Reklama

Ludożercy są wśród nas

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
27/01/2005 10:59
Pewien ludożerca wytropił w dżungli francuskiego podróżnika, który akurat przyrządzał sobie obiad z żabich udek w occie oraz ślimaków w oleju. Ludożerca gładzi się po brzuchu i mówi do siebie:
- Jak ja uwielbiam Francuzów faszerowanych żabimi udkami i ślimakami w oleju!
Co kraj, to różny kulinarny obyczaj. Co region, to inne konsumpcyjne upodobania. Oryginalność regionalnych kuchni jest znakiem wyróżniającym te społeczności w monotonnym tłumie fast-foodów. Turyści, zaglądając w różne regiony kraju, wszędzie dopytują się o lokalne smakowite ciekawostki. Wszędzie, tylko nie u nas, bo już dawno wiedzą, że ziemia sochaczewska takowych nie posiada. No chyba, że odwołamy się do zupełnie ekstremalnych smakoszy, takich jak jeden facet, który pytał w budzie mięsnej na rynku o kaszankę… z krwią grupy RH minus.
Tym bardziej ambitne zadanie postawił przed sobą powiatowy wydział promocji, który pragnie teraz rozpropagować nasz region za pomocą tradycyjnych sochaczewskich dań. Chcą, abyśmy wzięli udział w ogólnopolskim konkursie pod hasłem „Nasze Kulinarne Dziedzictwo”, jakby nie wiedzieli, że mamy jedynie do zaoferowania „Nasze Kulinarne Dziewictwo”. I tylko tym możemy się poszczycić, żeśmy nie skonsumowali.
Nasi promotorzy próbują namówić sochaczewian do swego pomysłu, apelując, że przecież nie ma Polaka, który nie znałby góralskiego oscypka, toruńskiego piernika, krakowskiego precla czy łąckiej śliwowicy. No i co z tego? My też wszystko to znamy i nawet próbowaliśmy, a pierników również u nas pod dostatkiem, za to, ci z Torunia czy Krakowa na pewno nie jedli nic sochaczewskiego. To kto jest lepszy?
Chociaż mieliśmy przecież kiedyś towar eksportowy, którym była niewątpliwie kuchnia restauracji „Wicek”. Niestety Wicka już nie ma, a jego spadkobiercy nie potrafili wykorzystać olbrzymiej popularności lokalu w całej Polsce i zostały tylko wspomnienia. A przecież jednym z jej wielbicieli był ponoć sam premier Cyrankiewicz, który wykradał się potajemnie do Sochaczewa, zostawiając w Warszawie ochronę, pewnie, żeby się nie rozeszło, jak tu dobrze dają zjeść i wypić. Ale się i tak rozeszło, do tego stopnia, że jeszcze dziś, po latach, ludzie, przyjeżdżając z daleka, najpierw pytają o „Wicka”, a potem o najbliższą rodzinę. Natomiast w jednej ze znanych restauracji na warszawskiej Starówce jest w karcie danie pod nazwą „kanapka a la Wicek”. Może więc warto by odrestaurować te tradycje? A gdyby tak jeszcze połączyć je z Żelazową Wolą i Chopinem? Przecież dobrym żarciem trzeba dobre trunki zakąszać.
Na koniec jeszcze jedna historyjka o ludożercach. Otóż złapali oni turystę, rozebrali, wsadzili do kotła z wodą i postawili na ogniu. Gdy woda już się zrobiła gorąca, turysta się odzywa: Poproszę o mydło i ręcznik.
Sławomir Burzyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama