To już kolejna, zakończona sukcesem wyprawa sochaczewianina Marcina Kruczyka. Tym razem celem eskapady był szczyt Mont Blanc. W wyprawie uczestniczyli obok Marcina, Marcin Miłkowski również sochaczewianin, Aleksandra Jasińska, Karolina Bajon i Dominik Brodowski. Wyprawa udana w 100 procentach.
- Spodziewałem się czegoś trudniejszego a tak naprawdę wyprawa była łatwa - opowiada Marcin. - Łatwa góra, mnóstwo ludzi, w tym wielu Polaków, żadnych problemów topograficznych, pogoda dopisała. Wszystko przebiegało zgodnie z planem - dodaje. Piątego dnia od wyruszenia w góry uczestnikom udało się zdobyć szczyt Mont Blanc. Z Polski wyjechali samochodem i bez przerwy (ponad 30 godzin) dojechali do Chamonix. Tam spędzili jeden dzień. W góry udali się z Les Houche. - Wyruszyliśmy z zamiarem dojścia do pierwszego obozu Nid de Aigle, który znajdował się na wysokości 2100 m, ale w związku z tym, że wszędzie były napisy informujące o zakazie biwakowania, udaliśmy się na przełęcz pod Mont Lachat i tam mieliśmy pierwszy biwak. Drugiego dnia przeszli już do Tette Rousse (3200 m). Ze względu na burzę spędzili tu kolejny dzień. Czwartego dnia wyprawy doszli na wysokość 4200 m do schronu Vallot. Piątego dnia sięgnęli szczytu. - Gdy doszliśmy na szczyt, temperatura wynosiła - 5 oC a spodziewaliśmy się - 25. Każdą noc spędzaliśmy w namiotach, tym samym zaoszczędziliśmy na wyprawie. Nocleg w schronisku kosztował ok. 25 euro. A koszt wyprawy na Bont Blanc? - Niecałe 500 zł. ze wszystkim: jedzeniem, paliwem. A do tego wróciliśmy jeszcze przez Włochy, wstąpiliśmy na włoską pizzę i lody. Marcin zapewnia, że jeśli tylko uda się wyrobić wymagane uprawnienia, to z pewnością Mont Blanc znajdzie się w ofercie jego i Wojtka Marca firmy, zajmującej się m. in. organizacją takich właśnie wypraw. - Planujemy jeździć na Mont Blanc z tego względu, że jest to góra, która swoją nazwą przyciąga ludzi, do tego jest prosta w zdobyciu. Nie ma wielkich szczelin, grań szczytowa jest dosyć stroma i trzeba się związać na wszelki wypadek. Widok ze szczytu jest fantastyczny, szczególnie na igłę Aiguille du Midi - to jest bardzo ostry szczyt - szpilka. Tymczasem Marcin przygotowuje się powoli do kolejnych wypraw. - Może uda się wyjechać do Pakistanu - Karakorum a jeśli nie to z Wojtkiem Marcem wybiorę się do Mongolii. Będzie to 5-tygodniowa wyprawa. Pewnie jakiś czterotysięcznik po drodze zdobędziemy - zapewnia Marcin.
as
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
A gdzie Wasze zdjęcia? Tylko krajobrazy :(