Jak wynika z naszych informacji, martwy dzik trzy tygodnie pływał w Bzurze. Dzisiaj trudno ustalić, kto zawinił, choć sprawa jest poważna.
W pierwszych dniach kwietnia jeden z wodniaków pływających kajakiem po Bzurze zauważył w przybrzeżnych krzakach za mostem w Kozłowie Biskupim padłe zwierzę, prawdopodobnie dzika. Nie było to jego jedyne znalezisko tego dnia. Drugiego dzika zobaczył w okolicach, gdzie do Bzury wpływa rzeczka Witunia. Wiedział, że takie przypadki należy zgłaszać, ale nie miał pojęcia do kogo. Wobec tego zgłosił je do znajomego pracownika Urzędu Miasta.
Ten następnego dnia sprawę przekazał do Wydziału Infrastruktury Miejskiej, który, zgodnie z zależnością terytorialną, powiadomił o padłych zwierzętach Urząd Gminy Sochaczew. Jak zapewniają pracownicy Urzędu Miasta, telefon odebrała młoda kobieta, która obiecała, że sprawą się zajmie. A sprawa była bardzo poważna, gdyż na naszym terenie były już w tym roku przypadki martwych zwierząt znajdowanych w rzece w okolicach Brochowa.
Za każdym razem do takich zgłoszeń wyjeżdżają pracownicy Powiatowego Inspektoratu Weterynaryjnego, którzy pobierają próbki do badań, aby ustalić, na co chorowało martwe zwierzę i czy nie stanowi to zagrożenia dla ludzi i innych zwierząt. W gminach na terenie powiatu znajdują się hodowle, w których przebywa po parę tysięcy warchlaków przeznaczonych na ubój. Nie zapominajmy także, że dwa padłe dziki w przygranicznych rejonach stały się pretekstem do wstrzymania exportu naszej wieprzowiny do Rosji, Białorusi i Kazachstanu. Dlatego Powiatowy Lekarz Weterynarii wysłał pisma do wszystkich wójtów, aby ci zgłaszali każdy przypadek padłego dzikiego zwierzęcia.
Dlaczego w tym wypadku nie zgłoszono tego faktu do inspektoratu, nie wiadomo. Wojciech Ćwikliński, dyrektor zakładu komunalnego w gminie Sochaczew twierdzi, że nic mu nie wiadomo o wcześniejszym zgłoszeniu. Przekonuje, że z chwilą powiadomienia gminy o martwym zwierzęciu w rzece, zadziałano natychmiast.
Tymczasem, jak twierdzi kajakarz, dzik pływał w rzece trzy tygodnie. Woda zniosła go kilkaset metrów dalej w okolice wsi Dachowa, gdzie w zeszłym tygodniu wodniak znowu natknął się na cuchnącą padlinę. Tym razem wykonano zdjęcia i poinformowano Powiatowego Lekarza Weterynarii. W ciągu godziny zebrano ekipę inspektorów sanitarnych i powiadomiono Urząd Gminy Sochaczew, aby ten przysłał sprzęt i ludzi do wyciągnięcia zwierzęcia z rzeki.
(jw)(sos)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze