem innych produktów. W takiej huśtawce z dostarczaniem towarów, całkiem w końcu zwyczajnych (nie piszę o jakichś frykasach jak np. homary - chociaż i tu powinna być ciągłość), przodują sklepy Społem , choć i większość prywatnych sklepów nie jest lepsza. Właściciel prywatnego sklepu w piątek o 9 rano oświadcza, że pieczarek nie ma bo wykupiła je stołówka na postne danie. Na moją sugestię, że pieczarki przywozi dostawca z Sochaczewa (a nie np. z Australii) i może wystarczy zadzwonić a on je dowiezie spotkałem się ze zdziwieniem i wzruszeniem ramion po co ? Przecież przywiezie je jutro. Tylko że ja i pewnie jeszcze kilkanaście osób chcę kupić je dzisiaj i jutro ani pojutrze już do tego sklepu nie przyjdziemy. Sochaczewscy handlarze przez tyle lat nie zrozumieli jeszcze tego, że klienta pozyskuje się daniem pewności, iż codziennie kupi produkt na którym mu zależy. Miła obsługa i chęć pomocy klientowi to też cechy, które przyciągają ludzi i tych też w Sochaczewie brakuje. Przykład? Proszę bardzo. Chciałem kupić książkę do angielskiego - odwiedziłem trzy księgarnie. Okazało się że książki nie ma a moja propozycja żeby ją zamówić i sprowadzić (chciałem dać zadatek) spotkała się z wyraźną niechęcią i słowami:" nie opłaca się". No pewnie że nie opłaca się odwiedzać więcej tych kramików z książkami. Nie trzeba jechać do Warszawy - wystarczy do Skierniewic. Tam książki nie było , ale miła pani natychmiast zaproponowała, że mi ją sprowadzi na pojutrze (bez zadatku). I słowa dotrzymała! Sochaczewscy handlarze, mieniący się kupcami (cha, cha!) mają nas w nosie, potrafią za to głośno jęczeć i płakać nad ubożeniem społeczeństwa, ale gdy ktoś przychodzi z pieniędzmi to ich nie chcą ! I jeszcze na koniec o estetyce w sklepach. Najpierw wewnątrz - dlaczego w sklepie w którym są dwie ekspedientki obydwie kroją towar i tą samą ręką (gołą !) przyjmują pieniądze? Przecież mogłyby się podzielić rolami. Ale po co ? Estetyka zewnętrzna sklepów również nikogo nie wzrusza - przykładem zbiorowisko bud na ul. Żeromskiego przed domem kultury czy sklep-buda na 1 Maja przy Urzędzie Miasta. Kto na to pozwolił? Architekt miejski w wywiadzie powiedział że on nie tylko jego zwierzchnik, a to już tak wysoko, że hoho! I nawet Wielki Esteta z ostatniej strony "Ziemi Sochaczewskiej" nie zapyta burmistrza - dlaczego, chociaż strasznie mu wadziła perspektywa McDonalda ("buda z bułą") - te budy z Żeromskiego mu nie przeszkadzają ?
KOBOLD
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze