Poprzedni mój tekst dotyczył bezpośrednio pana STASIAKA i pośrednio PZU. Tym razem „dostanie” się TPSA. W myśl zasady, że o firmie świadczą jej pracownicy. Chciałbym od razu spytać wszystkich czytających co myślą o tym co piszę? Czy być może za bardzo się czepiam, zbyt dużo oczekuję, może jestem zbyt kłótliwy? Na każdą krytykę chętnie odpowiem. Czas jednak wrócić do TPSA. Przypadek tej firmy jest podobny do PZU. Wypowiedziano już tyle gorzkich słów, że wydaje się to bez sensu, ale ja jestem zdania, że to kropla drąży skałę i być może coś się kiedyś zmieni. Bardzo tę przemianę przyspieszyłaby wolna konkurencja, ale o takiej w telekomunikacji pozostaje nam tylko pomarzyć. Moja bezpośrednia styczność z tą firmą pojawia się tylko przy płaceniu rachunków telefonicznych. Udaję się wtedy do tego pięknego budynku, notabene już się rozsypującego nad głównym wejściem, kieruje swoje kroki do kasy i tu zawsze spotyka mnie jakaś niespodzianka. Pierwszą rzeczą, którą pamiętam, było zdziwienie kasjerki na widok 500 zł rachunku. Nieśmiało wtedy zasugerowałem, że to chyba dobrze, ale pani nie zrozumiała i ciężko westchnęła, że i tak nic z tego nie ma. Nie podejrzewam, że pracuje za darmo, więc jest to tylko dowód na to, że nie widzi powiązania miedzy klientem a swoją pensją. Dlatego nie ma powodów by dbać o tego klienta. Rozbawiony szybko zapomniałem o całej sprawie. Następnym razem odwiedziłem Biuro Obsługi Klienta by zapytać o możliwość ustanowienia górnego pułapu mojego rachunku telefonicznego. Zamarzyło mi się, że górną granica będzie 250 zł a po jej przekroczeniu będę mógł tylko odbierać telefony. Oczywiście ktoś powie, że mogę się sam ograniczyć, ale dużo łatwiej mi by było gdyby ktoś czuwał za mnie. Nie jest to w interesie TPSA więc nie świadczą takiej usługi, choć jak się dowiedziałem, technicznie jest to możliwe. Można też tu wspomnieć o nowych podziale administracyjnym kraju, który jeszcze nie zaistniał w TPSA. W tej chwili większość urzędów dla Sochaczewa znajduje się w Warszawie i rozmowy w szczycie są bardzo kosztowne. TPSA zasłania się barierą technologiczną choć jest tajemnica poliszynela, że mija się to z prawdą. Przejście na nowy podział kraju mógłby odbyć się bardzo szybko i bezboleśnie a raczej bardzo boleśnie dla stanu kasy naszej ulubionej TPSA. Wróćmy jednak do naszego regionalnego oddziału. W magicznym okienku KASA wszystko się może zdarzyć. Parę dni temu zawitałem tam znów z niebieskim blankietem. Smutny, bo znów muszę wydać jakieś 300 zł, stanąłem grzecznie w kolejce. Stoję, stoję i nic. Zaciekawiło mnie to i ze zdziwieniem stwierdziłem, że wszyscy stoimy do pustego okienka. Nie ma kasjerki. Policzyłem jeszcze do trzydziestu i uprzejmie zagadnąłem strażnika. - Jest - usłyszałem w odpowiedzi, ale sprzedaje telefon na tamtym stoisku. Faktycznie, ktoś tam cierpliwie tłumaczył komuś o automatycznej sekretarce. Z totalnego osłupienia wyrwał mnie głos strażnika. - Już mówiłem, że jest zajęta! Trzeba czekać. Tego było już dla mnie za wiele. Mam cierpliwie czekać by wydać moje 300 zł. Nie, to jakaś paranoja, jeszcze nie oszalałem. Usprawiedliwiony tym faktem opuściłem firmowy budynek cały czas myśląc o wolnych posadach w telekomunikacji. W dobie bezrobocia brak personelu jawi mi się jako cos wyjątkowego. Żyjemy w ogóle w wyjątkowym kraju, co obiecuję cyklicznie udowadniać.
Artur
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze